W czasach, gdy ziemia była jeszcze nieokiełznaną puszczą, a ogień i wbite w ziemię pale, jedynymi barierami chroniącymi przed drapieżnikami, człowiek podnosił głowę i patrzył w noc. Tam, zawieszony w aksamitnej pustce, jaśniał On. Samotny, monumentalny, wiecznie zmienny, a jednocześnie przerażająco stały. Księżyc – nasz najbliższy niebiański sąsiad, kosmiczny latarnik i pierwszy obiekt ludzkiej obsesji.
Od zarania dziejów ta mlecznobiała tarcza nie była dla nas jedynie punktem na niebie, była bóstwem, zegarem i lustrem, w którym ludzkość przeglądała swoje lęki i nadzieje. Kiedy nadchodziła pełnia, rozlewając po świecie chłodną, monochromatyczną poświatę, ziemia zamieniała się w teatr magii. Człowiek szybko pojął, że ten nocny monarcha rządzi niewidzialnymi nitkami ziemskiego losu. Zauważył, że oceaniczne wody, niczym posłuszne bestie, podnoszą się i opadają w rytm jego faz. Zrozumiał, że soki w roślinach ruszają ku górze, gdy srebrny róg grubieje, a ziemia zastyga w odpoczynku, gdy tarcza niknie w mroku. Przypisywano mu władzę nad narodzinami, przypływami szaleństwa, a myśliwi i rolnicy żłobili na kościach mamutów pierwsze kalendarze, próbując okiełznać ten cykl trwający 29,5 dnia. Staliśmy się niewolnikami jego rytmu.
Ta fascynacja, podszyta mistycznym lękiem, z wiekami przerodziła się w coś znacznie potężniejszego – w nieodpartą, romantyczną tęsknotę.

Ponieważ Księżyc był tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, stał się pierwszą realną obietnicą, że człowiek może opuścić swoją ziemską kolebkę. Przez stulecia podróżowaliśmy tam w snach i literaturze. Juliusz Verne wystrzelił swoich bohaterów z gigantycznej armaty, a Georges Méliès w pionierskich ruchomych obrazach wbił w oko lunarnemu mędrcowi rakietę z ludzką załogą. Nade wszystko chcieliśmy zajrzeć na tonącą w mroku, ukrytą przed naszym wzrokiem, ciemną stronę Księżyca.
Aż wreszcie nadszedł lipiec 1969 roku. Moment, w którym mit zderzył się z fizyką, a poezja ustąpiła miejsca genialnej inżynierii. Ponad pół miliarda ludzi, wstrzymując oddech przed czarno-białymi odbiornikami telewizyjnymi, patrzyło, jak szara, pyłowa pustynia Morza Spokoju przyjmuje pierwsze odciski ludzkich butów. Srebrny Glob przestał być nieosiągalnym bóstwem – stał się nowym lądem.
Dziś, gdy po ponad pół wieku przygotowujemy się do wielkiego powrotu na te same księżycowe ścieżki, ta pierwotna miłość wcale nie osłabła. Patrzymy na Księżyc z taką samą melancholią jak dawni poeci i astronomowie.


Chcemy tam dotrzeć, zbudować bazy i ruszyć dalej, ku gwiazdom, ale to on na zawsze pozostanie naszym pierwszym, kosmicznym domem. I to właśnie tę nieskończoną, romantyczną sagę o ludzkich marzeniach nosimy dzisiaj zamkniętą pod szafirowym szkłem, gdy na małym dysku zegarka miniaturowy, srebrny satelita cierpliwie odmierza swoje niekończące się kosmiczne rundy.
Noc nad Hölstein
Jest rok 1904. Paul Cattin i Georges Christian patrzą na rozgwieżdżone niebo i Księżyc nad małą osadą Hölstein. Wokół szumią lasy kantonu Bazylea, a w dolinie płynie skromny potok Oris, od którego dwaj przybysze z Le Locle postanawiają nazwać swój nowo założony zakład zegarmistrzowski. Nie wiedzą jeszcze, że kładą fundament pod jedną z najbardziej niezłomnych, niezależnych manufaktur w historii szwajcarskiego zegarmistrzostwa.
Przenosimy się znowu do roku 2026, na targi Watches and Wonders w Genewie. Światła reflektorów kierują się na młodą, zaledwie 24-letnią inżynier produktu, Lenę Huwiler.


