Przez osiemdziesiąt sześć tysięcy trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć sekund na dobę ten zegarek zachowuje się jak zwyczajny, elegancki, trzywskazówkowy Rolex. Sekunda numer 86 400 jest inna. Dokładnie o północy tarczka z dniem tygodnia, tarczka z miesiącem i niebieska wskazówka daty ruszają w tej samej chwili, i w tej samej chwili się zatrzymują. Nie ma powolnego ruchu, nie ma trwającego kwadrans przewijania, nie ma momentu, w którym w okienku widać pół czwartku i pół piątku. Jest cisza, mikroskopijne kliknięcie pod tarczą i nowa data, ustawiona idealnie w punkt.
Marka Rolex rzadko zaskakuje, jest do znudzenia powtarzalna i poprawna, ale właśnie w tym tkwi jej siła, bo po pierwsze - tego oczekują jej klienci, a po drugie, wszyscy wiemy, że lepsze jest wrogiem dobrego. Rolex nie czekał na Watches and Wonders. Nowy model Perpetual Padellone z pełnym kalendarzem rocznym i wskazaniem faz księżyca, oraz nowym mechanizmem pracującym w rytmie 5 Hz, marka pokazała tam, gdzie przed siedemdziesięciu laty wymyślono jego nazwę.
Dlaczego nie Genewa?
Rolex ma zwyczaj, od którego prawie nie odstępuje - nowości pokazuje raz w roku, wiosną, w Genewie, na targach Watches and Wonders. Kalendarz branżowy jest tak ustawiony, że kolejna edycja przypadnie dopiero wiosną 2027 roku. Wyjątki od tej reguły można policzyć na palcach jednej ręki - Deepsea Challenge, Deepsea D-Blue, Daytona Le Mans. Wspólny mianownik jest zawsze ten sam – chodzi o zegarek, któremu marka chce poświęcić całe wydarzenie i przykuć uwagę świata, zamiast „topić” go w powodzi kilkunastu innych premier.
Dlatego 15 września 2026 roku Padellone dostał taki właśnie przywilej.
Zobaczmy ten model na krótkim wideo:
Pokazano go dziennikarzom i partnerom handlowym w Palazzo Serbelloni przy Corso Venezia — neoklasycystycznym pałacu z końca XVIII wieku, zaprojektowanym przez Simone Cantoniego, w którym w 1796 roku przez trzy miesiące mieszkali Napoleon i Józefina. Dziś to jedna z tych mediolańskich lokalizacji, w których odbywają się pokazy podczas Salone del Mobile i wystawy sztuki. Trudno o bardziej wyrafinowany wybór scenografii dla zegarka, który sam siebie opisuje jako spotkanie tradycji z technologią.
Powód wyboru miasta podał sam prezes marki, Jean-Frédéric Dufour, w rozmowie z „Financial Timesem” - tłumaczył, że Mediolan wybrano dlatego, że to włoscy kolekcjonerzy wymyślili nazwę tego modelu zegarka. Przypominał o sile historycznej więzi Rolexa z Włochami, zwłaszcza w latach 70. i 80. XX wieku, gdy o losach modelu w skali globalnej decydowało to, czy przyjmie się na Półwyspie Apenińskim. Jeśli zegarek odniósł sukces we Włoszech, odnosił go na całym świecie.
Nazwa „Padellone” została nadana przez ludzi, którzy przez wiele lat mówili o pewnej referencji per „Padellone” czyli… patelnia.

Firma Rolex najpierw przyjęła ten przydomek jako oficjalną nazwę modelu, a potem pojechał go zaprezentować tam, skąd przydomek pochodzi.
Skąd się wzięła „patelnia”?
Archiwalna model Rolexa o referencji 8171 powstawał od końca lat 40. ubiegłego wieku do mniej więcej 1953 roku, w bardzo krótkich seriach. Miał kopertę o średnicy 38 milimetrów i dziś to wymiar, przy którym my, kolekcjonerzy i kolekcjonerki kiwamy głowami z aprobatą i mówimy „vintage”. W 1949 roku był to jednak rozmiar niemal absurdalny - zegarki męskie mierzyły 33–35 milimetrów, a Rolex o referencji 8171 był nie tylko szeroki, ale i płaski, z lekko wypukłą tarczą i wciskanym deklem, bo nie należał do rodziny Oyster i nie udawał, że jest wodoszczelny. Włosi spojrzeli na ten szeroki, płaski jak naleśnik zegarek na nadgarstku i nazwali go „padellone” - patelnisko.
Model 8171 miał pełny kalendarz, czyli oferujący wskazania dni tygodnia i miesiąca w dwóch okienkach pod dwunastką, datę na obwodzie - wskazywaną błękitną wskazówką, oraz fazę księżyca w okrągłym okienku na szóstej.

