Niektóre zegarki powstają po to, by odmierzać czas, inne dlatego, że ktoś zadał sobie pytanie: czy da się zrobić to inaczej? Wyobraźcie sobie chłodny poranek, na stole leży papierowa mapa, której rogi zdążyły już zmięknąć od wilgoci. Obok niej kompas, notatnik o mocno wytartej okładce, karabińczyki, kawałek grubej liny i niewielki scyzoryk. To wyposażenie człowieka, który nie planuje spędzić dnia przy biurku. Kogoś, kto lubi wiedzieć, gdzie jest, dokąd zmierza i ile czasu pozostało do zachodu słońca. Na środku tego niewielkiego świata leży zegarek.
Nie błyszczy wypolerowanymi powierzchniami niczym biżuteria i nie próbuje udowadniać swojej wartości złotem ani komplikacjami konstrukcji mechanizmu. Jest narzędziem, takim, które można założyć rano i zdjąć dopiero wtedy, gdy dzień naprawdę się skończy. Cyfry wyglądają znajomo, wszystko przypomina klasyczny model typu „field watch”, jednak w południe dzieje się coś, czego większość współczesnych miłośników zegarków nigdy wcześniej nie widziała. Tarcza dosłownie zmienia sposób wskazywania czasu.

Numery od 1 do 12 ustępują miejsca wartościom od 13 do 24.
To nie jest wyświetlacz LCD, ale mechaniczna komplikacja, której praktycznie nie spotyka się we współczesnych zegarkach naręcznych. Właśnie ona stała się sercem i wyróżnikiem modelu Erebus Twenty-Four – zegarka, który z pozoru wygląda znajomo, ale skrywa rozwiązanie zdolne zaskoczyć nawet doświadczonych kolekcjonerów. Producent określa go jako "field watch with a twist", czyli zegarek terenowy z nieoczywistym zwrotem akcji. Trudno o trafniejsze określenie.
Marka, która narodziła się po drugiej stronie kamery
Historia marki Erebus jest dość świeża, nie znajdziemy tutaj opowieści o alpejskiej manufakturze ani rodzinie zegarmistrzów, przekazujących sobie fach przez sześć pokoleń, ale paradoksalnie właśnie to czyni tę historię interesującą. Za marką stoją dwaj ludzie doskonale znani miłośnikom dobrze wykonanych zegarków o bardzo racjonalnych cenach.
Pierwszym z nich jest Jody – Australijczyk o szkockich korzeniach, twórca niezwykle popularnego kanału YouTube „Just One More Watch”. Od 2016 roku opublikował setki recenzji, analizując konstrukcje zarówno wielkich producentów, jak i niewielkich mikrobrandów. Przez lata oglądał, rozbierał na czynniki pierwsze i oceniał kolejne modele. Z czasem pojawiła się naturalna refleksja – skoro przez tyle lat oceniał cudze projekty, może nadszedł moment, aby stworzyć własny.
Drugim współzałożycielem jest Steven – Nowozelandczyk, którego kolekcja liczy ponad czterysta zegarków. To nie tylko imponująca liczba. To tysiące godzin spędzonych na porównywaniu kopert, mechanizmów, tarcz, indeksów, wskazówek i ergonomii. Kiedy spotkał Jody'ego, szybko okazało się, że łączy ich podobne podejście do zegarmistrzostwa – zamiast logo na tarczy liczy się przede wszystkim jakość wykonania oraz uczciwie skalkulowana cena.

