Kiedy po raz pierwszy bierzesz do ręki Hautlence Kubera Series 1 oczekujesz chłodu i surowości stali, tymczasem pod palcami czujesz rzeźbiarską, niemal organiczną strukturę, która zdaje się żyć własnym rytmem. Nie ma tu klasycznej okrągłej koperty, nie ma tradycyjnych, miarowo krążących wskazówek, które od stuleci definiują anatomię zegarka naręcznego. Jest za to hipnotyzująca, trójwymiarowa bryła – monolit, który wygląda, jakby został wycięty z jednego bloku kosmicznej rudy oderwanej od przelatującej w pobliżu Ziemi planetoidy, a następnie oszlifowany ręką genialnego kubisty.
Mieliśmy okazję widzieć ten fascynujący zegarek podczas Watches & Wonders 2026 w Genewie i zrobił na nas duże wrażenie. Zresztą zobaczcie sami.
Jak ze Star Trek'a
Marka Hautlence od lat przyzwyczaja nas do tego, że czas nie jest dla nich jedynie linią prostą, lecz przestrzenią do zagospodarowania. Jednak model Kubera Series 1 – zaprezentowany światu w Neuhausen am Rheinfall – idzie o krok dalej, to połączenie odwagi młodego wizjonera z inżynieryjnym kunsztem dwóch szwajcarskich manufaktur: La Joux-Perret oraz Agenhor. Nazwany na cześć hinduistycznego boga bogactwa i podziemnych skarbów świata, ten zegarek sam w sobie jest mechanicznym skarbem, strzeżonym przez geometryczną zbroję.


Gdyby Kubera znalazł się na przegubie kapitana Kirka, potraktowałbym ten fakt z zupełną obojętnością, w końcu taki zegarek na pokładzie Enterprise nie byłby niczym dziwnym. Jednak ten czasomierz, jakby żywcem wyrwany z filmu Sci-Fi, nie jest jedynie wytworem grafiki komputerowej, to realny produkt wykonany ze stali i szkła, którego elementy płynnie ze sobą współgrają, tworząc nierozerwalną całość.
Stalowa koperta Hautlence Kubera 1 o szerokości 36 milimetrów, długości 43,8 milimetra i grubości 11,3 milimetra charakteryzuje się warstwową, kaskadową architekturą. Konstrukcja jej środkowej części bazuje na sukcesywnie wznoszących się poziomach, które bezlitośnie łamią i rzeźbią padające światło. Każda płaszczyzna została wykończona z zegarmistrzowską ortodoksją – naprzemiennie szczotkowane, matowe powierzchnie spotykają się z idealnie lustrzanymi, polerowanymi krawędziami (fazami), które błyszczą przy każdym ruchu nadgarstka niczym krawędzie szlifowanego diamentu.
Zegarek ten nie ma tradycyjnych uch koperty, zamiast tego nadano jej kształt opadający kaskadami ku górze, by w końcu przejść bezpośrednio w zintegrowaną bransoletę.


To estetyczne continuum robi piorunujące wrażenie.
Ogniwa bransolety ułożone są w geometryczną sekwencję przegubowych form, które kaskadowo zmniejszają swój rozmiar w miarę oddalania się od koperty. Każde kolejne ogniwo powtarza ten sam motyw poziomych, stopniowanych linii, co sprawia, że bransoleta swoim wyglądem kojarzy mi się z elastycznym pancerzem z filmów science-fiction. Ta skomplikowana struktura zapewnia nie tylko ciągłość wizualną, ale też idealne, ergonomiczne dopasowanie do anatomii nadgarstka.
Co więcej, marka Hautlence wyposażył Kuberę w nowoczesny system szybkiej wymiany oraz stalowe zapięcie motylkowe z mikroregulacją, łącząc surowy i futurystyczny design z absolutnym komfortem codziennego użytkowania.
Na godzinie trzeciej znajduje się minimalistyczna, lecz charakterna koronka o kształcie nawiązującym do wyglądu koperty. Jej boczna powierzchnia została głęboko nacięta, aby ułatwić chwyt, a czoło zdobi precyzyjnie wygrawerowane, geometryczne logo Hautlence.


