Zanim stał się legendą eksploracji kosmosu, instrumentem ratującym ludzkie życie w lodowatej próżni i nieodłącznym elementem skafandrów ciśnieniowych NASA, był dzieckiem prędkości. W 1957 roku Europa i Ameryka Północna przeżywały złoty wiek sportów motorowych. Tory wyścigowe takie jak Monza, Spa-Francorchamps czy Watkins Glen drżały od ryku gaźnikowych silników V8 i rzędowych szóstek, a kierowcy, ryzykując życie w pozbawionych pasów bezpieczeństwa bolidach, potrzebowali narzędzi absolutnie niezawodnych do odmierzania czasu okrążeń i kalkulowania prędkości średniej.
Prolog. Zapach benzyny i ryk silników
W tym właśnie środowisku, rządzonym przez zapach palonej gumy i wysokooktanowej benzyny narodziła się idea „zegarka sportowego nowej ery”. Marka Omega, pod kierownictwem szefa zespołu projektowego Pierre’a Moirata, postawiła sobie za cel stworzenie naręcznego chronografu o niespotykanej dotąd wytrzymałości, maksymalnej czytelności i intuicyjnej obsłudze. Rezultatem tych prac był zaprezentowany w 1957 roku model o referencji CK2915 – pierwotny Speedmaster, stanowiący część słynnej trylogii „Professional”, obok modeli Seamaster CK2913 oraz Railmaster CK2914.


Zdjęcie: reklama z 1957 roku, Omega CK 2915
Projektanci Omegi dokonali wówczas rewolucji, która na zawsze zmieniła architekturę sportowych zegarków ze stoperem. Do 1957 roku standardem rynkowym było umieszczanie skali telemetrycznej lub skali tachometrycznej bezpośrednio na tarczy zegarka, pod szkłem. Powodowało to optyczne zmniejszenie cyferblatu i drastycznie ograniczało czytelność w warunkach stresu czy wstrząsów. Omega jako pierwsza na świecie podjęła odważną decyzję inżynieryjną: przeniosła skalę tachometru na zewnętrzny, stalowy pierścień. Dzięki temu zabiegowi tarcza zyskała dodatkową przestrzeń, a odczyt prędkości bazujący na pokonanym dystansie jednego kilometra lub mili stał się łatwy i natychmiastowy.
Koperta zegarka Omega o referencji CK2915 była idealnie symetryczna, pozbawiona jakichkolwiek osłon koronki, z prostymi uchami. Charakterystyczne wskazówki typu „Broad Arrow” (z potężnym, trójkątnym grotem wskazówki godzinowej) odcinały się z absolutną wyrazistością od tarczy w kolorze matowo czarnym. Sercem tego rajdowego chronografu był mechanizm, który wkrótce miał zyskać status kultowego – legendarny kaliber 321.

Zdjęcie: reklama z 1958 roku, Omega CK 2915
Speedmaster nie był projektowany z myślą o opuszczeniu powierzchni Ziemi, miał być elitarnym przyrządem dla gentlemanów w skórzanych rękawiczkach, trzymających drewniane kierownice wyścigowych maszyn. Los miał jednak wobec niego znacznie bardziej spektakularne plany.
Gentlemen, wind your watches
Wspomniany mechanizm Omega kaliber 321, stosowany we wczesnych modelach Speedmaster, był ręcznie nakręcany i miał stoper z kołem kolumnowym, przez co do dziś jest powszechnie uznawany przez zegarmistrzów i kolekcjonerów za jedno z najwspanialszych i najpiękniejszych dzieł inżynierii użytkowej w historii. Co ciekawe, historia tej konstrukcji nie zaczyna się jednak w fabryce Omegi w Biel, lecz w warsztatach niszowej, ale znakomitej manufaktury Lemania, specjalizującej się urządzeniach do odmierzania czasu. W latach 40. XX wieku genialny konstruktor Albert Piguet, pracujący dla projektu tworzonego wspólnie przez firmę Lemania i markę Omega (obie należały do holdingu SSIH), opracował kaliber oznaczony jako Lemania CH 27 C12 (oznaczenie pochodziło od Chronographe, 27 milimetrów średnicy, 12-godzinny licznik).
Szwajcarska marka Omega zaadaptowała ten wybitny projekt, nadając mu w 1946 roku własne oznaczenie – „Kaliber 321”. Przyjrzyjmy się bliżej jego architekturze, która stanowi kwintesencję klasycznej, tradycyjnej szkoły zegarmistrzowskiej.