Zdjęcie: Rolex o referencji 8171 „Padellone”
Miał też bliskiego krewnego, zegarek o referencji 6062 - wersję w kopercie Oyster, dziś równie legendarną. Oba należą do ścisłej czołówki vintage'owych Rolexów. Egzemplarze 8171 osiągają na aukcjach kwoty od wysokich rejestrów sześciocyfrowych po ponad milion dolarów, w zależności od materiału z jakiego wykonana jest koperta i stanu zachowania, a kluczowe jest to, ile razy koperta była polerowana, bo większość z nich ma dziś krawędzie starte jak stary kamień na progu domu na włoskiej prowincji.
I jeszcze jeden szczegół, pozornie błahy, który okaże się ważny: na subtarczy wskazania faz księżyca w Rolexie 8171 ciało niebieskie miało twarz, naiwną, niemal dziecięcą. Zapamiętajcie ją, bo jeszcze do tego wrócimy.
Rolex, ale nie Oyster
Nowy, współczesny Padellone nie urósł znacząco, mierzy bowiem 39 milimetrów średnicy i 12,2 milimetra wysokości, przy rozpiętości uch około 45 milimetrów.


Pierścień lunety marka Rolex podzieliła na dwie strefy: dolna część ma klasyczne, drobne ryflowanie, górna jest gładka i wypukła. Efekt jest taki, że pierścień wokół tarczy wygląda inaczej patrząc z każdego kąta - od góry to spokojna, lustrzana kopuła, od boku nagle zapala się rząd pionowych błysków na ząbkach. To rozwiązanie znane z Perpetual 1908, ale w tym zegarku nabiera sensu historycznego, bowiem 8171 miał gładką lunetę, więc ryflowanie jest tu cytatem nie z pierwowzoru, lecz z całej reszty dorobku marki.
Szkło jest szafirowe, wypukłe, z nałożoną obustronną powłoką antyodblaskową - wypukłość ma znaczenie, bo optyka szkła „zakrzywia” zewnętrzny pierścień tarczy z datownikiem i sprawia, że skala daty „ucieka” pod lunetę, dokładnie tak, jak w zegarkach ze szkłami z pleksi sprzed siedemdziesięciu lat. Dekiel jest przeszkolony, wkręcany, z drobnym ryflowaniem na obrzeżu, a zastosowane szkło szafirowe ma również powłokę przeciwodblaskową, żeby nic nie przeszkadzało w oglądaniu mechanizmu.



Koronka – wykonana ze złota lub platyny, żłobkowana i wypukła - nie jest wkręcana, bo Padellone nie jest Oysterem, a wodoszczelność tego eleganckiego zegarka mechanicznego wynosi 50 metrów, w więc sam raz dla modelu wizytowego.
Na bokach środkowej części koperty schowano cztery korektory - są dyskretne, wyglądają jak wtopione w jej polerowaną powierzchnię, a obsługujemy je rysikiem. Ich rozmieszczenie jest logiczne: miesiąc na godzinie 2., data na 4., faza księżyca na 8., dzień tygodnia na 10. Co istotne, każde z tych wskazań można korygować o dowolnej porze dnia - także w okolicach północy, gdy mechanizm szykuje się do przeskoku — bez ryzyka dla mechanizmu. To zasługa systemu bezpiecznego szybkiego nastawiania, który rozłącza korektor od kół zębatych w krytycznym momencie regulacji.
Ziarno i kawałek nieba
Tarcza jest - moim zdaniem – najlepszym elementem w tym zegarku i to ona zdecyduje o tym, czy ktoś się w nim zakocha. Jej środek pokrywa drobnoziarnista faktura - drobna, nieregularna, matowa, przypominająca szron widoczny na szybie albo papier ścierny. Nie ma w niej połysku, więc światło nie odbija się od niej, tylko w niej grzęźnie - „intensywna biel” Rolexa w pochmurny dzień wygląda jak kość słoniowa, a w słońcu robi się niemal kredowa.

