W tym roku uczestniczyliśmy z Adrianem w targach zegarkowych Inhorgenta 2026 w Monachium, gdzie w relacji Adrian wspominał o widocznym progresie tego wydarzenia. W kwietniu miałem przyjemność brać udział w targach Watches & Wonders 2026 w Genewie, które relacjonując śmiało określiłem w skrócie jako „bigger, better & bolder”. A w weekend 30-31 maja w Warszawie odbyła się tegoroczna edycja festiwalu AuroChronos, na który czekaliśmy już od wielu miesięcy.
AuroChronos to wydarzenie branżowe, które wystartowało po raz pierwszy w 2017 roku, odbyło się trzykrotnie, a następnie ze względu na pandemię oraz trudne realia rynkowe zaprzestało swojej działalności. W minionym roku Paweł Zalewski, współtwórca przed pandemicznych edycji, postanowił samodzielnie reaktywować ten polski festiwal zegarków i marek niezależnych, dlatego w tytule relacji z AuroChronos 2025 ująłem stwierdzenie „Powrót w dobrym stylu!”.
W tym roku - z ogromną przyjemnością, a zarazem satysfakcją – mogę napisać już w tytule, iż festiwal ten wyrasta na prawdziwe święto pasji do zegarków odbywające się w Polsce!
AuroChronos 2026 vs 2025 oraz tegoroczni wystawcy
Tegoroczna edycja różniła się od poprzedniej pod wieloma względami.
Przede wszystkim nastąpiła zmiana lokalizacji – w 2025 festiwal miał miejsce w klimatycznej, aczkolwiek niedużej przestrzeni w kamienicy na ulicy Mysiej. Teraz przeniesiony został do Centrum Konferencyjnego ADN w Browarach Warszawskich, co ja, jak również wielu moich rozmówców, odebrałem jako zmianę bardzo pozytywną.

Wprawdzie miałem początkowo nieco trudności z odnalezieniem wejścia na festiwal, krążyłem kilka minut po klimatycznych uliczkach i zakamarkach tego sporego kompleksu budynków, ale ostatecznie, dzięki kilku wskazówkom, dotarłem we właściwe miejsce. Przeszedłem przez obrotowe szklane drzwi, a za nimi w holu znajdowała się rejestracja i kasa biletowa.
Atmosfera była świetna już od wejścia – znajome, uśmiechnięte twarze, miła obsługa, profesjonalne podejście. Windą wjechałem na 4 piętro, przeszedłem przez duże, główne drzwi i znalazłem się długim korytarzu z pierwszymi wystawcami, ale także z wieloma miejscami, gdzie można było swobodnie przystanąć, napić się kawy i… porozmawiać. Tego brakowało rok temu. W korytarzu było sporo osób, słychać było szum rozmów - festiwal tętnił już zegarkową pasją.


Nigdy wcześniej nie byłem w tym miejscu, więc stopniowo odkrywałem dalszą przestrzeń zaadaptowaną pod to wydarzenie. Okazało się, że ten długi korytarz do dopiero początek.
Z niego można było przejść do kolejnego pomieszczenia, które rozchodziło się w trzy różne kierunki – przede mną były białe drzwi, za którymi panował jeszcze większy harmider, mogłem też udać się do miejsca specjalnie wydzielonego do wykonywania bardziej profesjonalnych zdjęć, bądź iść dalej kolejnym korytarzem, gdzie znajdowały się mniejsze pomieszczenia z wystawcami.
Niczym Alicja w Krainie Czarów wybrałem białe drzwi, i nie zawiodłem się - za nimi faktycznie znajdowała magiczna przestrzeń. Tam bowiem była sala główna festiwalu AuroChronos, bardzo duża, kolorowa, z dziesiątkami wystawców oraz bardzo dużą liczbą odwiedzających.


Pierwsze wrażenie? Szczerze, pomyślałem - wooow!
Pamiętam dokładnie rozkład przestrzeni w ubiegłym roku, wówczas wejście nie robiło takiego piorunującego wrażenia, a wystawcy byli momentami nieco „ściśnięci”. W tym roku zmiana przestrzeni wyraźnie poprawiła komfort zarówno wystawcom, jak i odwiedzającym.

