Kiedy zapytalibyśmy przeciętnego człowieka, jakie ma pierwsze skojarzenie, kiedy słyszy słowo „panda”, jestem pewny, że odpowiedź będzie w stylu – „to bardzo sympatyczny miś, pochodzący z Azji, a konkretnie z Chin”. Miś o bardzo wesołym usposobieniu, ale też dość… niegramotny, bo potrafi spaść z gałęzi, sturlać się z góry i pociesznie wcina pędy bambusa. Ogólnie to przesympatyczny widok, i kiedy ogląda się filmy z pandami żyjącymi w naturalnym ich środowisku czy nawet z ogrodu zoologicznego, zawsze ich zachowanie oraz sposób bycia wzbudzają uśmiech z powodu tej nieporadności. No, ale to portal Zegarki i Pasja, a nie National Geographic. O co więc chodzi z tą pandą?
Otóż „panda” to także określenie mające związek z zegarkami, bowiem w przypadku zestawienia białej tarczy i czarnych małych liczników stopera, tego typu modele również określamy potocznie właśnie jako „panda”. Panda dial.
Domyślacie się na pewno, że wzięło się ono właśnie od umaszczenia sierści tych sympatycznych niedźwiadków, wspomnianych na wstępie. Dokładnie ich pyszczka. Szwajcarska marka Omega po raz pierwszy zastosowała takie kontrastowe zestawienie w swoim kultowym modelu Speedmaster Moonwatch, tyle, że to tak zwana tarcza „reverse panda”, czyli odwrócona kolorystyka z czarnym tłem i białymi licznikami.



Jak dla mnie to nawet lepsza opcja, bardziej do mnie przemawiająca.
Sława i legenda Speedmastera
No a Speedmaster to model kultowy. Omega zaś jest jedną z najbardziej cenionych marek zegarmistrzowskich na świecie i należy do grona tych najbardziej rozpoznawalnych. Przyznam, że to też moja ulubiona marka zegarkowa. Ta estyma i popularność są efektem dobrze zaplanowanych działań marketingowych, ale także wielu realnych sukcesów oraz osiągnięć na przestrzeni lat. Prawdopodobnie numerem jeden pod tym względem jest właśnie model Speedmaster w wersji Moonwatch i jego sukces.
Sława i legenda Speedmastera wynikły trochę z przypadku oraz pozytywnego zbiegu różnych zdarzeń. Oczywiście fakt, że zegarek ten był atrakcyjny, udany i pasował do ówcześnie panujących trendów tylko pomogło. Niemniej ścieżka jaką odbył, jego „podróż”, była zaskakująca i zupełnie niezgodna z pierwotnym planem, bo tworząc ten zegarek celem było modne wówczas nawiązanie do motoryzacji, sportów motorowych. W tamtym czasie wpisywało się to w rodzące się trendy.
Chronografy, a więc zegarki ze stoperem, miały swój czas i każdy liczący się producent chciał na tym polu zaistnieć, wpisując się w modę na współzawodnictwo w wyścigach samochodowych i wykorzystywanie zegarków z możliwością pomiaru odcinków czasu. Jednak pewne zdarzenie sprawiło, że dziś każdy miłośnik zegarków kojarzy „Speediego” z zupełnie inną dziedziną.