Wokół tego matowego pola biegnie wyżej osadzony, wąski pierścień o delikatnie ziarnistej strukturze, dużo drobniejszej niż cały cyferblat, na którym wydrukowano czarną skalę wskazania daty od 1 do 31, oraz skalę minutowo-sekundową w postaci toru kolejowego. Nakładane indeksy godzinowe są fasetowane, wykonane z 18-karatowego różowego złota w wersji Everose i z 18-karatowego białego złota w platynowej. Na godzinach 3. i 9. zamiast indeksów zastosowano pełne cyfry arabskie, o miękkim, lekko retro kroju, a na dwunastej – korona Rolexa.
Wskazówka godzinowa jest w stylu Bregueta - cienki trzpień zakończony pustym w środku kółkiem, ten sam styl, który znamy z modelu 1908, a jednocześnie wyraźne odejście od dauphine'ów z modelu 8171. Datę wskazuje osobna, centralna wskazówka, pokryta niebieską powłoką PVD, zakończona wąskim sierpem księżyca.

Pod dwunastką, w dwóch prostokątnych okienkach z ramkami, widnieją dzień tygodnia i miesiąc po angielsku, oznaczone skrótami trzyliterowymi. Nad kołem faz księżyca łukiem biegnie napis „SUPERLATIVE CHRONOMETER”, rozdzielony na dwie części przez wskaźnik cyklu.
Nie taki zwyczajny „moonphase”
Większość zegarków ma tak samo rozwiązane wskazanie faz księżyca - pod tarczą kręci się dysk z dwoma wymalowanymi księżycami, a faliste wycięcie zasłania część obrazu, tworząc iluzję sierpa. W Padellone postawiono na inny rodzaj wizualizacji. Dysk jest widoczny w całości, okrągły, pokryty niebieską emalią i nic go nie przysłania. Wykonuje jeden pełny obrót w ciągu miesiąca synodycznego, czyli 29 dni, 12 godzin, 44 minut i 3 sekund.

Na dysku umieszczono dwa ciała niebieskie, oba wycięte z kawałka meteorytu i sferyczne. Jedno zostało pozostawione w naturalnym, jasnym odcieniu - to pełnia, zaś drugie pokryto ciemnoniebieską powłoką PVD - to nów.
Nad dyskiem, na tarczy, umieszczono mały trójkątny wskaźnik. W ciągu cyklu raz pod wskaźnikiem ustawia się pełnia, dwa tygodnie później nów, a przez cały czas między nimi obie kule powoli wędrują po emaliowanym niebie, pokazując nie tyle „ile księżyca widać”, co „ile czasu upłynęło od poprzedniego nowiu”. Wokół nich rozsypano na powierzchni niebieskiego dysku gwiazdy. I wreszcie ten szczegół, który przenosi całość z poziomu inżynierii do stylu rozrywki - na pełni i na nowiu nadrukowano twarze metodą tampodruku. To ta sama naiwna, senna mina, którą miał Księżyc na tarczy 8171. Na pełni czarna, na nowiu srebrna. To mrugnięcie okiem do kolekcjonerów, którzy nazwę „Padellone” wymyślili.
Settimo - siedem ogniw w rzędzie
Wersja, wokół której zbudowano całą komunikację premiery, to złoto Everose na bransolecie Settimo, która zadebiutowała w 2025 roku z modelem Perpetual 1908, a jej nazwa pochodzi wprost od konstrukcji, która składa się z siedmiu rzędów bardzo drobnych, lekko wyprofilowanych ogniw, polerowanych na wszystkich powierzchniach.