Zdjęcie: mechanizm Omega kaliber 321
W przeciwieństwie do tańszych i prostszych w regulacji mechanizmów ze sterowaniem krzywkowym, kaliber 321 wykorzystywał precyzyjnie wycięte, monolityczne koło kolumnowe. Przypomina ono miniaturową wieżę zamkową z pionowymi filarami. Każde naciśnięcie górnego przycisku stopera obraca to koło, a stalowe dźwignie gładko wślizgują się między kolumny lub opierają na ich wierzchołkach, precyzyjnie koordynując start, zatrzymanie oraz reset stopera.
Za przekazanie napędu z koła sekundowego mechanizmu na koło sekundowe stopera odpowiada boczny wózek sprzęgłowy. Ruch ten jest finezją mechaniki: po uruchomieniu stopera, całe ramię z kołem pośrednim delikatnie przesuwa się w płaszczyźnie poziomej, zazębiając się z centralnym kołem stopera. Sprężyny odpowiedzialne za powrót elementów na swoje miejsce są ręcznie profilowane i polerowane. Mechanizm ten taktował z tradycyjną, można by rzec „spokojną” częstotliwością oscylacji balansu wynoszącą 2,5 Hz, co przekłada się na 18 000 wahnięć na godzinę. Miał klasyczną sprężynę włosową z zagiętym zakończeniem typu Breguet, która poprzez specyficzne wygięcie ostatniego zwoju zapewniała izochronizm – czyli stałą częstotliwość drgań balansu, niezależnie od stopnia naciągu sprężyny głównej w bębnie.
Każdy mostek mechanizmu Omega kaliber 321 był pokrywany galwaniczną warstwą różowego lub miedziowego złota, co nie tylko chroniło mosiężną bazę przed utlenianiem, ale tworzyło niesamowity, ciepły kontrast wizualny z lustrzanie polerowanymi, stalowymi dźwigniami stopera i siedemnastoma rubinowymi kamieniami łożyskowymi. Krawędzie mostków były fazowane i polerowane, odbijając światło w sposób, który zachwycał każdego kto otwierał dekiel.

Omega kaliber 321 charakteryzował się niespotykaną wówczas, ponadprzeciętną odpornością na wstrząsy i zmiany ciśnienia. Projekt Alberta Pigueta był tak przemyślany, że tolerancje między pracującymi elementami pozwalały na bezbłędne działanie nawet w warunkach drastycznego braku smarowania, co w próżni kosmicznej okazało się kluczowe.
Droga do gwiazd. Przetarg, testy i triumf w laboratoriach NASA
Nastały lata sześćdziesiąte, amerykański program kosmiczny gwałtownie przyspieszał. Po pionierskich, jednoosobowych lotach w ramach projektu Mercury, NASA przygotowywała się do programu Gemini – misji dwuosobowych, które miały obejmować skomplikowane manewry orbitalne oraz pierwsze wyjścia astronautów w otwartą przestrzeń kosmiczną (EVA).
Astronauci, tacy jak Walter Schirra czy Gordon Cooper, doskonale zdawali sobie sprawę, że w kosmosie czas jest jedyną stałą wartością, od której zależy ich przeżycie. Schirra prywatnie zakupił i zabrał na pokład kapsuły Mercury-Atlas 8 w październiku 1962 roku swój prywatny zegarek Omega Speedmaster drugiej generacji (referencja CK2998). Zegarek spisał się bezbłędnie, co dało inżynierom z Houston jasny sygnał: czasomierz naręczny nie jest fanaberią pilota, ale krytycznym instrumentem rezerwowym na wypadek awarii komputerów pokładowych.