W jej dłoniach spoczywa najnowsze dzieło marki: radykalnie zredefiniowany, na wskroś nowoczesny, a jednak głęboko przesiąknięty romantyzmem dawnych mistrzów - model Oris Artelier Complication, który mieliśmy okazję widzieć na żywo.
Srebrny glob na nadgarstku
Kiedy po raz pierwszy bierzesz do ręki zegarek Oris Artelier Complication, Twoje palce natychmiast rejestrują niezwykłą gładkość wieloczęściowej koperty wykonanej z chłodnej stali. Lena Huwiler zdecydowała się na uniwersalną, wyważoną średnicę 39,5 milimetra. W czasach, gdy zegarki balansują między ostentacyjną wielkością a przesadną miniaturyzacją, ten rozmiar jawi się jako punkt idealnej równowagi, trafienie w sam środek horologicznej tarczy. Zegarek powinien idealnie układać się na twardym, męskim nadgarstku, ale wydaje mi się, że nawet także na smuklejszym, kobiecym przegubie.



Koperta ma grubość 11,8 milimetra, a jej rozpiętość między krańcami uch wynosi zaledwie 45,5 milimetra. Te proporcje sprawiają, że zegarek niemal tuli się do ręki, skrywając się na moment pod mankietem szytej na miarę koszuli, by za chwilę, błysnąć w pełnej krasie w promieniach popołudniowego słońca.
Wierzcie mi, jest na czym zawiesić oko. Wyrafinowanie konstrukcji przejawia się w poprowadzeniu bocznych linii koperty. Ucha są płynnie wyprowadzone z centralnej sekcji obudowy, opadając nieco ku dołowi, tworzą subtelny stopień. Krawędzie uch są potraktowane mistrzowskim polerowaniem lustrzanym. Gdy obracasz zegarek w dłoni, odbite od nich światło nie załamuje się gwałtownie, lecz „płynie” wzdłuż łuku, tworząc iluzję płynnego metalu.


Na prawej flance koperty, na godzinie 3., znajduje się klasyczna, precyzyjnie nacinana koronka ze stali szlachetnej, ozdobiona na czole dumnym, wypukłym grawerem „ORIS”. Jej obrót stawia fantastycznie wyczuwalny, mechaniczny opór.
Tuż poniżej, ukryty dyskretnie pomiędzy godzinami 4. a 5., znajduje się zintegrowany z linią koperty przycisk do szybkiej korekty wskazań komplikacji. Nie wystaje on poza obrys zegarka, dzięki czemu boczna linia zachowuje nienaganną czystość architektury.


Od góry kopertę wieńczy mocno wypukłe szkło szafirowe.
Szafir został poddany obustronnej obróbce sferycznej, co oznacza, że zarówno jego zewnętrzna, jak i wewnętrzna powierzchnia tworzą idealny, łagodny łuk. Aby wyeliminować refleksy, które mogłyby zakłócić odbiór spektaklu rozgrywającego się na tarczy, od wewnątrz nałożono zaawansowaną powłokę antyrefleksyjną. Spoglądając na zegarek pod kątem, odnosi się wrażenie, że szkła w ogóle tam nie ma, a elementów cyferblatu można dotknąć palcem.
Czystość formy
Cyferblat nowego Artelier Complication to wzór projektowej czystości i teksturowej powściągliwości. Projektantka dokonała tu bezprecedensowego aktu radykalnego minimalizmu. Poprzednie generacje tego modelu miały cztery subtarcze, co czyniło ich układ barokowym i gęstym. Nowa odsłona rezygnuje z dwóch liczników (wskazań dnia tygodnia i tradycyjnej daty) na rzecz czystości, przestrzeni i skupienia uwagi na tym, co najważniejsze.


Tarcza została podzielona na dwie wyraźne strefy: centralny krąg pokryty głęboką, teksturą, która w zależności od wersji kolorystycznej inaczej gra ze światłem, oraz gładki pierścień zewnętrzny delikatnie zakrzywiony na brzegach ku dołowi, stanowiący satynową scenę dla indeksów godzinowych.
Centralna część cyferblatu jest domem dla ułożonych wertykalnie wskazań – dysku wskazania faz księżyca, widocznego na godzinie 12., oraz licznika 24-godzinnego drugiej strefy czasowej na godzinie szóstej.
Na tym dwustrefowym tle osadzono nakładane, stalowe indeksy godzinowe mające charakter fazowanych, polerowanych klinów. Kiedy patrzymy na cyferblat indeksy zdają się być klamrami spinającymi zewnętrzny pierścień z centrum tarczy.
Wskazówki godzinowa i minutowa to powrót do modernizmu – mają zdecydowany kształt nawiązujący do typu „alpha” z ostro ściętymi końcówkami. Ich wnętrze zostało wypełnione luminescencyjną substancją Super-LumiNova®, która po naświetleniu emituje w ciemności jasny, czysty blask, gwarantując bezbłędny odczyt godziny nawet w środku nocy. Smukła, długa wskazówka sekundowa sięga poza strefę indeksów do czystego zakrzywionego obszaru tarczy, pozbawionego jakichkolwiek oznaczeń, w tym również podziałki minutowo-sekundowej.