Wizualnie to bransoleta bliższa biżuterii niż zegarmistrzostwu. Gęsta siatka maleńkich, lustrzanych elementów, która na nadgarstku faluje i migocze zamiast świecić jednolitą taflą, jak Oyster czy Jubilee.
Dotykowo jest zaskakująco lekka wizualnie i bardzo miękka - mnogość ogniw oznacza mnóstwo przegubów, więc bransoleta układa się na nadgarstku raczej jak tkanina niż jak metal. Sposób mocowania do koperty jest nowy i objęty zgłoszeniem patentowym, a zapięcie - składane Crownclasp - jest całkowicie ukryte, żeby nie przerywać rytmu ogniw. Patrząc na bransoletę z góry, nie dałoby się wskazać miejsca, w którym się zamyka, gdyby nie umieszczona tam korona.


Alternatywą są paski wykonane ze skóry aligatora: matowy brąz do złota i matowa czerń do platyny. Tu również ukryto „smaczek”. Podszewka jest z cielęcej skóry w kolorze zielonym - tym samym zielonym, który marka Rolex zarezerwowała dla siebie - a szwy dobrano ton w ton do wierzchu. Pasek spina podwójne składane zapięcie Dualclasp, zaprojektowane tak, by zawsze „siedziało” centralnie na spodzie nadgarstka.
Trzy wcielenia
Wszystkie trzy wersje Rolex Perpetual Padellone wchodzą do stałej kolekcji, żadna nie jest edycją limitowaną. Referencja 53505-0002 to Everose z białą tarczą na brązowym „aligatorze”, 53505-0003 to Everose z białą tarczą na bransolecie Settimo — wariant najbardziej okazały i najdroższy, zaś 53506-0002 w kopercie z platyny o tarczy w kolorze „ice blue” na pasku ze skóry aligatora w kolorze czarnym.

Ceny zegarków Perpetual Padellone na rynek Szwajcarski podano na poziomie 52 500, 64 800 i 59 000 franków z podatkiem, zaś w Stanach Zjednoczonych, odpowiednio 59 000, 72 800 i 66 200 dolarów.
Moim faworytem jest zdecydowanie ten model w wersji z platynową kopertą i niebieskim cyferblatem. Szkoda tylko, że na dziś nie mieści się w moim budżecie, podobnie jak pozostałe dwie wersje.
Mechanizm Kaliber 7190, który „wie”, ile dni ma miesiąc
Za przeszklonym deklem pracuje nowy, opracowany i produkowany w całości przez markę Rolex mechanizm o oznaczeniu 7190, przeznaczony wyłącznie dla tego modelu zegarka. Jest objęty trzydziestoma zgłoszeniami patentowymi, z czego dwa dotyczą rozwiązań, których nie ma nigdzie indziej. Ma 35 kamieni łożyskujących, automatyczny naciąg dwukierunkowy i około 66 godzin rezerwy chodu.

Konstrukcyjnie mechanizm 7190 wywodzi się z kalibru 7135, przedstawionego w 2025 roku w modelu Rolex Land-Dweller. Należy do rodziny 71XX, która jest cieńsza od większości mechanizmów tej szwajcarskiej marki, i to właśnie ta cecha pozwoliła „upchnąć” pełny kalendarz z fazą księżyca w kopercie o wysokości 12,20 milimetra.
Od strony estetycznej mamy ażurowy wahnik wykonany z żółtego złota, mostki zdobione dekoracją Rolex Côtes de Genève, czyli wersją klasycznych pasów genewskich, w której między pasmami biegnie dodatkowy, polerowany rowek a do tego wykończenia: szczotkowanie, perłowanie powierzchni, i polerowane fazowanych krawędzi.
Kalendarz roczny, ale nie wieczny
Słowo „Perpetual” w nazwie może być mylące, bowiem w Rolexie oznacza ono naciąg za pomocą wahnika, rozwiązanie opatentowane przez markę w 1931 roku, a nie wieczny kalendarz. Padellone ma kalendarz roczny - sam rozróżnia miesiące 30- i 31-dniowe, więc przez jedenaście miesięcy w roku nie wymaga żadnej ingerencji, korekty potrzebuje jedynie raz w roku, gdy luty przechodzi w marzec. Rozwiązanie, który to umożliwia, nazwano „Haplos” i jest to jedna z najbardziej elegancko zaprojektowanych komplikacji konstrukcji mechanizmu jakie znam.