Pod koniec projektu Mercury astronauci oficjalnie zwrócili się do dyrektora operacji załogowych NASA, Deke'a Slaytona, z prośbą o zapewnienie im oficjalnego, certyfikowanego zegarka najwyższej klasy. Slayton przekazał to zadanie młodemu inżynierowi, którym był James Ragan, odpowiedzialny w NASA za testowanie sprzętu i systemów podtrzymywania życia.
W 1964 roku Ragan wystosował oficjalne zapytanie ofertowe (RFQ) do wiodących producentów i dystrybutorów zegarków na całym świecie, poszukując „wysokiej jakości chronografów naręcznych”. Wymagania były bezkompromisowe.
Na zapytanie odpowiedziały zaledwie cztery marki, w tym Rolex, Longines-Wittnauer, Hamilton (który zaproponował zegarek kieszonkowy, co natychmiast go zdyskwalifikowało) oraz amerykański oddział marki Omega, który dostarczył partię chronografów Speedmaster trzeciej generacji o referencji 105.003 – modeli z prostymi uchami, wciąż wyposażonych w kaliber 321.
James Ragan przygotował dla dostarczonych zegarków procedurę testową, złożoną z cyklu „tortur”, które miały symulować najbardziej ekstremalne, destrukcyjne warunki, z jakimi człowiek i maszyna mogli spotkać się podczas startu gigantycznych rakiet oraz w surowym środowisku kosmosu.

Zdjęcie: James Ragan
Trzy egzemplarze każdego z modeli zegarków poddano następującym próbom:
1. Wysoka temperatura: 48 godzin w temperaturze 71oC, a następnie 30 minut w morderczym upale 93oC przy ciśnieniu zredukowanym do minimum.
2. Niska temperatura: 4 godziny w temperaturze -18 oC.
3. Próżnia termiczna: zegarki umieszczono w komorze próżniowej podgrzanej do 71oC, po czym w ciągu kilku minut temperaturę obniżano do -18 oC, powtarzając ten cykl wielokrotnie w skrajnie niskim ciśnieniu.
4. Wilgotność: 240 godzin w wilgotności względnej powyżej 95% w temperaturach wahających się od 20 do 61stopni Celsjusza.
5. Atmosfera tlenowa: test w 100-procentowej atmosferze czystego tlenu przez 48 godzin – środowisku skrajnie korozyjnym i łatwopalnym.
6. Próby udarowe: sześć potężnych uderzeń o sile 40G (czterdziestokrotność przyspieszenia ziemskiego) w sześciu różnych kierunkach geograficznych koperty.
7. Przyspieszenie: testy odporności na przyspieszenia od 1G do 11.7G w ciągu zaledwie kilkunastu sekund.
8. Próżnia: drastyczny spadek ciśnienia w komorze do absolutnego minimum.
9. Wibracje: trzy cykle trwające po 30 minut, podczas których zegarki były poddawane losowym drganiom o częstotliwości od 5 do 2000Hz z przyspieszeniem sięgającym 8.8G.
10. Hałas: próba akustyczna przy natężeniu dźwięku rzędu 130dB (poziom startującego odrzutowca) w szerokim pasmie częstotliwości.
Wyniki były porażające dla konkurencji. W modelach konkurentów Omegi pod wpływem wysokiej temperatury i próżni dochodziło do deformacji wskazówek, pękania szkieł, a delikatne sprężyny chronografów odmawiały posłuszeństwa. Jeden z zegarków uległ całkowitemu zatrzymaniu podczas testów wibracyjnych.
Jedynie Omega Speedmaster wyszła z tego piekła obronną ręką. Zegarek nie tylko nie uległ uszkodzeniu, ale jego odchyłka dobowa po zakończeniu wszystkich prób pozostała w granicach akceptowalnych norm chronometrycznych. Skąd takie „dziwne” wartości temperatur w testach? Jak zapewne się domyślacie, chodzi o skalę, jakiej używa się w stanach, czyli stopnie Fahrenheita, -18 oC odpowiada 0 oF, 71 oC to 160 oF, a 93 oC jest odpowiednikiem 200 oF.