Speedmaster skierował się ku przestworzom i to od razu chodziło o kosmos.
Po 142 godzinach i 54 minutach od startu
Marka Omega postanowiła odpowiedzieć na zapotrzebowanie amerykańskiej agencji kosmicznej NASA, która rozpoczęła poszukiwania dostawcy zegarka spełniającego warunki umożliwiające mu na towarzyszenie astronautom w misjach kosmicznych. Omega proponując właśnie model Speedmaster, spełniła te oczekiwania, a zegarek ten stał się oficjalnym czasomierzem agencji NASA i misji kosmicznych.
Najbardziej spektakularne było uznanie Speedmastera za pierwszy zegarek na Księżycu, co miało miejsce podczas misji Apollo 11 i zejściu na powierzchnię Srebrnego Globu 21 lipca 1969 roku o godzinie 02.56.20 czasu uniwersalnego.
Jego sławę przypieczętowało natomiast zadanie, jakie spełnił podczas misji Apollo 13. Zegarki Omega jako analogowe zabezpieczenie stały się kluczowe. I niestety, przydały się. Eksplozja zbiornika z tlenem na pokładzie unieruchomiła Moduł Serwisowy i postawiła astronautów w bardzo ryzykownym położeniu. Misja zmieniła swój cel, którym przestało być dotarcie na Księżyc, a stało się nim przetrwanie i bezpieczny powrót na Ziemię. Słynne „Houston, mamy problem” w tym przypadku stało się bardzo wymowne, bo zagrożone było nie tylko powodzenie misji, ale przede wszystkim życie ludzi. Elektronika stała się bezużyteczna, astronauci znaleźli się w ciemności i narażeni byli na bardzo niską temperaturę. W NASA pracowano bez wytchnienia, aby przezwyciężyć nieprzewidywalną sytuację kryzysową, opracowując strategie sprowadzenia modułu bezpiecznie do domu.
Jednym z kluczowych elementów opracowanego planu było zadanie, którego realizacja opierała się na wykorzystaniu zegarka Omega Speedmaster. Aby zapobiec takiemu scenariuszowi, w którym moduł zboczy z kursu, konieczna była korekta, która wymagała ręcznego wymuszenia spalania paliwa przez dokładnie 14 sekund, podczas gdy James Lovell, kierujący modułem na podstawie obserwacji horyzontu Ziemi, miał wprowadzić statek na właściwą trajektorię lotu. Nie było tu miejsca na najmniejszy błąd i pozbawiony wsparcia cyfrowych systemów Jack Swigert do obliczenia czasu spalania paliwa wykorzystał swój zegarek Omega Speedmaster ze stoperem, a James Lovell pilotował statek w kierunku Ziemi.

Dowódca misji później tak wspominał te wydarzenia: „Wykorzystaliśmy zegarek, który Jack miał na ręku, a ja sterowałem statkiem. Jack odmierzał czas spalania paliwa w silniku, tak by korekta kursu pozwoliła nam bezpiecznie wrócić do domów”. Ku wielkiej uldze całego zespołu unikalny manewr ratunkowy zadziałał znakomicie, i ostatecznie 17 kwietnia, po 142 godzinach i 54 minutach od startu, misja Apollo 13 bezpiecznie wodowała w wodach południowego Pacyfiku. Chronograf odegrał swoją rolę i spisał się w niej dokładnie tak, jak tego oczekiwano. Dla marki Omega to ważne wydarzenie, gdyż stanowiło to atrakcyjny i wiarygodny składnik budowanej przez lata pozycji i legendy tego kultowego modelu zegarka.
Poprzez ten wstęp chciałem przypomnieć, z jakiego powodu ta pozycja w ofercie Omegi jest tak uwielbiana, ważna i kultowa. A teraz mamy kolejną, bardzo udaną wersję Omega Speedmaster Moonwatch „Panda Dial”. Tu wspomnę, że bardzo fajny artykuł o tym właśnie modelu oraz jego siostrzanej wersji wykonanej ze złota napisał nasz nieodżałowany redakcyjny kolega Jakub Jastrzębski. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z nim w naszym portalu.
Nietypowe zestawienie kolorystyczne
I właśnie w celu opracowania recenzji trafił do nas jeden z opisywanych przez Kubę zegarków. Stalowy egzemplarz modelu Omega Speedmaster Moonwatch „Panda Dial” o nr ref. 310.30.42.50.01.004. Nie ukrywam, że bardzo mnie to ucieszyło.