Zdjęcie: Jody Musgrove i Steven Parker, źródło erebuswatches
Tak narodził się Erebus, marka, której przewagą jest doświadczenie zdobyte po drugiej stronie rynku – przez ludzi, którzy przez lata słuchali opinii klientów, analizowali zalety i wady setek modeli zegarków oraz dokładnie wiedzieli, za co użytkownicy są gotowi zapłacić, a czego zupełnie nie potrzebują.
Mikrobrand, który nie chce wyglądać jak… mikrobrand
Rynek niezależnych producentów nigdy wcześniej nie był tak bogaty, niemal każdego miesiąca pojawiają się nowe marki, nowe projekty i kolejne kampanie crowdfundingowe. Doskonałym przykładem stałe rozwoju tego typu producentów oraz rosnącego zainteresowania nimi także w Polsce był tegoroczny AuroChronos 2026. Często jednak wiele z nich korzysta z identycznych komponentów i bardzo podobnych projektów. Ergo, nie wyróżniają się niczym, poza logo.
Marka Erebus od początku próbowała pójść inną drogą.


Nie chodziło wyłącznie o stworzenie solidnego zegarka z szkłem szafirowym i dobrym mechanizmem w atrakcyjnej cenie. Takich zegarków jest dziś na rynku bardzo dużo. Potrzebny był element, który sprawiłby, że właściciel będzie miał powód spojrzeć na swój zegarek jeszcze raz. Nie dlatego, że zapomniał, która jest godzina. Dlatego, że będzie go po prostu fascynował.
Dawny pomysł w nowoczesnym wydaniu
Historia zegarmistrzostwa pełna jest rozwiązań, które z różnych powodów zniknęły, jedne okazały się zbyt kosztowne, inne były zbyt skomplikowane, jeszcze inne przestały być potrzebne. Komplikacja konstrukcji mechanizmu, zastosowana w modelu Erebus Twenty-Four, należy właśnie do tej ostatniej grupy. Producent postanowił przywrócić rozwiązanie, którego od wielu dekad praktycznie nie potykano w seryjnie produkowanych zegarkach. O godzinie dwunastej w południe wszystkie cyfry widoczne na tarczy zmieniają się. Tam, gdzie rano znajdowała się cyfra 1, pojawia się 13. Dwójka zamienia się w 14, trójka w 15 i tak aż do liczby 24. O północy cały proces przebiega odwrotnie, a tarcza wraca do klasycznego układu godzin od 1 do 12.
To rozwiązanie ma w sobie coś niezwykle satysfakcjonującego, większość zegarków z czasem przestaje zaskakiwać swojego właściciela. Po kilku dniach czy tygodniach stają się codziennym narzędziem. Wydaje mi się natomiast, iż Erebus Twenty-Four zachowuje pewną dozę magii, każde południe i każda północ są niewielkim spektaklem mechaniki.


Świadomość, że pod tarczą właśnie pracuje specjalnie zmodyfikowany mechanizm zmieniający wszystkie oznaczenia godzin, sprawia, że trudno przejść obok tego obojętnie. To nie jest komplikacja, która ma imponować liczbą wskazań, ale sprawia zwyczajną przyjemność z użytkowania. I być może właśnie dlatego wydaje mi się tak świeża i ciekawa.
Między światłem a cieniem
Jest pewien moment, który zna chyba każdy miłośnik zegarków, to chwila tuż po wyjęciu nowego nabytku z pudełka. Jeszcze nie patrzymy na mechanizm, nie zastanawiamy się nad rezerwą chodu ani nie analizujemy parametrów, tylko po prostu obracamy zegarek w dłoni. I właśnie wtedy Erebus Twenty-Four zaczyna opowiadać swoją historię. Im dłużej jednak światło przesuwa się po kopercie, tym więcej można dostrzec. Projektanci świadomie zrezygnowali z efektownego przepychu na rzecz wyraźnie zdefiniowanych płaszczyzn. To klasyczna szkoła projektowania zegarków narzędziowych, gdzie każda linia ma uzasadnienie, a estetyka wynika z funkcji.
Patrząc z boku, uwagę zwracają przede wszystkim ucha.