Całość zamyka od góry prostokątne szkło szafirowe z krawędziami fazowanymi pod ostrym kątem. Pokryto je obustronną powłoką antyrefleksyjną, dzięki czemu jest niemal niewidoczne, otwierając przed obserwatorem pełen wgląd w hipnotyzującą głębię cyferblatu.
Bezwskazówkowy czas
Gdy nasz wzrok przenika przez tę szafirową barierę, widzimy tarczą zegarka. Zapomnij o klasycznym cyferblacie z rzymskimi czy arabskimi indeksami na jej obwodzie. Zapomnij o smukłych wskazówkach godzinowej i minutowej. Hautlence z premedytacją rezygnuje z tych tradycyjnych atrybutów, zamieniając odczyt czasu w intrygujący, mechaniczny spektakl.
Baza tarczy została wykonana z mosiądzu i pokryta głębokim, oliwkowym lakierem. Powierzchnię cyferblatu poddano misternej obróbce, tworząc przestrzenny, hipnotyzujący relief w formie koncentrycznych, układających się w prostokąty linii zbiegających się ku samemu środkowi. Ta struktura działa jak pułapka na światło – promienie słoneczne wpadają w te mikroskopijne rynny, tworząc ciemniejsze i jaśniejsze strefy w zależności od tego, jak obrócisz rękę. To minimalistyczna czystość formy w służbie absolutnej dynamiki wizualnej.

W górnej części tarczy, dokładnie w osi pionowej symetrii, wycięto prostokątne okienko. To tutaj rezyduje komplikacja skaczącej godziny (jumping hour). Pod tarczą obraca się dysk, który dokładnie co 60 minut przeskakuje na kolejna pozycję godzinową. Tło czarnych cyfr godzinowych ma jasny, neonowo-turkusowy kolor, doskonale współgrający i jednocześnie subtelnie kontrastujący z oliwkową, ciemną zielenią cyferblatu.
Marka Hautlence nie byłaby sobą, gdyby pozostawiła wskazanie minut w tradycyjnej formie, zresztą, przy tak awangardowej formie zegarka i cyferblatu byłoby to dalece niewłaściwe, zarówno estetycznie, jak i ideowo. Zamiast wskazówki, po obwodzie tarczy porusza się miniaturowy, turkusowy kursor. Przemieszcza się on płynnie wzdłuż idealnie okrągłego toru – szyny, która została sprytnie ukryta tuż pod powierzchnią tarczy.

Kursor okrąża centralną, kwadratową strefę reliefu, łącząc w ten sposób dwie fundamentalne figury geometrii: koło i kwadrat. Obserwator ma wrażenie, że kursor lewituje na obrzeżach cyferblatu, prowadzony niewidzialną, magnetyczną siłą. Ten surowy, pozbawiony zbędnych ozdobników minimalizm graficzny połączono z potężną głębią konstrukcyjną. Poniżej okienka godziny dumnie, lecz dyskretnie naniesiono na prostokątnej, metalowej płytce nazwę „HAUTLENCE”, która stanowi jedyny tekstowy akcent na tej architektonicznej kompozycji.
Mechanizm La Joux-Perret B60 i mechaniczny geniusz Agenhor
Jeśli design zewnętrzny Kubery Series 1 jest architekturą, to jego mechanizm jest zaawansowaną maszynerią zaprojektowaną przez elitę szwajcarskiego zegarmistrzostwa. Sercem zegarka jest mechanizm kaliber La Joux-Perret B60 z automatycznym naciągiem, zbudowany z 244 precyzyjnie dopasowanych komponentów i łożyskowany na 28 kamieniach szlachetnych, pracujący z częstotliwością 28 800 wahnięć balansu na godzinę, gwarantująca nienaganną precyzję chodu.

To, co wyróżnia kaliber B60, to jego bezkompromisowa wydajność. Konstruktorom z La Chaux-de-Fonds udało się osiągnąć z pojedynczego bębna imponującą, aż 70-godzinną rezerwę chodu. Oznacza to, że zegarek odłożony w piątkowy wieczór, w poniedziałek rano wciąż będzie odmierzał czas, czekając aż właściciel zapnie go na nadgarstku. Po raz pierwszy w historii marki Hautlence zaimplementowano tu również zaawansowany, całkowicie antymagnetyczny wychwyt, rozwiązanie istotne w dobie wszechobecnych pól magnetycznych generowanych przez smartfony, laptopy czy magnetyczne zamknięcia torebek, stanowiące techniczną tarczę chroniącą delikatny włos balansu przed sklejeniem i zakłóceniem izochronizmu.
Jednak sam mechanizm bazowy to dopiero połowa sukcesu. Aby zrealizować spektakl skaczącej godziny i peryferyjnych minut, Hautlence połączył siły z genewską manufakturą Agenhor. Agenhor, kierowany przez legendarnego Jeana-Marka Wiederrechta, to absolutni mistrzowie mechanicznych komplikacji i „poetyckiego czasu”. To właśnie oni stworzyli dedykowany moduł mechaniczny odpowiedzialny za bezwskazówkową prezentację czasu w Kuberze.
Realizacja natychmiastowego skoku godziny (jumping hour) wymaga ogromnej energii, oczywiście nie z punktu widzenia człowieka, ale z punktu widzenia mechaniki precyzyjnej.