Dnia 1 marca 1965 roku NASA wydała oficjalny werdykt podpisany przez Jamesa Ragana.
Omega Speedmaster otrzymała oficjalny certyfikat: „Flight Qualified for all Manned Space Missions” (Zatwierdzony do lotów dla wszystkich załogowych misji kosmicznych).
Zaledwie trzy tygodnie później, w dniu 23 marca 1965 roku, Speedmaster zadebiutował na nadgarstkach Virgila „Gusa” Grissoma i Johna Younga podczas misji Gemini 3. Prawdziwy, ikoniczny chrzest bojowy nastąpił jednak 3 czerwca tego samego roku, podczas misji Gemini 4.

Zdjęcie: Misja Gemini 4, czerwiec 1965 Edward H. White10

Zdjęcie: Misja Gemini 4, czerwiec 1965 Edward H. White
Edward White opuścił kapsułę, stając się pierwszym Amerykaninem spacerującym w kosmosie. Na rękawie jego skafandra, na długim, nylonowym pasku zapinanym na rzep Velcro, spoczywał Speedmaster 105.003. Przez 23 minuty zegarek ten był w otwartej przestrzeni kosmicznej i oczywiście działał bez zarzutu.
Anatomia Ideału – Speedmaster ST 105.012
Choć to referencja 105.003 jako pierwsza przeszła testy NASA, to czwarta generacja Speedmastera – zaprezentowana w latach 60-tych jako modele oznaczone referencjami ST 105.012 oraz ST 145.012 – stała się ostatecznym, archetypowym wzorcem „Moonwatcha”. To właśnie te zegarki poleciały na Księżyc z misją Apollo 11. Przyjrzyjmy się im nieco bliżej.
Koperta o średnicy 42 milimetrów została wykonana ze szlachetnej, kwasoodpornej stali 316L. Projektanci Omegi wprowadzili w niej innowację konstrukcyjną: asymetrię. Prawa strona koperty została delikatnie pogrubiona i wysunięta na zewnątrz. Ten subtelny stalowy „garb” tworzy integralną osłonę dla koronki, chroniąc ją przed uderzeniami lub przypadkowym obróceniem.
Prawdziwym popisem kunsztu projektowego są jednak skręcone ucha koperty, znane w nomenklaturze jako ucha liry (lyre lugs). Górna płaszczyzna ucha koperty zaczyna się prosto, po czym miękko skręca ku wnętrzu, przechodząc w polerowaną, trójwymiarową płaszczyznę. Gra światła na tej architekturze jest fascynująca - matowe, szczotkowane powierzchnie boków koperty pochłaniają refleksy, podczas gdy lustrzanie polerowane, skośne krawędzie uch błyszczą przy każdym ruchu nadgarstka, podkreślając dynamikę całej konstrukcji.

Tarcza Moonwatcha to podręcznikowy przykład designu podporządkowanego funkcji. Jest to tarcza typu „stepped dial” – ma ona charakterystyczne, subtelne obniżenie (stopień) na obwodzie, dokładnie tam, gdzie zaczyna się podziałka sekundowa i minutowa. Nadaje to tarczy zegarka niesamowitą głębię wizualną. Powierzchnia cyferblatu jest matowa, o głębokiej, niemal aksamitnej czerni, która ma za zadanie całkowicie pochłaniać promienie słoneczne i eliminować jakiekolwiek refleksy mogące oślepić astronautę.
Indeksy godzinowe zostały namalowane grubą warstwą substancji luminescencyjnej wykonanej na bazie trytu, które mają formę prostych, długich kresek, z charakterystycznymi dwoma punktami po bokach głównego indeksu na godzinie 12., co ułatwia ustalenie położenia zegarka w całkowitej ciemności. Faktura farby trytowej z czasem zyskiwała piękną, piaskowo-beżową patynę. Trzy subtarcze (totalizatory) są delikatnie wklęsłe, wykończone szlifem ślimakowym, który pod odpowiednim kątem załamuje światło, ułatwiając odczyt wskazań chronografu.
Na godzinie 3. znajduje się licznik 30-minutowy, na szóstej licznik 12-godzinny, zaś na 9. mała sekunda bieżąca zegarka. Na dole tarczy widniało klasyczne oznaczenie „T Swiss Made T”.
To właśnie na tej tarczy, pod logiem Omegi, po raz pierwszy dumnie pojawił się biały, drukowany napis „Professional”, jednoznacznie definiujący przeznaczenie tego urządzenia pomiarowego.
Precyzja wskazań przede wszystkim
W czwartej generacji „Speediego” zrezygnowano z wcześniej stosowanych wskazówek typu „Broad Arrow” na rzecz białych, lakierowanych wskazówek typu „baton”. Ich ramiona są idealnie proste, wypełnione w środku substancją luminescencyjną. Zastosowany tu biały, matowy lakier kontrastuje z czernią tarczy z bezwzględną wyrazistością.