Inna kwestia, że w tym roku podczas AuroChronos obecne były aż 63 marki zegarkowe! Ta liczba robi wrażenie, a zarazem przekłada się przecież także na miejsce niezbędne do ich ekspozycji.
AuroChronos 2026 – moje wrażenia i obserwacje
Mam wrażenie, iż stoiska w tym roku były bardziej ujednolicone. Kilka większych, bardziej rozpoznawalnych marek miało swoje standy zaaranżowane z większym rozmachem – z banerami oraz podświetlonymi gablotami, co oczywiście robiło wrażenie i prezentowało się bardziej okazale, niż częściej spotykane stoliki z wyeksponowanymi zegarkami.
W pierwszym momencie można pomyśleć, że byłoby fajnie, gdyby wszyscy wystawcy mieli standy wykonane z większym rozmachem – szkło, stal, dużo światła itd. Tylko jeśli spędziło się chwilę na sali głównej festiwalu nachodziła refleksja, że tego typu ekspozycja sprawdza się w sklepie bądź prestiżowym salonie z zegarkami, ale niekoniecznie na wydarzeniu o tak dużej dynamice.
Dlaczego? Otóż całą ideą tego typu imprez jest możliwość bezpośredniego kontaktu zarówno z twórcami bądź przedstawicielami marek, ale też – a może przede wszystkim – szansa na zobaczenie z bliska, sprawdzenie na żywo i założenie na rękę oferowanych przez nich zegarków.




Łatwy dostęp do osób obsługujących poszczególne stoiska oraz do wyeksponowanych zegarków to klucz do sukcesu, bowiem przy dużej liczbie odwiedzających oraz tak dużym zainteresowaniu wieloma markami, zegarki na wielu stoiskach w zasadzie przechodziły z ręki do ręki. Tu nie byłoby czasu na to, aby za każdym razem je wyjmować, a potem z pietyzmem odkładać do gabloty. Sądzę, że to właśnie był główny powód, dlaczego w stoiska były bardziej zunifikowane niż rok temu.
Duży plus należy się organizatorom w tym roku za wsłuchanie się w komentarze i opinie po zeszłorocznej edycji. Sam pisałem, iż brakowało miejsca do rozmów, ale też możliwości zakupu napojów, oraz zaplecza gastronomicznego. W tym roku było wszystko. Brawo i dziękuję.
Oprócz specjalnej przestrzeni do wykonywania zdjęć, co warto jeszcze raz podkreślić, na odwiedzających czekały nie tylko stoiska z zegarkami, ale też z książkami. Można było porozmawiać z Tomkiem Milerem i Filipem Szymaniakiem, Mateuszem Piechnikiem oraz Darkiem Chlastawą, których to Autorów i ich książki część z Was zapewne doskonale już zna. Dla gości festiwalu przygotowane były także specjalne wykłady, odbywające się w osobnej sali.



Do zdecydowanych plusów AuroChronos zaliczyć należy wspomnianą już przeze mnie możliwość spotkania się osobiście i porozmawiania z twórcami wielu marek, tak zagranicznych jak i polskich. Z rozmów jakie odbyłem wiem, że jest to doświadczenie cenne dla obu stron – zarówno wystawców, jak i gości. Wymiana wrażeń, opinii, sugestii i pomysłów to unikalna sprawa.
Rozmowy z twórcami marek i ich przedstawicielami to jedno, ale przecież na festiwalu było bardzo dużo producentów z zagranicy, nawet spoza Europy, których zegarki nie są dostępne w Polsce. Z rozmów kuluarach wiem, że wielu odwiedzających podkreślało fakt, iż możliwość zobaczenia zegarków na żywo oraz ich bezpośredniego zakupu to ogromny plus, ponieważ w przeciwnym wypadku musieliby zamawiać je „w ciemno” z za oceanu, ponosząc przy tym dodatkowe koszty.




Kolejny plus to charakter tego wydarzenia – mimo, iż jest to event branżowy, pośród licznych odwiedzających widziałem ludzi w każdym wieku, a także rodziny z dziećmi. Tak rodzi się pasja od najmłodszych lat, a organizatorzy zadbali także o wydzieloną przestrzeń dla dzieciaków.
Kończąc już dzielenie się moimi obserwacjami podam jeszcze jedną ciekawostkę. Otóż okazuje się, iż coraz większy event – a AuroChronos w tym roku wyraźnie się powiększył – ma swoje oczywiste plusy, ale przy tym także pewien minus, co zależy od perspektywy z jakiej na to patrzymy. Inna jest bowiem perspektywa organizatora, wystawców i odwiedzających.
Twórcy festiwalu pragną zapewne jego rozwoju i coraz większej liczby wystawców, co w pełni zrozumiałe. Wystawcy natomiast, wbrew pozorom, wcale nie są już tak entuzjastycznie nastawieni na wzrost liczby stoisk, bo im więcej marek, tym trudnej im o skupienie uwagi odwiedzających na sobie. A znów odwiedzający pragną przecież móc zobaczyć jak najwięcej ciekawych marek i ich zegarków.
Jak to pogodzić? Pytanie zostawiam otwarte… może uda mi się zadać je Pawłowi Zalewskiemu.