Całość wieńczy logo ORIS po prawej stronie oraz nowa, minimalistyczna typografia bezszeryfowa użyta do naniesienia nazw „Artelier” oraz legendarnej już etykiety „Swiss Made”. To detal, który ostatecznie odcina ten model od nudnej, archaicznej klasyki i wprowadza go w epokę nowoczesnego, miejskiego designu.
Hipnotyzujące warianty kolorystyczne
Zegarek Oris Artelier Complication dostępny jest w trzech hipnotyzujących wariantach kolorystycznych, z których każdy opowiada zupełnie inną historię.
Ivory - spokojna, świetlista, niezwykle klasyczna tarcza w kolorze kości słoniowej. Tekstura w centrum przypomina fakturę cennego, czerpanego papieru lub widzianą z daleka powierzchnię Księżyca. Gra światła jest tu subtelna, pastelowa, idealna do eleganckich stylizacji.
Midnight Blue - głęboki, magnetyczny odcień wieczornego nieba nad miastem tarcza mieni się ciemnogranatowymi tonami, od niemal czarnych, aż po nasycone błękity w bezpośrednim świetle słonecznym.


Chestnut - zwany po naszemu kasztanem, odważny, ziemisty, a zarazem szalenie wyrafinowany. W tej wersji subtarcze mają celowo ciemniejszy odcień, tworząc unikalny, kontrastowy efekt przypominający stylistykę „reverse panda” i znacząco podnoszą czytelność wskazań.
Romantyzm komplikacji - fazy Księżyca i druga strefa
Przejdźmy do istoty uroku tego cyferblatu – do dwóch komplikacji konstrukcji, stanowiących o charakterze tego zegarka. Na godzinie 12. umieszczono okienko wskazania faz Księżyca. W tradycyjnej wersji okno to ma zazwyczaj formę barokowego, odciętego półkola z dwoma łukami, co wymusza specyficzną geometrię tarczy, często kłócącą się z nowoczesnym, minimalistycznym projektem. Lena Huwiler rozwiązała ten problem z genialną wręcz intuicją.


Tradycyjne, funkcyjne wycięcie zostało idealnie wpisane w okrągły sub-licznik, a jego przesłona otrzymała kolor identyczny z tłem tarczy. Dzięki temu barokowa forma optycznie znika, ustępując miejsca czystej, geometrycznej harmonii.
Sam wizerunek księżyca ma formę srebrzystego, polerowanego dysku podróżującego na tle usianego gwiazdami nieba. Kiedy tarcza zegarka znajduje się w cieniu, satelita lśni spokojnym, metalicznym blaskiem. Wskazanie to odmierza cykl synodyczny, trwający dokładnie 29,5 dnia. To spojrzenie w stronę pierwotnego cyklu ludzkości, która od zarania dziejów regulowała swoje życie według rytmu srebrnego globu.
Po drugiej stronie osi symetrii, na godzinie 6., odnajdujemy wskazanie drugiej strefy czasowej. Prezentowana jest ona za pomocą małej wskazówki krążącej wokół 24-godzinnej skali. To ukłon w stronę współczesnego nomady – człowieka, który rano pije espresso w Mediolanie, a wieczorem kładzie się spać w drapaczu chmur w Tokio czy Nowym Jorku. Skala 24-godzinna pozwala natychmiastowo zorientować się, czy w domu jest właśnie środek nocy, czy pełnia dnia.


Jeśli dobrze przyjrzymy się obu małym tarczom, dostrzeżemy na nich bardzo subtelny szlif ślimakowy, w przypadku wskazania fazy księżyca jest on jedynie na nieruchomej części przesłaniającej obrotowy dysk.
Pasek czy bransoleta?
Zegarek możemy sparować z jednym z dwóch genialnie zaprojektowanych systemów mocowania. Pierwszy z nich to ciemnobrązowy pasek wykonany ze skóry cielęcej o matowej, głębokiej fakturze, wyposażony w stalowe zapięcie motylkowe, pachnący naturalnymi garbnikami, miękki od pierwszego założenia i doskonale komponuje się z miejskim charakterem zegarka.