Centralna wskazówka sekundowa stopera jest smukła niczym igła, z charakterystycznym romboidalnym markerem, a jej grot sięga dokładnie wewnętrznej krawędzi podziałki ułamków sekund. Końcówki wskazówki minutowej oraz sekundowej stopera zostały delikatnie, niemal niedostrzegalnie zagięte ku dołowi, aby dopasować się do krzywizny tarczy i zniwelować błąd paralaksy przy odczycie pod kątem.
Bezpieczeństwo w nieważkości
Jednym z najbardziej specyficznych elementów konstrukcyjnych Moonwatcha jest jego przednie szkło. Nie zastosowano tu twardego, odpornego na zarysowania szafiru, lecz specjalnie profilowane, wypukłe szkło hesalitowe, czyli wykonane z plexiglasu – akrylowego tworzywa sztucznego. Wybór ten podyktowany był rygorystycznymi wymogami bezpieczeństwa NASA.

W warunkach nieważkości, jeśli zegarek uderzyłby o metalową ramę włazu i pękł, szkło szafirowe rozpadłoby się na tysiące twardych, ostrych jak brzytwa mikro-odłamków. Te unoszące się w powietrzu drobiny mogłyby zostać wdychane przez astronautów lub przedostać się za uszczelki aparatury, wywołując awarie.
Hesalit pod wpływem uderzenia nie kruszy się – pęka, tworząc pajęczynę rys, ale pozostaje w jednym kawałku. Szkło to ma wyjątkową właściwość optyczną: nadaje tarczy „miękki”, ciepły wygląd i charakterystyczne zniekształcenie obrazu na krawędziach, tak uwielbiane przez ortodoksyjnych fanów Speedy’ego. W samym centrum hesalitowego szkła, od spodu, wytłoczono mikroskopijne, niemal niewidoczne logo Omega.
Dot Over 90
Zewnętrzny aluminiowy pierścień z anodyzowanego na czarno aluminium kryje w sobie kultowy detal kolekcjonerski. W oryginalnych modelach z ery Apollo skala tachometryczna posiadała układ DON (Dot Over Ninety), czyli kropkę umieszczoną dokładnie nad liczbą „90”, a nie obok niej, oraz kropkę umieszczoną po przekątnej do liczby „70”. Ten niepozorny detal typograficzny z lat 60-tych stał się po latach sygnaturą autentyczności epoki kosmicznej.
Ergonomia w rękawicach
Koronka zegarka jest głęboko osadzona w asymetrycznym wycięciu koperty, sygnowana na czole reliefowym logo marki. Ma gęste, ostre ząbkowanie, ułatwiające nakręcanie mocnej sprężyny mechanizmu Omega kalibrer 321. Przyciski służące do obsługi funkcji stopera są krótkie, szerokie, o gładkich, cylindrycznych powierzchniach czołowych.
Ich praca jest mechaniczna – naciśnięcie górnego przycisku wymaga zdecydowanego nacisku, po czym następuje „soczysty”, metaliczny klik koła kolumnowego, dający astronaucie fizyczną, organoleptyczną pewność, że pomiar właśnie wystartował.


Podczas, gdy na oficjalne misje astronauci zakładali zegarki na ekstremalnie długich, surowych paskach z czarnego nylonu z rzepem Velcro, które pozwalały na zapięcie czasomierza na grubym mankiecie skafandra ciśnieniowego A7L, cywilne wersje opuszczały fabrykę na stalowych bransoletach. Te wczesne bransolety (np. referencja 1039) charakteryzowały się płaskimi, elastycznymi ogniwami, które zwężały się ku zapięciu, oferując niesamowity komfort noszenia.
Dekiel zegarka w referencjach 105.012 był on podwójnie fazowany. W jego centrum widniał dumnie wytłoczony wizerunek konika morskiego (Seahorse) – symbolu wodoszczelności linii Seamaster, z której Speedmaster się wywodził.

