Istnieją miejsca, w których czas płynie inaczej, dyktowany nie pośpiechem wielkich metropolii, lecz rytmem natury i miarowym tykaniem mechanicznych wychwytów. Aby zrozumieć duszę marki Oris, trzeba opuścić blichtr Genewy czy zgiełk Bazylei i udać się trzydzieści pięć kilometrów na południe, tam, gdzie zalesione podnóża gór tworzą malowniczą, głęboką Dolinę Waldenburg. To tutaj leży Hölstein – szwajcarska wioska, która od ponad wieku pozostaje cichym świadkiem i jednocześnie głównym bohaterem jednej z najbardziej fascynujących, niezależnych opowieści w historii nowożytnego zegarmistrzostwa.
Gdy 1 czerwca 1904 roku dwaj wizjonerscy zegarmistrzowie z francuskojęzycznego serca szwajcarskiego przemysłu, Le Locle, przybyli do niemieckojęzycznego Hölstein, przynieśli ze sobą coś więcej niż tylko narzędzia i technologiczną wiedzę. Przywieźli marzenie o tworzeniu wysokiej jakości zegarków mechanicznych dla „obywateli świata”.
Ulokowali swoją manufakturę w charakterystycznym budynku o brzoskwiniowych ścianach, tuż naprzeciwko stacji kolejowej łączącej odciętą od świata dolinę z resztą Europy. Przez kolejne 122 lata Oris przetrwał tak zwaną rewolucję kwarcową, zawirowania rynkowe i próby korporacyjnego ujednolicenia, za każdym razem powracając do korzeni: do pełnej, dumnej niezależności i pasji tworzenia zegarków, które mają nieść czystą radość.


Jak co roku, w rocznicę tego wydarzenia, marka tradycyjnie już składa hołd swojej kolebce, prezentując limitowany model. Przed Państwem Oris Artelier Hölstein Edition 2026 – zegarek mechaniczny, który nie tylko odmierza czas, ale staje się zwierciadłem ludzkich emocji.
Koperta, która żyje na nadgarstku
Projekt Hölstein Edition 2026 bazuje na gruntownie odświeżonej linii Artelier, zaprezentowanej podczas tegorocznego salonu Watches and Wonders. Nadzór nad tą redefinicją klasyki powierzono młodej, zaledwie 24-letniej projektantce, Lenie Huwiler. To jej świeże, miejskie spojrzenie tchnęło w stateczną dotąd kolekcję niesamowity dynamizm, zachowując jednocześnie absolutny szacunek dla tradycyjnych kanonów elegancji.
Koperta tego zegarka wykonana została ze stali szlachetnej i ma idealnie zbalansowaną średnicę 39,5 milimetra oraz powściągliwą grubość 11.1 mm. Te proporcje sprawiają, że chowa się pod mankiet koszuli z nienaganną gracją, jednak jego prawdziwa siła tkwi w detalach.


Odległość między krańcami uch koperty (lug-to-lug) wynosi 45,5 milimetra, co w połączeniu z ich anatomicznym, łagodnym profilowaniem gwarantuje, że zegarek niemal spaja się z nadgarstkiem.
Budowa, wygląd i nieprzeciętna plastyka tej konstrukcji to przejaw rzemiosła najwyższej próby. Krawędzie koperty zostały poddane lustrzanemu polerowaniu, które jest jedyną formą wykończenia i ma to swoje głębsze uzasadnienie. Gdy przyjrzymy się Artelier Hölstein Edition 2026 z profilu, dostrzeżemy, jak boczne ścianki tworzą napiętą linię, wolną od zbędnych obłości, sięgającą krańców uch. Z tej perspektywy ucha koperty wyglądają jak rzeźbiarskie podpory, które płynnie wyprowadzają kształt w stronę paska.