W tradycyjnych mechanizmach koło godzinowe obraca się powoli i ciągle. W module Agenhor energia z koła minutowego jest akumulowana przez całą godzinę w specjalnej, miniaturowej sprężynie krzywkowej. Dokładnie w sześćdziesiątej minucie następuje gwałtowne zwolnienie blokady (dźwigni przeskoku) i zgromadzona energia zostaje uwolniona w ułamku sekundy, natychmiast obracając lekki dysk godzinowy o dokładnie jeden krok do przodu.
Równie spektakularne jest prowadzenie peryferyjnego kursora minut. Zamiast centralnej osi napędzającej tradycyjną wskazówkę, moduł Agenhor wykorzystuje duże, wewnętrznie uzębione koło pierścieniowe, które otacza całą tarczę pod jej mosiężną strukturą. Koło to jest precyzyjnie łożyskowane na obwodzie, aby zminimalizować tarcie, które mogłyby wpłynąć na zmianę amplitudy balansu. To właśnie do tego pierścienia zamocowany jest turkusowy kursor, który sunie po ukrytej szynie. Synergia między stabilnym, potężnym traktem napędowym La Joux-Perret a finezyjnym, inteligentnym modułem Agenhor zaowocowała architekturą mechaniczną, która zachwyca każdego zegarkowego freaka.



Obracając zegarek na drugą stronę, przez częściowo transparentny dekiel ze szkłem szafirowym możemy podziwiać ten mikromechaniczny wszechświat. Dekiel, przymocowany do stalowego korpusu, został dumnie opatrzony grawerunkami: „HAUTLENCE”, „Suisse” oraz informacją o wodoszczelności wynoszącej 5 ATM (50 metrów), co w zupełności chroni to dzieło sztuki zegarmistrzowskiej przed dostępem wody. Mostki mechanizmu ozdobiono żebrowaniem, krawędzie misternie ścięto i wypolerowano, a centralny, ozdobiony logo marki i również żebrowany wahnik automatycznego naciągu obraca się lekko, płynnie przekazując energię kinetyczną generowaną przez ruchy ręki właściciela do sprężyny głównej.
Architekci czasu
Ponieważ marka Hautlence nie jest częstym gościem na zegarkowych portalach, także u nas nie gości często, przybliżę Wam nieco historię tej niewielkiej i relatywnie młodej, szwajcarskiej manufaktury. Firma powstała w 2004 w Neuchâtel, zaś jej nazwa jest intrygującym, głębokim ukłonem w stronę tradycji, stanowi ona bowiem anagram słowa Neuchâtel. Od samego początku założyciele firmy postawili sobie jeden, niezwykle ambitny cel, podważać status quo i przekierować sztywne tradycje zegarmistrzowskie na zupełnie nowe tory.
Hautlence nie chciał produkować kolejnych klonów klasycznych garniturowców. Zamiast tego zaczęli traktować przestrzeń pod szafirowym szkłem jak plac budowy dla architektów i designerów. Ich pierwsze modele zegarków zyskały status kultowych, dzięki unikalnym systemom wskazań: skaczącym godzinom realizowanym za pomocą przesuwających się gąsienic czy miniaturowych kulek, a także tarczom o strukturze trójwymiarowych labiryntów. Marka szybko zyskała uznanie najbardziej wymagających kolekcjonerów na świecie za wstrzyknięcie świeżej, awangardowej energii do zegarkowego uniwersum.


Jednak losy niezależnych manufaktur bywają przewrotne.
W 2012 roku marka zyskała potężnego i stabilnego partnera strategicznego – rodzinny holding zegarmistrzowski MELB Holding (prowadzony przez rodzinę Meylan, właścicieli m.in. H. Moser & Cie.). To partnerstwo dało marce Hautlence nie tylko zaplecze finansowe, ale też dostęp do unikalnej wiedzy dystrybucyjnej i technologicznej.
W 2022 roku Hautlence otworzył zupełnie nowy, ekscytujący rozdział w swojej historii. Zachowując swoje kody wizualne i zamiłowanie do dekonstrukcji czasu, marka przyjęła bardziej nowoczesne, dynamiczne i sportowe pozycjonowanie. Zreorganizowano strukturę, stworzono ekskluzywną, butikową sieć dystrybucji i odświeżono identyfikację wizualną.