Źródło: Fratello Watches
W tamtych latach dekiel nie miał jeszcze słynnych napisów o locie na Księżyc. Widoczne były wówczas surowe, grawerowane wizerunki mitologicznego stworzenia, pod którymi krył się osadzony w kopercie, wewnętrzny dekiel z miękkiego żelaza, stanowiący tarczę antymagnetyczną chroniącą delikatny włos balansu przed ziemskimi i pozaziemskimi polami magnetycznymi.
Od słów Kennedy’ego do Srebrnego Globu
Wróćmy do wielkiej historii, która stworzyła tło dla tego kultowego już modelu zegarka. Dnia 12 września 1962 roku, na stadionie Uniwersytetu Rice w Houston, prezydent John F. Kennedy wygłosił przemówienie, które zdefiniowało dekadę i pchnęło całą cywilizację na nowy tor.
Jego słowa do dziś budzą gęsią skórkę: „We choose to go to the moon. We choose to go to the moon in this decade and do the other things, not because they are easy, but because they are hard...”. (Wybieramy drogę na Księżyc. Dotrzemy na Księżyc jeszcze w tej dekadzie i zrobimy również inne rzeczy, nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne...)
Ameryka nie miała wtedy technologii, materiałów, ani nawet rakiet zdolnych udźwignąć taki ciężar. Droga od tego przemówienia do lipca 1969 roku była usłana tytaniczną pracą ponad 400 tysięcy inżynierów, naukowców i robotników, ale też naznaczona narodową tragedią. W dniu 27 stycznia 1967 roku, podczas testów na wyrzutni przed misją Apollo 1, w pożarze czystej atmosfery tlenowej kabiny zginęli Gus Grissom, Ed White i Roger Chaffee. Ich zegarki Speedmaster ucierpiały w płomieniach, ale mechanizmy wciąż tkwiły nienaruszone w stalowych kopertach – ponury, ale niezłomny dowód wytrzymałości Speedmastera.

NASA nie poddała się. Program przeszedł drastyczną reorganizację, a misje testowe krok po kroku przybliżały ludzkość do celu, a Speedmastera do Księżyca. Hronologicznie wyglądało to tak:
• Apollo 7 (październik 1968) - pierwszy załogowy lot próbny nowej kapsuły na orbicie okołoziemskiej, Omegi na nadgarstkach załogi w składzie: Walter Schirra, Donn Eisele, Walter Cunningham.
• Apollo 8 (grudzień 1968) - historyczny, genialny krok w nieznane. Pierwszy lot ludzi ku innemu ciału niebieskiemu. Załoga w składzie: Frank Borman, James Lovell oraz William Anders jako pierwsi ludzie ujrzeli na własne oczy ciemną stronę Księżyca i sfotografowali słynny „Wschód Ziemi”. Na ich mankietach tykały Speedmastery z mechanizmem 321.
• Apollo 9 (marzec 1969) - testy modułu księżycowego (LM) na orbicie okołoziemskiej. Załoga to James McDivitt, David Scott, Russell Schweickart (który odbył kosmiczny spacer z zegarkiem Omega na ręku).
• Apollo 10 (maj 1969) - generalna próba przed lądowaniem. Moduł księżycowy „Snoopy” schodzi na wysokość zaledwie 15 kilometrów nad powierzchnię Księżyca, po czym wraca do modułu dowodzenia. Załoga tej misji to Thomas Stafford, John Young, Eugene Cernan, wszyscy oczywiście wyposażeni w Speedmastery.
I wreszcie nadszedł lipiec 1969 roku. Misja Apollo 11. Potężna, licząca 111 metrów wysokości rakieta Saturn V oderwała się od platformy 39A na Przylądku Canaveral, generując gigantyczny ciąg 34,5 miliona niutonów. Na jej szczycie, w ciasnym module dowodzenia „Columbia”, siedzieli Neil Armstrong, Buzz Aldrin i Michael Collins. Na rękawach ich skafandrów spoczywały oficjalne zegarki NASA – Speedmastery.