Na godzinie trzeciej osadzono stalową, ząbkowaną koronkę o klasycznym, cylindrycznym kształcie. Na jej czole dumnie znajdziemy głęboki reliefem historycznego logo „ORIS”. Brak dodatkowych zdobień koperty podkreśla purystyczny charakter projektu – to zegarek typu „time-only”, gdzie każda zbędna linia byłaby intruzem.
Kopertę od góry zamyka szkło szafirowe, wypukłe po obu stronach, które pokryto wewnętrzną powłoką antyrefleksyjną. Szkło działa jak soczewka, załamując światło na krawędziach i wprowadzając do kompozycji przyjemny dla oka efekt retro, nawiązujący do szkieł hesalitowych z połowy ubiegłego wieku.
Lustro czasu
Tarcza Oris Artelier Hölstein Edition 2026 to minimalistyczny poemat, w którym ukryto techniczne smaczki. Jej bazę stanowi delikatna, jasnoszara powierzchnia o drobnoziarnistej, matowej fakturze, która pochłania ostre światło, stanowiąc tło dla nakładanych indeksów godzinowych. Poniżej indeksu na godzinie 12. namalowano czyste w swej formie logo marki.


Indeksy inspirowane oryginalnymi projektami Orisa z lat 60-tych XX wieku, mają formę trójwymiarowych, fasetowanych klinów. Ich górne płaszczyzny są wypolerowane na błysk, przez co przy każdym ruchu ręki łapią nawet najmniejszy promień światła, rzucając mikroskopijne cienie na szary aksamit tarczy. Na godzinie 12. zastosowano masywniejszy indeks, porządkujący geometrię całej tarczy. Poza tym na cyferblacie nie ma markerów minutowych ani okienka datownika.
Wskazówki godzinowa i minutowa to powrót do geometrycznej czystości – są długie, delikatnie zwężające się ku prosto ściętym końcówkom, a w ich wnętrzu precyzyjnie zaaplikowano masę luminescencyjną Super-LumiNova®, która po zmroku emituje dyskretny, czytelny blask.
Prawdziwa dynamika tego projektu wyraża się przez wskazanie sekund. Projektanci zdecydowali się na względnie dużą subtarczę małej sekundy, rezygnując zupełnie z indeksu na godzinie 6. Zamiast tradycyjnego giloszowania powierzchni czy ślimakowania, dno małej tarczy sekundowej wykończono na idealny, nieskazitelny, lustrzany połysk.
Nad tą idealnie gładką, metaliczną taflą porusza się filigranowa wskazówka sekundnika, którą polakierowano na krwistoczerwony kolor. Kontrast ten jest wręcz hipnotyzujący.
Zerknijcie na krótkie wideo:
Czerwień wskazówki odbija się w lustrzanym dnie sub-tarczy, tworząc iluzję trójwymiarowej głębi, patrząc na cyferblat pod kątem powstaje wrażenie stożkowej wklęsłości, nad którą płynie wskazówka sekundnika. Jak zauważa sam CEO marki, Rolf Studer, to celowy zabieg: ta mała tarcza ma być pretekstem do chwili refleksji, spojrzenia w lustro i uśmiechnięcia się do samego siebie w pędzie codziennego życia.
U dołu lustrzanego koła, łukiem naniesiono dumny napis „SWISS MADE”.
Mechanizm zrodzony z buntu i inżynieryjnej perfekcji
Wewnątrz tej szlachetnej, stalowej koperty bije wyjątkowe mechaniczne serce – manufakturowy mechanizm Oris Calibre 401. To pierwszy raz w historii, kiedy odświeżona linia Artelier otrzymuje mechanizm „in-house” z rodziny Calibre 400 Series. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy o tym w redakcji, antycypując, że taki pewnie będzie następny krok w rozwoju tej linii.