Nie zmienia to faktu, iż z mojej perspektywy jako odwiedzającego, im większa liczba wystawców i różnorodność, tym lepiej! Aczkolwiek moja perspektywa jako członka Jury była już nieco inna, bo jedynie krótkie zapoznanie się z zegarkami walczącymi o nagrody zajęło nam… dwie godziny 😉
Zegarki, które zwróciły moją uwagę
A jeśli mowa o zegarkach, było wiele świetnych modeli, nie sposób wymienić wszystkich, dlatego krótko wspomnę w tym miejscu te konkretne, które zapadły w pamięć i zwróciły moją uwagę.
Wśród nich znalazły się: Out Of Order - w wersji „Jumping Hour”, Rataj Watches - ze świetnie wykonanym szczotkowaniem, M. Laurent – zegarki niemal w całości drukowane w technice 3D, RP Watches – z racji wykonania elementów z łusek i monet, NAGA – ze względu na świetny design, który nie zawiódł mnie na żywo, Ars Chrono – z racji ręcznie wykonywanych tarcz.




A także Max Twelve – również z racji ciekawej tarczy, Bauhaus Gropius – ze świetną kolorystykę, Yema – model z tytanu i wykonany laserowo, Isotope – tu co najmniej 3 modele, Vostok Europe – model „Tybura” z nietypowym pierścieniem umożliwiającym odliczenie 5 rund walki, Formex Ghost - z ciekawą tarczą, Awake oraz 5280 Watch Co – obie marki za niesamowite, giloszowane tarcze, Schaefer – tarcze wykonane ze… słomy, Edward Christipher – z modelem Ripple, U-BOAT – nietypowy damski model U65, Farer - model Worldtimer oraz Ando Ando Ando – zegarek będący wprawdzie prototypem, ale z kopertą w kształcie… kasety magnetofonowej. Uff, sporo tego, a wymieniłem i tak tylko część.
AuroChronos 2026 oczami redakcji „Zegarki i Pasja”
Poprosiłem też o krótkie podzielenie się wrażeniami z odwiedzin festiwalu członków redakcji.
Każdy z nas ma przecież inną perspektywę, warto poznać różne spojrzenia na ten sam event.
Paweł Czuchryta:
Drzwi festiwalu AuroChronos 2026 zostały już zamknięte, ale ogromne wrażenie i bardzo pozytywne wspomnienia wciąż pozostają żywe. Muszę przyznać, że w porównaniu z ubiegłym rokiem wydarzenie rozrosło się wyraźnie i nie mam tu na myśli wyłącznie liczby wystawców z niemal całego świata, lecz także samych odwiedzających.
Praktycznie na każdym stoisku widać było uśmiechniętych ludzi, przymierzających kolejne zegarki i tworzących w głowach nowe plany zakupowe. Wielu z nich wróciło do swoich domów z nowymi nabytkami, które z pewnością będą odmierzać czas do kolejnej edycji AuroChronos już za rok.