Dnia 20 lipca 1969 roku moduł księżycowy „Eagle” (Orzeł) odłączył się od Columbii i rozpoczął autonomiczne schodzenie ku powierzchni w rejonie Morza Spokoju. Gdy komputer pokładowy zaczął zgłaszać przeciążenie błędami programowymi (słynne alarmy 1201 i 1202), a paliwo w zbiornikach drastycznie topniało, Neil Armstrong przejął ręczne sterowanie nad lądownikiem. Omijał usiane głazami kratery, poszukując płaskiego kawałka gruntu. Gdy „Orzeł” osiadł na piaszczystym regolicie, w zbiornikach pozostało paliwa na zaledwie kilkanaście sekund lotu.
„Houston, Tranquility Base here. The Eagle has landed.” Wtedy wydarzyła się rzecz niezwykła z punktu widzenia historii zegarmistrzostwa. Elektroniczny zegar pokładowy misji w module księżycowym, wyprodukowany przez firmę Bulova, uległ awarii tuż po lądowaniu. Neil Armstrong, jako dowódca misji, podjął racjonalną, proceduralną decyzję - zostawił swój zegarek Speedmaster na pokładzie lądownika, aby służył jako niezawodny, mechaniczny stoper rezerwowy zastępujący uszkodzony instrument pokładowy.



Dlatego, gdy kilka godzin później Armstrong jako pierwszy człowiek zszedł po drabince i wypowiedział legendarne słowa o małym kroku dla człowieka, na jego nadgarstku nie było Speedmastera. To Buzz Aldrin, wychodząc na powierzchnię Księżyca kilkanaście minut później, miał swój Speedmaster ST 105.012 zapięty na rękawie kombinezonu.
W tym momencie, w suchym, pozbawionym atmosfery pyle Srebrnego Globu, w temperaturze sięgającej 120 stopni Celsjusza w słońcu, narodził się Omega Speedmaster Moonwatch.


Instrument mechaniczny, stworzony pierwotnie do mierzenia prędkości bolidów na asfalcie, stał się świadkiem i uczestnikiem największego triumfu technologicznego w dziejach ludzkości.
Epilog. Czternaście sekund, które ocaliło Apollo 13
Status legendy nie bierze się jednak wyłącznie z asystowania przy triumfach. Prawdziwą wartość narzędzia poznaje się w godzinie śmiertelnego zagrożenia. W kwietniu 1970 roku wystartowała misja Apollo 13, mająca być trzecim z rzędu lądowaniem na Księżycu. Załogą dowodził weteran James Lovell, a obok niego lecieli Fred Haise oraz Jack Swigert.
Dnia 13 kwietnia, w odległości ponad 300 tysięcy kilometrów od Ziemi, podczas rutynowej procedury mieszania zbiorników z ciekłym tlenem w module serwisowym, doszło do zwarcia w instalacji elektrycznej i potężnej eksplozji. Jeden ze zbiorników tlenu został całkowicie zniszczony, a drugi zaczął gwałtownie tracić zawartość. Kapsuła traciła zasilanie, wodę i systemy podtrzymywania życia. Słynne meldunek Jacka Swigerta: „Houston, we've had a problem here” postawił na nogi cały świat.