Nie są cienkie ani delikatnie wyciągnięte, jak w eleganckich modelach typu „dress watch”. Mają zdecydowaną geometrię i wyraźnie zaznaczone krawędzie. Od górnej powierzchni aż po sam koniec biegnie równomierne szczotkowanie powierzchni, które rozprasza światło miękkimi pasami. Nie odbija go punktowo, jak polerowana stal, lecz tworzy subtelną, satynową poświatę. Kontynuują zakrzywioną linie boku koperty. Koperta jest jednocześnie surowa i wyrafinowana.
Dwa rozmiary
To jedna z tych cech, która pokazuje, że projektanci naprawdę słuchają użytkowników - zamiast przekonywać wszystkich do jednego rozmiaru koperty, marka Erebus przygotowała dwie wersje.
Pierwsza ma obudowę o średnicy 38 milimetrów, druga o dwa milimetry więcej. Na papierze różnica wydaje się niewielka, na nadgarstku zmienia jednak zaskakująco dużo. Model Erebus Twenty-Four w wariancie 38 milimetrów jest wierny klasycznym zegarkom polowym z połowy XX wieku. Sprawia wrażenie zwartego, proporcjonalnego i bardzo wygodnego w użytkowaniu, nawet po założeniu na szczupły nadgarstek. To rozmiar, który właściwie znika podczas noszenia.
Czterdziestka daje już zupełnie inne odczucia. Tarcza zyskuje więcej przestrzeni, wskazówki wydają się dłuższe, a sama obecność zegarka na ręce staje się wyraźniejsza. Nadal nie jest to jednak współczesny "oversize". Zachowano rozsądne proporcje, dzięki czemu model ten nie sprawia wrażenia przesadzonego gabarytowo.


Co istotne, obie wersje zegarka mają identyczną grubość, wynoszącą zaledwie 11,6 milimetra, to wartość, która pozwala zegarkowi bez problemu wsunąć się pod mankiet koszuli, ale jednocześnie daje poczucie solidności podczas codziennego użytkowania.
Koronka jest stosunkowo duża, mocno karbowana i bardzo wygodna w obsłudze, już pierwszy rzut oka zdradza, że projektanci nie traktowali jej wyłącznie jako ozdobnika. Na jej czole umieszczono logo marki Erebus, raczej dyskretny podpis projektanta niż demonstracja marki, a takie detale bardzo często decydują o odbiorze całego zegarka.
Tarcza, która ożywa dwa razy dziennie
Największą siłą Twenty-Four nie jest jednak koperta, ale cyferblat. Na pierwszy rzut oka wygląda znajomo - klasyczny układ, czytelne indeksy i proporcjonalne wskazówki. Nic nie zapowiada niespodzianki. Dopiero po chwili wzrok zatrzymuje się na cyfrach, które nie są nadrukowane na powierzchni tarczy, ale każda z nich znajduje się we własnym, delikatnie zagłębionym okrągłym okienku. To rozwiązanie nadaje tarczy przestrzenności.
Zamiast płaskiego nadruku otrzymujemy kompozycję złożoną z wielu poziomów. Światło wpadające pod kątem rysuje subtelne cienie wokół każdego okna, dzięki czemu nawet spokojna tarcza zyskuje głębię.


Centralną część zdobi krzyż linii dzielących cyferblat na sektory, a sam środkowy obszar może być gładki lub ziarnisty. Są też wersje ozdobione logo Erebusa albo motywem delikatnym motywem izolinii. Topograficzne linie idealnie wpisują się w charakter zegarka terenowego. Przywołują skojarzenia z papierowymi mapami, kompasami i wyprawami poza utarte szlaki. Nie dominują projektu, lecz dyskretnie budują jego tożsamość.
Najciekawszy wydaje mi się jednak pierścień z godzinami, za okrągłymi okienkami skrywa się obrotowy dysk. O godzinie dwunastej w południe dysk wykonuje obrót, odsłaniając liczby od 13 do 24. Wieczorem nie patrzymy więc na godzinę "8", lecz "20". O północy sytuacja odwraca się i zegarek wraca do klasycznego oznaczenia godzin od 1 do 12.
To rozwiązanie ma ogromną zaletę praktyczną. Osoby pracujące zmianowo, jak chociażby piloci, żeglarze, ratownicy czy wojskowi od dawna posługują się zapisem 24-godzinnym, który eliminuje ryzyko pomyłki między porankiem a wieczorem. Tutaj nie trzeba wykonywać w głowie żadnych obliczeń. Zegarek sam pokazuje odpowiednią godzinę, mechanicznie, bez baterii, wyświetlacza czy elektroniki. I właśnie dlatego robi takie wrażenie.