Bardzo podobało mi się również grono zaproszonych gości, czyli osób znanych z kanałów na YouTube poświęconych zegarkom. Możliwość bezpośredniej rozmowy z nimi, wymiany opinii i doświadczeń była prawdziwą przyjemnością i jednym z najfajniejszych według mnie punktów całego wydarzenia. Sądzę, że zarówno my - zwiedzający, jak i twórcy marek, które prezentowały się na festiwalu AuroChronos 2026, możemy mówić o pełnym zadowoleniu. Wystawcy musieli zmierzyć się z ogromem pytań, na które cierpliwie odpowiadali, niezmiennie z uśmiechem i w doskonałej, atmosferze. To właśnie ta bezpośredniość i pasja sprawiały, że rozmowy przy stoiskach trwały długo i były niezwykle wartościowe.
Muszę przyznać, że nie mogę się już doczekać kolejnej edycji AuroChronos, do której już zacząłem odliczać dni.
Marcin Olszewski:
Dla kogoś, kto żyje zegarkami na co dzień, AuroChronos to więcej niż targi. To intymne spotkanie z twórcami, gdzie bariera między marką a klientem znika, ustępując miejsca szczerej rozmowie i wspólnemu zachwytowi nad detalami. Tutaj toczą się pogaduchy, które mogłyby trwać godzinami.
Moim głównym celem, poza nacieszeniem oka pięknymi czasomierzami, było porozmawianie z ludźmi, których wiedza jest rozległa i nieoceniona, a pasja sprawia, że zegarkowy świat idzie naprzód. Moje pierwsze, niezwykle ciekawe spotkanie miało miejsce na stoisku zielonogórskiej Polpory. Rozmawiając o przyszłości rynku zegarków w Polsce, usłyszałem o ambitnych, a zarazem przemyślanych planach marki. Niewiele dalej, trafiłem na fascynującą postać, Pana Remigiusza Pękałę z RP Watches. Nasza rozmowa była jednym z jaśniejszych punktów całego wydarzenia. Pan Remigiusz opowiadał o swoim autorskim, pełnym pasji projekcie – zegarku Admirał Unrug. To hołd dla bohatera obrony Wybrzeża, zamknięty w niezwykle odważnej kopercie.



Z polskich wód wypłynąłem na szerokie wody międzynarodowego zegarmistrzostwa. Spotkanie z przedstawicielem kultowej francuskiej marki Lip było podróżą w czasie. Co jednak najciekawsze, Lip nie chce żyć tylko przeszłością. Dowiedziałem się o ich ambitnych planach wprowadzania kolejnych własnych mechanizmów, co jest jasnym sygnałem, że marka chce powrócić do elitarnego grona prawdziwych manufaktur. Z kolei na stoisku Farer czekała na mnie eksplozja kolorów i świeżości. Te brytyjskie zegarki, znane ze świetnej zabawy kolorem i teksturą, na żywo robią jeszcze większe wrażenie. Najważniejsza informacja? Farer planuje wprowadzenie kolejnych chronografów w najbliższym czasie, w tym w kolorze „british racing green”!
AuroChronos to też okazja, by po prostu podziwiać. Moje oko przykuło kilka modeli, które z czystym sumieniem mogę nazwać „świetnymi”. Zachwycił mnie Brew 8-bit – zegarek, który jest czystą nostalgią dla każdego, kto wychował się na 8-bitowych Atari i Commodore’ach. Z drugiej strony skali elegancji, moją uwagę przyciągnął zegarek Jana Sarnowskiego – model z tarczą wykonaną z malachitu.


AuroChronos potwierdził to, co widzimy już od dawna - niezależne zegarmistrzostwo, w tym to polskie, ma się świetnie. To branża, która ewoluuje, stawiając na autentyczność, historię i osobisty kontakt z klientem. Zegarki to jedno, ale prawdziwą atmosferę tworzą ludzie, z którymi spotykamy się i rozmawiamy „face-to-face”. A trzeba Wam wiedzieć, że są to pasjonaci i profesjonaliści, od których uczymy się i zdobywamy wiedzę, którą potem możemy przekazać Wam.
Mateusz Pycia:
AuroChronos 2026 już za nami. Nie będę ukrywał, że po zeszłorocznych targach miałem bardzo duże oczekiwania względem edycji 2026. Wszystko, od nowego miejsca po większą liczbę wystawców wskazywało, że będzie to kolejny etap w historii tego wydarzenia i właśnie tym dokładnie dla mnie było!
Już od samego wejścia na teren festiwalu można było dostrzec jak wiele (na plus) się zmieniło. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy to przestrzeń jaką dysponowały targi. Bez wątpienia można określić ją słowami - więcej i lepiej. Oczywiście miało to niebagatelny wpływ na komfort. Dodatkowo, dzięki temu, osobiście odebrałem tegoroczne targi jako bardziej profesjonalne.