Druga opcja to wieloczęściowa bransoleta stalowa – składająca się z drobnych, naprzemiennie polerowanych i szczotkowanych ogniw. Większe, satynowanie ogniwa w kształcie litery „H” o nieco zakrzywionym profilu przeplatają się z mniejszymi, polerowanymi, wiodąc do motylkowego zapięcia z przyciskami zwalniającymi po obu stronach.
Mechanizm Oris Calibre 782
Obracamy zegarek i przez częściowo transparentny dekiel, zabezpieczony mineralnym szkłem i solidnie przykręcony śrubami do stalowej bazy koperty, ukazuje się widok, na który czeka każdy pasjonat mechaniki. Za przeszklonym deklem pracuje mechanizm Oris 782, którego bezpośrednim przodkiem był mechanizm Calibre 781 – wielofunkcyjny wół roboczy Orisa, który przez lata stosowano w modelach Complication. Calibre 781 bazował na architekturze sprawdzonego szwajcarskiego mechanizmu Sellita SW200-1, będącego z kolei udoskonaloną odpowiedzią na legendarną ETĘ 2824-2. Oris zbudował na tej bazie własny, niezwykle skomplikowany moduł, który obsługiwał cztery peryferyjne wskazania: faza księżyca, dzień tygodnia, dzień miesiąca oraz druga strefa czasową.
W przypadku Calibre 782 inżynierowie z Hölstein, współpracując ściśle z zespołem projektowym, dokonali genialnego zabiegu modyfikacji mechanicznej.



Zamiast dodawać kolejne komponenty, postanowili... odchudzić architekturę modułu. Usunięto całe skomplikowane przekładnie zębate oraz koła pośrednie, które dotychczas odpowiadały za transfer energii do wskazań dni tygodnia i datownika na godzinach 3. i 9., jako, że w nowym Artelier Complication stały się one niepotrzebne. Ten mechaniczny ascetyzm przyniósł kolosalne korzyści konstrukcyjne. Usunięcie zbędnych oporów kinematycznych pozwoliło na optymalizację dystrybucji momentu obrotowego ze sprężyny napędowej bezpośrednio na wychwyt i moduł faz księżyca.
Co więcej, uproszczenie mechanizmu radykalnie zmniejszyło ryzyko awarii i ułatwiło serwisowanie zegarka. Mechanizm ten oferuje teraz 41 godzin rezerwy chodu, pracując z częstotliwością 28 800 wahnięć balansu na godzinę (4 Hz), a więc – mówiąc po młodzieżowemu – szału nie ma, ale w zegarku do codziennego użytku więcej nie potrzeba. W strukturze mechanizmu zastosowano również zaawansowane urządzenie regulacyjne, pozwalające na precyzyjniejszą regulację chodu zegarka w wielu pozycjach.


Gdy patrzymy przez przeszklony dekiel, naszą uwagę natychmiast przykuwa czerwony wahnik - to zastrzeżony znak towarowy marki Oris, wprowadzony w 2002 roku. Czerwona sekcja centralna wahnika to nie tylko plama energii w monochromatycznym świecie mostków i płyt, ale również wyraz filozofii marki, mówiącej, że mechaniczne zegarki Oris są tworzone po to, by przynosić radość, być widocznymi i celebrować realne, namacalne rzemiosło. Płyta główna i mostki mechanizmu są gładkie, bez zdobień, idealnie wpisujące się w minimalistyczną koncepcję zegarka.
Ostoja niezależności
Żeby docenić produkty Orisa nie trzeba oczywiście znać historii tej manufaktury, ponieważ ich zegarki same się bronią, jednak warto pamiętać, że w świecie, gdzie obecnie wiele marek została wchłonięta przez wielkie grupy kapitałowe, Oris pozostaje dumną, niezależną wyspą. Ich hasło: "Go your own way" (Idź własną drogą) to nie jest pusty slogan marketingowy – to krew płynąca w żyłach tej manufaktury.
Zegarek dla niezależnych umysłów
Kiedy wieczorne słońce chowa się za linią wieżowców współczesnej metropolii, a na niebie pojawia się pierwszy zarys księżycowego rogala, Oris Artelier Complication ożywa w zupełnie nowy sposób. Czyste linie jego koperty zaczynają odbijać neonowe światła miasta, a tarcza w kolorze Midnight Blue zlewa się z gęstniejącym mrokiem.