Historia powstania tej konstrukcji to opowieść o zegarmistrzowskiej odwadze, z której Oris słynie od dawna. Prawdziwa niezależność manufaktury zaczyna się w momencie posiadania własnego mechanizmu, a tego jeszcze nie tak dawno marce brakowało. Przez pięć lat zespół inżynierów i zegarmistrzów, któremu przewodził dyrektor ds. operacyjnych - Beat Fischli, pracował nad stworzeniem od podstaw własnego mechanizmu, o wysokiej efektywności, niezawodności i rozsądnej cenie. Efektem tej determinacji była premiera bazowego Calibre 400 w roku 2020, a niedługo później jego ewolucji – Calibre 401 z komplikacją małej sekundy.
Jednym z wyróżników mechanizmów z serii 400 jest imponująca rezerwa chodu, wynosząca równe 5 dni, czyli 120 godzin. Inżynierowie Orisa osiągnęli ten imponujący wynik nie poprzez drastyczne obniżenie częstotliwości chodu mechanizmu, która wynosi klasyczne 4 Hz, czyli 28 800 wahnięć balansu na godzinę, lecz dzięki zastosowaniu wydajnego systemu dwubębnowego. Wewnątrz koperty pracują dwa bębny napędowe z przedłużonymi sprężynami głównymi. Energia uwalniana jest niezwykle liniowo, co zapewnia stabilną amplitudę balansowania, niezależnie od stopnia nakręcenia zegarka.
W dobie wszechobecnych smartfonów, laptopów i magnetycznych zamknięć torebek, pole magnetyczne jest największym wrogiem zegarka mechanicznego. Marka Oris podeszła do tematu bezkompromisowo: w konstrukcji Calibre 401 zastosowano ponad 30 elementów wykonanych z metali kolorowych oraz zaawansowanych materiałów antymagnetycznych. Kotwica i koło wychwytowe zostały wyprodukowane z krzemu, który jest całkowicie niewrażliwy na magnetyzm. Dzięki temu zegarek z zapasem spełnia rygorystyczne normy antymagnetyczne ISO 764.


Choć mechanizm nie posiada oficjalnego certyfikatu COSC, inżynierowie z Hölstein wyregulowali go przed opuszczeniem murów manufaktury z jeszcze większą surowością. Deklarowana przez producenta dokładność mieści się w przedziale od -3 do +5 sekund na dobę.
Warto również wspomnieć o innowacyjnym łożyskowaniu wahnika. Zamiast tradycyjnego, podatnego na zużycie łożyska kulkowego, zastosowano system ślizgowy oparty na trzpieniu o niskim współczynniku tarcia, co eliminuje jedną z najczęstszych przyczyn awarii w zegarkach z naciągiem automatycznym. Pewność Orisa co do jakości tego mechanizmu odzwierciedla bezprecedensowy program gwarancyjny - użytkownik otrzymuje aż 10 lat pełnej gwarancji zarówno na zegarek, jak i na mechanizm, z zalecanym interwałem serwisowym wynoszącym również 10 lat! Mechanizm ma średnicą 30 milimetrów, czyli 13 i ¼ linii paryskiej, zaś łożyskowany jest na 24 kamieniach.
Dekiel i tajemnica Tęczowego Niedźwiedzia
O ile front zegarka zachwyca powściągliwością, o tyle jego rewers (kryje w sobie spektakularną niespodziankę, która stanowi esencję edycji limitowanej Hölstein.
Dekiel zegarka jest stalowy i zakręcany. Na jego zewnętrznym obwodzie wygrawerowano tradycyjne specyfikacje techniczne: „STAINLESS STEEL”, „SAPPHIRE CRYSTAL”, oznaczenie referencji „7812 4081” oraz indywidualny numer limitacji – 001/250, przewidziano bowiem jedynie dwieście pięćdziesiąt sztuk modelu Artelier Hölstein Edition 2026.