Zwykle kalendarze roczne i wieczne budują swoją „pamięć” na osobnym kole programowym z wyfrezowanymi zatokami o różnej głębokości, wokół którego rośnie konstelacja dźwigni. Rolex poszedł w przeciwną stronę i sprowadził całość do dwóch elementów dołożonych do mechanizmu: dodatkowego palca zabieraka i dźwigni rocznej. Programowanie kalendarza wygrawerowano na spodniej stronie tarczki miesiąca - to samo koło, które widzimy w okienku, zawiera na spodniej stronie informację dla dźwigni o tym, w którym miesiącu jesteśmy. Zamiast dokładać element, konstruktorzy wykorzystali komponent, który i tak już tam był i pełnił taką samą rolę dla obserwatora. Cały system objęto zgłoszeniem patentowym.
O północy w Padellone
Popis kunsztu konstruktorów to natychmiastowość zmiany wskazań daty. W wielu pełnych kalendarzach wskazania zmieniają się kolejno albo pełzną przez kilka minut wokół północy, bo mechanizm nie ma dość energii, żeby poruszyć trzy tarcze naraz. Tu energia jest gromadzona wcześniej w sprężynie i uwalniana jednym impulsem: data, dzień i miesiąc przeskakują jednocześnie, w ułamku sekundy, dokładnie o północy. Dzięki temu wskazania są zawsze idealnie wyśrodkowane w okienkach, a nie zawieszone w połowie drogi.

Dla użytkownika oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, przyjemność czysto teatralną, bo taki przeskok to jedno z najładniejszych zjawisk w mechanicznym zegarku. Po drugie, spokój - nie ma tu „strefy ryzyka” między 21:00 a 3:00, w której nie wolno korygować wskazań, bo korektory zabezpieczono właśnie na tę okoliczność.
Dynapulse – szybciej i nowocześniej
Interesująca inżynieria w tym zegarku nie dotyczy jedynie wskazania kalendarza, ale również wychwytu. Mechanizm kaliber 7190 pracuje bowiem z częstotliwością 5 Hz, czyli 36 000 wahnięć balansu na godzinę, a zawdzięcza to zastosowaniu wychwytu Dynapulse — konstrukcji, którą Rolex przedstawił w 2025 roku w kalibrze 7135 i którą objął siedmioma patentami. Wiem, że ciągle przewijają się te patenty, ale nic na to nie poradzę, że marka Rolex wszystko patentuje.
Wyższa częstotliwość oscylacji balansu sama w sobie jest korzystna dla dokładności, bowiem balans wykonujący więcej drgań na sekundę jest mniej wrażliwy na wstrząsy i zmiany pozycji, a po zaburzeniu szybciej wraca do równowagi. Problem polega na tym, że w klasycznym układzie płacimy za to wyższym zużyciem energii – „szybszy” balans to więcej cykli, więcej tarcia i krótsza rezerwa chodu, albo większa sprężyna, a więc często grubszy lub większy mechanizm. Cel Dynapulse'a był więc zdefiniowany „negatywnie” - podnieść częstotliwość z 4 Hz do 5 Hz, nie zużywając więcej energii i nie zajmując więcej miejsca niż dotychczasowy wychwyt Chronergy.
Dynapulse to wychwyt o sekwencyjnym rozdziale energii, mający około 30% wyższą sprawność energetyczną od klasycznego wychwytu szwajcarskiego kotwicowego przy tych samych gabarytach.