Kiedy rozpakowałem ten zegarek, to nietypowe dla tego modelu zestawienie kolorystyczne od razu przyciągnęło wzrok, szczególnie za sprawą lśniącej powierzchni. Oczywiście to nie była niespodzianka, bo wiedziałem na jaki zegarek czekam. Ale mając w pamięci dotychczasowe wersje tego Speedmastera to pewnego rodzaju zaskoczenie jednak się pojawiło.
W miarę wprawne oko miłośnika modelu, a za takiego sam siebie nieskromnie uważam, wychwyciło od razu również kolejny, nie do końca typowy element. Od razu zauważyłem bardzo elegancki, lśniący pierścień wkładki lunety, który tym razem nie jest aluminiowy. W tym modelu wykonano go z ceramiki, z powierzchnią wypolerowaną na wysoki połysk, co doskonale wygląda i oczywiście wróży zdecydowanie dłuższy czas z tak dobrym wyglądem.
Kluczowym elementem odróżniającym model Omega Speedmaster Professional „Panda Dial” od poprzednich edycji jest wykończenie tarczy, która została wykonana w technologii dwuwarstwowej. Zegarki z tej kolekcji są doskonale znane. My także pisaliśmy o nich wielokrotnie w artykułach i recenzjach, więc zacznę od tego, co jest inne.
Zacznę od tarczy i na niej się skupię, bo to ona jest tutaj jedną z najważniejszych nowości.
Spora odmiana!
Tarcza w Omega Speedmaster Moonwatch “Panda Dial” jest dwuwarstwowa.


Górna płyta tarczy ma schodkową strukturę (step dial) z charakterystycznym uskokiem i została pokryta lakierem w kolorze czarnym, o lustrzanym połysku. To taka smolista, głęboka czerń. Świetnie to wygląda i trzeba przyznać, że jest sporą odmianą, gdy przyzwyczailiśmy się już do takich typowo utylitarnych, technicznych, powierzchni cyferblatów Moonwatch’a, które w poprzednich modelach są matowe, a ta czerń nie jest tak mocna.
Taki sposób wykończenia i kolorystka w pierwszym modelu sprzed dekad miały oczywiście uzasadnienie, ponieważ odbicia światła w przypadku zegarka pełniącego rolę instrumentu pomiarowego nie były zjawiskiem korzystnym. Tu chodziło o jak najlepszą czytelność.
Dzisiaj to nie ma już takiego znaczenia, ponieważ zegarki kupowane są w innym celu i można sobie pozwolić na przykład na uatrakcyjnienie tarczy właśnie połyskiem gładkiej powierzchni. Takie wykończenie niemalże zmienia charakter tego chronografu, oczywiście nie całkowicie, ale na pewno w dużym stopniu. W moim odczuciu czyni ten użyteczny, sportowy model nieco bardziej eleganckim.
Pod tą czarną warstwą znajduje się druga, która jest polakierowana w kolorze białym. Jest ona częściowo widoczna przez otwory, będące jednocześnie ramkami pomocniczych, małych tarcz stopera i sekundnika. Otwory wyznaczają obszar małych liczników. Z racji grubości górnej warstwy, powierzchnie liczników są nieco zagłębione, a krawędź górnej warstwy stanowi jednocześnie ramkę licznika. Na białych powierzchniach nadrukowane są odpowiednie skale.



Takie rozwiązanie stylistyczne zapewnia duży kontrast, jakiego nie spotyka się w standardowych, matowych modelach Speedmastera Moonwatch.
Charakterystyczne wskazówki i ceramiczna luneta
Na tarczy, na jej krawędzi, widzimy nadrukowaną klasyczną skalę minutową, z dokładniejszą podziałką sekundową. Ich styl i wygląd jest znany z wcześniejszych modeli tej szwajcarskiej marki. Nakładane, podłużne indeksy godzinowe mają przed każdym z nich drobny punkt luminescencyjny. Taki punkt jest niewielki, ale użyto substancji wysokiej jakości, w związku z czym w ciemności świeci najpierw bardzo mocno, a potem oczywiście mniej intensywnie, ale bardzo długo. Tak, że czas można odczytać zapewne do samego rana.