Lądowanie na Księżycu natychmiast odwołano. Misja zamieniła się w dramatyczną, desperacką walkę o powrót żywych ludzi na Ziemię. Załoga musiała porzucić wychładzający się moduł dowodzenia „Odyssey” i przenieść się do modułu księżycowego „Aquarius”, który miał posłużyć za improwizowaną „łódź ratunkową”. Jednak lądownik był zaprojektowany do utrzymania dwóch ludzi przez dwa dni, a nie trzech przez cztery dni.
Aby drastycznie oszczędzać energię elektryczną z akumulatorów, astronauci musieli wyłączyć niemal wszystkie systemy pokładowe – w tym główny komputer nawigacyjny, ogrzewanie oraz cyfrowe zegary pokładowe. Temperatura w kabinie spadła do zaledwie kilku stopni powyżej zera, a na ścianach i szybach zaczęła skraplać się woda.
Najbardziej krytyczny moment misji nastąpił podczas drogi powrotnej. Statek zboczył z korytarza bezpiecznego wejścia w atmosferę Ziemi, co było krytycznym warunkiem powrotu. Jeśli kąt wejścia byłby zbyt płaski, kapsuła odbiłaby się od gęstych warstw atmosfery niczym płaski kamień rzucony na wodę i odleciała w nieskończoną pustkę kosmosu. Jeśli kąt byłby zbyt stromy, statek spłonąłby w ułamku sekundy z powodu gigantycznego tarcia.


Konieczna była ręczna korekta trajektorii lotu poprzez odpalenie silnika lądownika. Bez komputera astronauci musieli manualnie ustawić statek w przestrzeni, orientując się wyłącznie na linię granicy cienia i światła Ziemi widoczną przez małe okno iluminatora. Silnik musiał zostać uruchomiony na dokładnie określony czas. Każda sekunda błędu mogła oznaczać śmierć.
Dowódca James Lovell chwycił za stery manualne, Fred Haise kontrolował ciśnienie w układzie, a pilot Jack Swigert miał przed sobą jedno zadanie: odmierzyć czas zapłonu silnika. Ponieważ zegary elektroniczne były martwe, Swigert uniósł rękę i spojrzał na swój osobisty przyrząd – chronograf Omega Speedmaster. Był to już nowszy model Speedmastera, o numerze referencyjnym 145.022, wyposażony w mechanizm Omega kaliber 861.
Nacisnął górny przycisk. Koło kolumnowe ruszyło moduł stopera, a smukła wskazówka sekundowa zaczęła biec po tarczy. Silnik ryczał w próżni. Cała załoga w absolutnym skupieniu i lodowatym powietrzu liczyła sekundy. Manewr wymagał bezwzględnej precyzji: dokładnie 14 sekund pracy silnika.
Korekta była idealna. Dnia 17 kwietnia 1970 roku moduł dowodzenia Apollo 13 pomyślnie przebił się przez atmosferę i bezpiecznie wodował na falach Oceanu Spokojnego.


W podziękowaniu za wybitne zasługi, niezawodność i kluczową rolę w uratowaniu życia załogi, astronauci NASA przyznali marce Omega najwyższe odznaczenie - Snoopy Award (Silver Snoopy Award), będące symbolem najwyższego bezpieczeństwa misji kosmicznych.
Do dziś na tarczach limitowanych edycji Speedmastera często pojawia się rysunek sympatycznego psa ze skafandrem, przypominający o tych czternastu sekundach, w których tradycyjny mechanizm zegarka naręcznego okazał się perfekcyjnie niezawodny.
Dziedzictwo, które trwa
Jak widać, Omega Speedmaster nie jest jedynie produktem marketingu ani reliktem minionej epoki. To instrument, który został uformowany przez najtrudniejsze wyzwania, jakie ludzkość postawiła przed technologią. Od ryczących silników wyścigowych z 1957 roku, przez rygorystyczne laboratoria Jamesa Ragana, aż po księżycowy pył Morza Spokoju i lodowaty dramat Apollo 13 – ten zegarek autentycznie udowodnił, że ludzka myśl techniczna potrafi stworzyć rzeczy ponadczasowe.
-side.webp)

Gdy patrzymy się na współczesne modele Moonwatcha, podziwiając grę światła na polerowanych krawędziach uch liry i głębię matowej tarczy, nie widzimy po prostu przedmiotu wskazującego czas - to kawałek ludzkiego geniuszu, który odważył się i zdołał dotrzeć do gwiazd.
…
W części drugiej cyklu publikacji poświęconych historii modelu Omega Speedmaster, pod tytułem „Odyseja Speedmastera”, przedstawimy ewolucję poszczególnych wersji tego zegarka.
Sprawdź też nasze pozostałe publikacje o nowościach marki Omega - zegarki Omega.








greenlogic.eu