Lena Huwiler, Product Design Engineer marki Oris, rezygnując z przeładowania tarczy detalami, podarowała nam coś niezwykle cennego we współczesnym świecie – przestrzeń i czas na oddech. Ten zegarek mechaniczny nie liczy kroków, nie mierzy tętna. Robi coś znacznie bardziej doniosłego - łączy nas z odwiecznym, kosmicznym porządkiem wszechświata za pomocą skomplikowanego, czysto mechanicznego baletu kół zębatych, dźwigni i sprężyn.
Cena zegarka Oris Artelier Complication na pasku wykonanym z naturalnej skóry to 10 990 złotych, a w wersji na bransolecie kosztuje 11 990 złotych.
Sprawdź też nasze pozostałe publikacje dotyczące tej marki tu: zegarki Oris.
09:15 09.07.2026Zegarki
Prezentujemy: Oris Artelier Complication. Akt radykalnego minimalizmu
Odsłuchaj ten artykuł:
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Tagi:
zegarki automatycznezegarki męskie eleganckiezegarek męski na bransoleciezegarek na prezentzegarki szwajcarskieeleganckie zegarkiprestiżowe zegarkizegarek mechanicznyzegarki męskie mechanicznesrebrny zegarekzegarki męskie klasycznezegarek męski na paskuzegarek do garnituru
REKLAMA
Zegarki Vintage: AQUASTAR Heuer Regate – pora rozpocząć regaty!
Przed pojawieniem się zegarków kwarcowych na początku lat 70 XX wieku, we wszystkich dziedzinach życia, w których kluczową rolę odgrywał pomiar czasu, wykorzystywane były ...
Andrzej Masłowski – poznański zegarmistrz, muzyk i wynalazca
Można zaryzykować stwierdzenie, że autor pierwszej publikacji o zegarmistrzostwie i użytkowaniu zegarków napisanej w języku polskim, znany tylko w kręgu znawców historii ...
Zegarkowy savoir-vivre – czyli co wolno, co należy, a czego robić nie wypada
Zegarki (skoncentruję się na męskich) nie stanowią obecnie jedynie urządzeń do wskazywania czasu. Tych mamy wokół siebie na tyle dużo, że noszenie zegarka nie jest niezbę ...
Nadir Vespera. Jeden z najciekawszych debiutów na polskiej scenie microbrandów
Nadir Vespera to bezsprzecznie jeden z najciekawszych debiutów na polskiej scenie microbrandów ostatnich lat. Nie jest to jedynie kolejny zegarek w stylu vintage, to grun ...
Frederique Constant Classic Moonphase Date Manufacture. Klasyczny zegarek z datownikiem i fazami księżyca
Frederique Constant, w ramach grupy tworzonej z Alpiną, konsekwentnie jest tą marką, która odpowiada za zegarki eleganckie. Zegarki, które są tworzone w bardzo klasycznym ...
Pancernik. G-SHOCK GMW-B5000D-1CER
Casio G-SHOCK to marka, która na przestrzeni ponad czterech dekad zdefiniowała pojęcie zegarka wytrzymałego, stając się symbolem niezniszczalności i innowacji. Model GMW- ...
Zegarki i Pasja 2025. Rekordowe wyniki i podsumowanie roku!
Za nami kolejny rok. Dwanaście miesięcy, w których każdy dzień przynosił coś nowego, a często także przełomowego. Nie sposób wymienić wszystkich istotnych zdarzeń z 2025, ...
Wideo recenzja Herbelin Inspiration Automatic Moon Phase. Subtelny i klasyczny zegarek mechaniczny
Zapraszamy do obejrzenia video recenzji zegarka Inspiration Automatic Moon Phase marki Herbelin. Nasz redakcyjny kolega Adrian prezentował ten model niedawno w formie kla ...
Prezentujemy: Oris Artelier Complication. Akt radykalnego minimalizmu
W czasach, gdy ziemia była jeszcze nieokiełznaną puszczą, a ogień i wbite w ziemię pale, jedynymi barierami chroniącymi przed drapieżnikami, człowiek podnosił głowę i pat ...
Swiss Military Field Chronograph Watch. Zegarek EDC w militarnym stylu
Szwajcarski producent specjalizujący się w zegarkach typu „field watch” zaprezentował zegarek z funkcją stopera, który dostępny jest w kilku wariantach. Zegarki terenowe, ...
Odyseja Omegi Speedmaster. Ewolucja, mechanizmy i współczesne wersje zegarka - Część 2/2
Dnia 11 marca 1965 roku NASA wydała oficjalny werdykt podpisany przez Jamesa Ragana. Omega Speedmaster uzyskała status "Flight Qualified for all Manned Space Missions" – ...
Recenzja: Junghans 1972 Aquaris Automatic Diver. Debiut spektakularny i bezkompromisowy
Absolutna cisza. Kolor nieba nad głową blaknie, przechodząc najpierw w chłodny błękit indygo, potem w gęsty granat, aż wreszcie wokół Ciebie rozwija się nieprzenikniona, ...







greenlogic.eu