Centralną część dekla zajmuje gładki, metalowy medalion, na którym zaimplementowano przełomową technologię obróbki powierzchniowej. Została ona opracowana we współpracy z instytutem innowacji „Inspire”, ściśle powiązanym z prestiżową szwajcarską uczelnią techniczną ETH Zurich. Za pomocą precyzyjnego, strukturalnego grawerowania laserowego na powierzchni stali odwzorowano postać kultowego misia – maskotki marki - Oris Bear.
Laser modyfikuje mikrostrukturę wierzchniej warstwy metalu w taki sposób, że działa ona jak pryzmat rozszczepiający światło. Efekt? Miś oraz otaczające go dwa koncentryczne kręgi mienią się pełną paletą barw tęczy. Nie ma tu kropli farby czy sztucznego pigmentu – to czysta fizyka i zaawansowana inżynieria optyczna.

Gdy zmieniamy kąt patrzenia, postać niedźwiadka przechodzi od chłodnych błękitów i szmaragdów, przez głęboką zieleń, aż po ciepłe odcienie żółci i fioletu. Ten genialny detal sprawia, że za każdym razem, gdy zdejmujesz zegarek z nadgarstka, stajesz się świadkiem małego, optycznego cudu. Widać to też na filmie, który jest nieco wyżej.
Zamsz, stal i drewno
Uzupełnieniem tego niezwykłego projektu jest pasek wykonany z naturalnej, miękkiej skóry zamszowej w głębokim, czekoladowo-szarym odcieniu. Faktura paska jest celowo matowa, delikatnie "włochata", co tworzy intrygujący kontrast z perfekcyjnie gładkimi, wypolerowanymi na błysk powierzchniami stalowej koperty. Od wewnętrznej strony pasek podszyto gładką, komfortową dla skóry podszewką z subtelnym tłoczeniem „ORIS VERITABLE CUIR”. Spójrzcie jak pięknie pasek „przegląda” się w lustrzanych powierzchniach koperty pomiędzy uchami, do których jest mocowany za pomocą teleskopów z systemem szybkiej zmiany.


Pasek wieńczy potrójne, stalowe zapięcie motylkowe z systemem mikroregulacji, które gwarantuje bezpieczeństwo podczas codziennego użytkowania. Zegarek ma wodoszczelność na poziomie 30 metrów, niedużo, ale jest to standardem w tego typu eleganckich modelach.
Każdy z 250 egzemplarzy Oris Artelier Hölstein Edition 2026 dostarczany jest w specjalnie zaprojektowanym, luksusowym etui wykonanym z ciemnego, naturalnego drewna. Wnętrze pudełka wyściełano jasnoszarym, miękkim materiałem, idealnie korelującym z barwą cyferblatu.
Zegarek z ludzką twarzą
Oris Artelier Hölstein Edition 2026 o nr ref. 401 7812 4081-Set to manifest niezależności firmy, która zaczęła się w 1904 roku w małej dolinie Waldenburg.
Dzięki genialnemu połączeniu dojrzałej mechaniki (mechanizm Calibre 401) z młodzieńczą, nieco przekorną wizją stylistyczną Leny Huwiler, marka Oris stworzyła zegarek mechaniczny o unikalnym charakterze. Z jednej strony oferuje on bezkompromisowe parametry techniczne i precyzję, z drugiej zaś – puszcza do właściciela oko poprzez lustrzany sekundnik i mieniącego się tęczą misia na deklu. To namacalny dowód na to, że haute horlogerie wcale nie musi być śmiertelnie poważne, by być genialnym. Życie jest przecież po to, by się nim cieszyć.


Cena detaliczna tego kolekcjonerskiego rarytasu została ustalona na poziomie 3 800 franków szwajcarskich, około 17 600 złotych, co przy uwzględnieniu manufakturowego mechanizmu z 5-dniową rezerwą chodu oraz tak restrykcyjnej limitacji stanowi – naszym zdaniem - uczciwą ofertę.
Sprawdź też nasze pozostałe publikacje dotyczące tej marki tu: zegarki Oris.









greenlogic.eu