Czym by jednak było nawet najwspanialsze miejsce, gdyby nie ludzie, których można było spotkać. To było coś niesamowitego, móc znowu poczuć tę niezwykłą energię płynącą od wszystkich uczestników AuroChronos, których łączy wspólna pasja do zegarków i zegarmistrzostwa. A jeśli już przy zegarkach jesteśmy.
Pierwszą marką, a zarazem chyba moim największym zauroczeniem z tych targów jest marka Rosenbusch, a dokładniej zegarki Horizon Urban Blue i Copper Sun. Chyba na żaden stoisko nie wracałem tak często jak właśnie tam. Nietypowy kształt koperty, kompaktowe wymiary oraz wykończenie tych zegarków sprawiło, że niewątpliwie jeden z nich (prawdopodobnie Urban Blue) już niedługo zagości w mojej kolekcji.

Drugą marką którą bardzo chciałem poznać na żywo była echo/neutra z ich modelem Rivanera o którym bardzo wiele słyszałem. Powiem szczerze, że bardzo często mam tak, że czym więcej optymistycznych opinii usłyszę zanim zobaczę zegarek, tym ostatecznie mam jego gorszy odbiór. Jednak w tym przypadku w pełni popieram wcześniejsze opinie i samą Rivanerę oceniam bardzo wysoko.
Niezwykle pozytywnie odbieram również Crudo Carattere wraz z jego twórcą, Markiem Polewką. Nie często można spotkać człowieka od którego bije aż tak dużo energia i miłość do tego co robi. Jednocześnie jego zegarki bardzo mocno mnie zaintrygowały - szczególnie jako idealny wakacyjny zegarek (szczególnie w wersji pomarańczowej).


Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować Pawłowi Zalewskiemu jak i wszystkim zaangażowanym w organizację AuroChronos 2026 wykonania kawału dobrej roboty. A sam niecierpliwie czekam na kolejną edycję i zachęcam do udziału wszystkich, którzy nie mieli do tej pory okazji odwiedzić tego festiwalu.
Nagrody AuroChronos 2026
Jak widać, każdy z kolegów z redakcji - Paweł, Marcin i Mateusz, mieli podobne, choć nieco inne spostrzeżenia. Dlatego zależało mi na tym, abyście mogli poznać ich opinie.
Powoli zmierzamy do końca relacji. Teraz pora na nagrody, bowiem jednym z najważniejszych momentów festiwalu była także sobotnia gala, podczas której nagrody przyznało Jury w składzie: Magdalena Piekarska (Magazyn Chronos), Maciej Kopyto (Zegarki i Pasja), Krzysztof Skórka (KMZiZ / Passion for Watches), Tomasz Miler (Miler Menswear / Wydawnictwo M Publishing), Michał Sielicki (Trollsky Knifemaking), Mateusz Wójciak (Gingin Watches) i Krzysztof Humeniuk (TikTalk).
Laureatami AuroChronos Festival 2026 zostali:
Grand Prix Awake Watches – Sơn Mài Guilloché.

Innovation Award Isotope Watches – OVNI,
Best Men's Watch Hanhart – 417 TI Desert Pilot,
Best Women's Watch U-Boat Watches - Official – U65 Mother of Pearl,
Best Design Naga Time Co. Watches – Opera 39 Lapis Lazuli,
Craftsmanship Award GoS Watches – Winter Nights 3rd edition,
Fresh Perspective Award Max Twelve Watches – Hexagone Silicone,
Organiser's Award Crudo Carattere – za wkład w rozwój polskiej sceny zegarmistrzowskiej i autorską lumę Crudo Luce.



Serdecznie gratulujemy wszystkim laureatom.
Prawdziwe święto pasji do zegarków w Polsce!
Cytując organizatorów: „AuroChronos od początku powstawał jako miejsce spotkania ludzi, których łączy pasja do rzeczy tworzonych z charakterem. Patrząc na to, co wspólnie stworzyliśmy w Warszawie, wiemy jedno — ta historia dopiero się zaczyna”. W pełni się z tym zgadzam.
Po tej edycji AuroChronos, w mojej opinii, na naszych oczach tworzy się prawdziwe święto pasji do zegarków i zegarmistrzostwa. Festiwal o wyjątkowej atmosferze, unikalny w skali Polski.




Warto wspomnieć jeszcze o festiwalowym albumie, który także robi duże wrażenie – jest pięknie wydany i można w nim znaleźć informacje o wystawcach. Świętna pamiątka, warta pozyskania.
To co, widzimy się na kolejnej edycji w dniach 22-23 maja 2027 roku?
Więcej ciekawych informacji tego typu prezentujemy tu: wiadomości z branży zegarkowej.








greenlogic.eu