Nie zabrakło charakterystycznych wskazówek. To wąskie i długie ramiona z ostrym zakończeniem, na których nałożono wąski, ale bardzo dobrze widoczny pasek masy świecącej. Po obu stronach indeksu godziny 12. Także widzimy świecące kropeczki.
W stalowej wersji Omega Speedmaster Moonwatch “Panda Dial”, takiej właśnie, jak trafiła do mnie, wskazówki są rodowane. Nakładane logo Omega ponad osią wskazówek i wyraziste nadruki nazwy marki i modelu dopełniają całości. Nadruki na małych tarczach są czarne. Z jednej strony bardzo wyraziste, a z drugiej doskonale dopasowane do stylistyki całej tarczy.
Tę piękną tarczę, poza lśniącymi powierzchniami nadal bardzo użyteczną i profesjonalną w odbiorze, okala wspomina na wyżej luneta.



Z racji wykonania jej z polerowanej ceramiki, o czym też wspominałem, ten element doskonale współgra z lśniąca tarczą, czyniąc surową, nieco techniczną standardową wersję Moonwatcha bardziej elegancką w tym najnowszym wydaniu.
Kształt rozpoznawalny natychmiast
Moonwatch “Panda Dial” ma stalową kopertę o średnicy 42 milimetrów, 13,8 milimetra grubości i 47,3 milimetra wysokości od ucha do ucha oraz bardzo rozpoznawalnym kształcie, jak również wykończeniu powierzchni. Tu trudno się rozwodzić, ponieważ jest to kształt rozpoznawalny natychmiast, będąc nieodłączną częścią tego ikonicznego wizerunku.
Klasycznie mamy do czynienia z asymetryczną kopertą, gdzie jej prawy bok, na którym znajdują się przyciski i koronka, jest lekko wystający, co jednocześnie zapewnia im pewien poziom ochrony. Szczególnie patrząc od dołu widać, jak przyciski i koronka są zabezpieczone zagłębieniem właśnie w ten „grubszy” bok koperty, bo do tego sprowadza się ta asymetryczność.
Oczywiście ucha także mają zachowany tradycyjny kształt, sprawiając wrażenie lekko skręconych, dzięki ukośnie ustawionym powierzchniom, a także dzięki obróbce, gdzie połączone jest szczotkowanie wraz z powierzchniami polerowanymi na wysoki połysk.


Zegarek pod względem tarczy jak i koperty możemy powiedzieć, że ma wszystkie atrybuty, jakich oczekujemy od Speedmastera Moonwatch, łącznie z klasycznymi detalami, na które bacznie zwracają uwagę miłośnicy tego chronografu, jak kropka nad 90. zamiast obok, kropka przy liczbie 70., która została umieszczona ukośnie poniżej, czy napis „Tachymetre”.
Nowy materiał wkładki lunety nie pozbawił jej tych kultowych szczegółów. Myślę, że właśnie dlatego, mimo tych zmian, widzimy klasycznego księżycowego Speedmastera, któremu kompletnie nic nie brakuje, a wręcz przeciwnie nieco mu dodano.

Górę koperty wieńczy bardzo mocno wypukłe szkło szafirowe, które wygląda jak dawniej stosowane szkła hesalitowe. Ma ono nałożoną od wewnątrz powłokę antyrefleksyjną i poza tym, że skutecznie chroni opisywaną wcześniej, atrakcyjną tarczę zegarka, to także bardzo mocno podkreśla retro stylistykę tej wersji Moonwatcha.
Mechanizm Omega kaliber 3861
Druga strona „pandy” to wkręcany dekiel z przeszkleniem szafirowym szkłem, przez które widzimy bardzo atrakcyjnie prezentujący się mechanizm z ręcznym naciągiem, szczycący się certyfikatem chronometru METAS. To mechanizm Omega kaliber 3861. On doskonale wygląda i po kilku dniach użytkowania zegarka mogę potwierdzić, że to kolejna Omega w naszej redakcji, która pracuje wyjątkowo precyzyjnie. To oczywiście potwierdzenie spełniania dość rygorystycznych warunków niezbędnych do otrzymania wspomnianego certyfikatu.