Dziś, przy rocznej produkcji ograniczonej do zaledwie około 200 sztuk, Hautlence pozostaje elitarnym klubem dla koneserów. Manufaktura ma aż dziesięć mechanizmów zaprojektowanych i opracowanych całkowicie "in-house", udowadniając, że za ich szalonym designem stoi również rzetelna, zegarmistrzowska wiedza inżynieryjna.
Konstruktorzy fundamentów
Być może nie byłoby jednak tak spektakularnych projektów jak Kubera Series 1, gdyby nie zakulisowi tytani szwajcarskiego przemysłu, tacy jak La Joux-Perret. Ta szanowana manufaktura, zlokalizowana w La Chaux-de-Fonds, od dekad cieszy się statusem jednego z najbardziej wszechstronnych i innowacyjnych producentów mechanizmów wysokiej klasy.
Historia firmy sięga wczesnych lat 80. XX wieku, kiedy to pan Martinelli założył skromne przedsiębiorstwo o nazwie Prototec. W 1990 roku firmę przejął wybitny zegarmistrz Jean-Pierre Jaquet, tworząc w 1992 roku spółkę Jaquet SA. Jaquet SA szybko zyskało renomę jako doskonała montownia i dekoratornia surowych mechanizmów dostarczanych przez ETA, specjalizując się jednocześnie w opracowywaniu zaawansowanych komplikacji konstrukcji, w tym wyrafinowanych tourbillonów, repetycji minutowych oraz chronografów z funkcją split-seconds. Z ich usług potajemnie lub oficjalnie korzystały największe luksusowe marki świata, takie jak Hublot, Girard-Perregaux, Franck Muller, F.P. Journe czy potężne konsorcja Richemont i LVMH.
W 2003 roku, po burzliwych zmianach strukturalnych i reorganizacji pod szyldem Prothor Holdings, firma zmieniła nazwę na La Joux-Perret – zapożyczając ją od malowniczej okolicy graniczącej z La Chaux-de-Fonds. Pod nowym zarządem kierowanym przez Frédérica Wengera, manufaktura przeszła głęboką modernizację. Kluczowym momentem w historii firmy był rok 2012, kiedy to La Joux-Perret, wraz z marką Arnold & Son, została przejęta przez japońską grupę Citizen Watch.


Ta akwizycja okazała się dla marki genialnym posunięciem strategicznym. Citizen zapewnił potężne wsparcie technologiczne i finansowe, pozwalając La Joux-Perret na zachowanie pełnej autonomii produkcyjnej i szwajcarskiego dziedzictwa, przy jednoczesnym wejściu na poziom zaawansowanej industrializacji. Dziś manufaktura zatrudnia około 140 najwyższej klasy specjalistów. Posiada własne biura techniczne, działy inżynieryjne oraz hale produkcyjne. To właśnie to potężne zaplecze techniczne pozwoliło na stworzenie mechanizmu kaliber B60 – trwałego, nowoczesnego i odpornego na magnetyzm mechanizmu, który stał się idealną bazą dla rzeźbiarskich wizji marki Hautlence.
Dotyk czasu
Noszenie Hautlence Kubera Series 1 na nadgarstku to doświadczenie z pogranicza obcowania z haute horlogerie i sztuką nowoczesną. Kiedy mija kolejna godzina, a neonowa cyfra w okienku przeskakuje z głośnym, wyraźnym, mechanicznym akcentem, uświadamiasz sobie, że czas nie musi być nudnym, monotonnym przesuwaniem się metalowych nitek po tarczy. Może być fascynującą grą geometrii, światła i zaawansowanej inżynierii.


Dzięki współpracy Hautlence, La Joux-Perret oraz Agenhor powstał zegarek mechaniczny, który nie podąża za rynkowymi trendami. To bezkompromisowy monolit stworzony dla kolekcjonerów, którzy od zegarka oczekują czegoś więcej niż tylko wskazywania pory dnia – oczekują silnej osobowości, technicznej maestrii i rzeźbiarskiego piękna, które można nie tylko obserwować, ale wręcz fizycznie poczuć.
Cena Hautlence Kubera 1, dość niezwykłego zegarka – przyznacie, została ustalona w 2026 roku na 35 600 franków szwajcarskich, czyli około 164 tysiące złotych plus opłaty importowe.








greenlogic.eu