Architektura wygląda tak: koło czwarte napędza pierwsze koło wychwytowe, to zaś wprawia w ruch drugie koło wychwytowe, ale tylko jedno z nich jest połączone z kołem zębatym przekładni. Żadne z kół nie jest sprzęgnięte bezpośrednio z balansem. Oba działają na wahliwy element pośredni, nazwany „impulse rocker”, i dopiero on przekazuje impuls balansowi oraz odpowiada za blokowanie i zwalnianie. To dlatego Dynapulse nie jest wychwytem naturalnym w rozumieniu Bregueta, mimo dwóch kół wychwytowych, bowiem w wychwycie naturalnym impuls jest przekazywany bezpośrednio. Sedno wynalazku leży w geometrii kół, ponieważ zamiast typowych 15 zębów, marka Rolex dała kołom wychwytowym tylko sześć.
Podziałka rośnie wiec z 24 do 60 stopni, a to pozwala wykonać koła wychwytowe drastycznie mniejsze w stosunku do balansu. Mniejsze koło to mniejsza masa własna i znacznie mniejsza bezwładność, a więc łatwiej je rozpędzić i zatrzymać - a w wychwycie oscylującym pięć razy na sekundę to właśnie rozpędzanie i hamowanie kół pożera energię. Ceną było dołożenie piątego koła w przekładni, ale dodatkowe tarcie okazało się nieporównanie mniejsze niż zysk z lekkości kół.
Drugi filar efektywności to powierzchnie - krzem trawiony metodą DRIE pozwala uzyskać kształty niemożliwe do wykonania w stali - polerowane wierzchołki zębów i wypukłe, a nie płaskie powierzchnie impulsowe. W efekcie zamiast ślizgania, które jest przekleństwem wychwytu kotwicowego, elementy raczej przetaczają się po sobie, niż trą. Tarcie ślizgowe praktycznie znika. Układ mógłby teoretycznie pracować bez smaru, ale Rolex mimo to stosuje olej. Krzem ma też tę zaletę, że jest niemagnetyczny, więc cały wychwyt jest obojętny na pola magnetyczne.

Mechanizm zapewnia 66 godzin rezerwy chodu przy częstotliwości 5 herców, czyli dokładnie tyle, ile daje starszy mechanizm Rolex kaliber 7140 z wychwytem Chronergy pracujący na 4 Hz. Tu producent wykazuje się nowoczesnym myśleniem i wierzy w technologię, inaczej niż w przeszłości, bowiem – jeśli pamiętacie – w Daytonie obniżył częstotliwość pracy El Primero z 5 Hz do 4Hz dla podniesienia trwałości i wydłużenia interwałów serwisowych.
Syloxi – nowe wcielenie mocy
Wychwyt to jednak tylko połowa układu regulacyjnego, drugą połową jest balans ze sprężyną włosową, a tu Rolex zebrał komplet własnych technologii. Sprężyna Syloxi jest wykonana z krzemu i opatentowana zarówno pod względem materiału, jak i geometrii. Syloxi mocowana jest w dwóch punktach pod mostkiem balansu, co eliminuje typowe dla klasycznych sprężyn niesymetryczne obciążenie.
Przejście na wyższą częstotliwość wymagało zaprojektowania sprężyny od nowa. W kalibrze 7190 zwoje Syloxi są wyraźnie grubsze niż w poprzednich aplikacjach. Grubszy zwój to większa sztywność, a większa sztywność to większy moment siły, którego potrzeba, żeby utrzymać balans w rytmie dziesięciu wahnięć na sekundę.

Reszta regulatora jest równie niecodzienna. Oś balansu wykonano z ceramiki, opatentowanej przez markę, a sam balans jest z bezołowiowego stopu mosiądzu, dobranego również pod kątem odporności na pola magnetyczne - o zmiennej bezwładności, regulowanego dwoma złotymi wkrętami Microstella. Całość spina mostek przechodzący nad balansem z dwóch stron, sztywniejszy od klasycznego mostka wspornikowego.
Zielona pieczęć i dwie sekundy na dobę
Każdy Padellone opuszcza manufakturę z certyfikatem Superlative Chronometer i zieloną pieczęcią oraz pięcioletnią gwarancją międzynarodową. To certyfikacja wewnętrzna, ale kontrolowana przez uznane, niezależne instytucje szwajcarskie, i nakładana na oficjalną certyfikację chronometryczną samego mechanizmu.


Liczby są tu ostrzejsze niż w standardzie branżowym, po zamknięciu mechanizmu w kopercie dokładność chodu zegarka musi mieścić się w przedziale od –2 do +2 sekund na dobę.
Nasza opinia o zegarku Rolex Perpetual Padellone
Często bywa tak, że dana prestiżowa marka poprze nowy model udowadnia coś rynkowi. Tutaj wygląda to raczej tak, jakby udowadniała coś sobie. Zegarek, który przez siedemdziesiąt lat był dla kolekcjonerów synonimem staroświeckiego uroku, wrócił jako najbardziej zaawansowany technicznie model w ofercie marki Rolex.









greenlogic.eu