A co do jego wyglądu, to sami widzicie patrząc na zdjęcia, że jest co oglądać, i to na pewno duża przyjemność dla każdego miłośnika zegarków i mikro mechaniki ogólnie.
Jeśli chodzi o stalową część dekla, która ma kształt pierścienia, to mamy tu do czynienia z dwiema płaszczyznami. Możemy zapoznać się z wygrawerowanymi informacjami o tym modelu zegarka, a także znaleźć głębokie nacięcia na klucz, a biorąc pod uwagę doskonałe ułożenie dekla wobec osi zegarka, zapewne zastosowano rozwiązanie Omegi, które ma na to wpływ, czyli Naiad Lock.


Koperta zapewnia wodoszczelność na poziomie do 50 metrów. Z jednej strony, w większości przypadków codziennego użytkowania, to zupełnie wystarczająca klasa, ale zawsze gdzieś tam z tyłu głowy mam poczucie, że zegarek sportowy powinien mieć ten parametr na poziomie nieco większym. Tak na wszelki wypadek.
Komfortowe użytkowanie przez cały dzień
Całości atrakcyjnego wizerunku Speedmastera Moonwatch “Panda Dial” dopełniają bransolety z polerowanymi i szczotkowanymi ogniwami, wyposażone w system mikro regulacji „Comfort Release”, co pozwala na szybkie dopasowanie obwodu bez użycia narzędzi. Mówię w liczbie mnogiej, bo choć trzymam zegarek stalowy, to przypominam, że jest jeszcze wersja ze złota.


Bransoleta wygląda jak standardowa trójrzędowa konstrukcja, ale tak naprawdę jej środkowy rząd ma z boku drobne, polerowane ogniwka, więc de facto jest ona pięciorzędowa. Przy mocowaniu ma 20 milimetrów i zwęża się do jedynie 15 milimetrów przy zapięciu. Mnie ta duża różnica w szerokości między końcami bransolety a miejscem, gdzie jest klamra nadal lekko kłuje w oczy, ale muszę potwierdzić, że bardzo korzystnie wpływa na komfort użytkowania.
Zegarek ten doskonale układa się na przeciętnej wielkości nadgarstku, a bransoleta świetnie utrzymuje – niemały przecież - czasomierz we właściwym miejscu i również okala nadgarstek, zapewniając komfortowe użytkowanie przez cały dzień.
Nasza opinia o zegarku Omega Speedmaster Moonwatch “Panda Dial”
Podsumowując, mamy do czynienia z kolejną wersją kultowego modelu Speedmaster Moonwatch prestiżowej marki Omega. Jest to wariant tego chronografu, który wprowadzając nowe rozwiązania, w tym te, dotyczące zestawienia kolorystycznego i nuty elegancji, zachowuje wszelkie atrybuty, za które model ten jest przez niektórych wręcz uwielbiany.


Testowany przez nas Speedmaster Moonwatch “Panda Dial” wyceniony jest w 2026 roku na kwotę 47 300 złotych, a model, który można nazwać odpowiednikiem w standardowej konfiguracji, czyli z matową tarczą i aluminiową wkładką lunety, ale także ze szkłem szafirowym i przeszklonym deklem, ukazującym taki sam mechanizm, kosztuje 40 900 złotych. Mnie ta recenzowana, nietypowa opcja "Speediego" pasuje bardzo, i gdybym był na etapie wyboru zegarka, pewnie brałbym ją pod uwagę. Mimo, że ta wersja jest znacząco droższa.
| Plusy (+) | Minusy (-) |
| + kultowy model | - cena |
| + świetna i ceniona stylistyka | |
| + doskonała jakość wykonania | |
| + świetny i precyzyjny mechanizm | |
| + bardzo wygodna bransoleta | |
| + nuta elegancji |
Sprawdź też nasze pozostałe publikacje o nowościach marki Omega - zegarki Omega.









greenlogic.eu