Na koniec omawiania tarczy jeszcze szkło. Dobre szkło w zegarku jest trochę jak dobre nagłośnienie w sali koncertowej, najlepiej, kiedy o nim zapominamy. Erebus zastosował płaskie szkło szafirowe pokryte aż sześcioma warstwami powłoki antyrefleksyjnej. Efekt jest zauważalny (a właściwie niezauważalny) od pierwszego spojrzenia, bowiem szkło niemal znika.
Mechanizm - zmodyfikowana Miyota 9000
Największym wyzwaniem podczas projektowania modelu Twenty-Four nie było narysowanie koperty, ani zaprojektowanie atrakcyjnej tarczy. Prawdziwa praca rozpoczęła się tam, gdzie większość użytkowników nigdy nie zagląda. Pod cyferblatem. Punktem wyjścia został mechanizm z cenionej rodziny Miyota 9000 – jedna z najbardziej udanych współczesnych konstrukcji produkowanych przez grupę Citizen. To mechanizm znany z wysokiej częstotliwości pracy, na poziomie 28 800 wahnięć balansu na godzinę, możliwości ręcznego dokręcania, praktycznej funkcji stop-sekundy oraz smukłej konstrukcji. Do tego uchodzi za trwały i łatwy w serwisowaniu.

Na tym jednak historia się nie kończy. Aby zegarek mógł dwukrotnie w ciągu doby zmieniać komplet oznaczeń godzin, standardowy mechanizm wymagał dodania własnego rozwiązania. Inżynierowie Erebus opracowali własny moduł współpracujący z bazowym tworem Miyoty. To właśnie on odpowiada za zsynchronizowane przestawienie dysku godzinowego dokładnie o zerowej i dwunastej. Dysk godzinowy działa podobnie jak pierścień datownika, ale przeskakuje dwa razy na dobę, raz zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a raz przeciwnie. Wszystko odbywa się w ułamku sekundy ze słyszalnym, mechanicznym klikiem.
Kolor ma znaczenie
Są zegarki, które bez względu na kolor pozostają dokładnie takie same. W Erebus Twenty-Four jest inaczej, tutaj kolor nie jest dodatkiem, to on nadaje zegarkowi osobowość. Projektanci nie stworzyli jednej wersji i nie pomalowali jej na kilka odcieni. Każdy wariant sprawia wrażenie przemyślanej interpretacji tej samej idei – klasycznego „field watcha”, który za każdym razem opowiada nieco inną historię. Spośród wszystkich odmian najbardziej chyba przyciąga wzrok czerwień, która nie próbuje być elegancka. Czerwony Twenty-Four nie przypomina zegarków, które zazwyczaj kojarzymy z tym kolorem, ponieważ nie ma lakierowanej tarczy ani nie jest krzykliwy. To odcień przypominający wypłowiałą flagę ekspedycji polarnej, która przez wiele tygodni powiewała na mroźnym wietrze. Jest w nim energia, ale również pewna surowość.


Kolor nie konkuruje z indeksami, jest raczej nagrodą dla właściciela, który po kilku dniach noszenia nadal lubi na niego spoglądać. Właśnie to odróżnia dobrze zaprojektowaną tarczę od zwykłego nadruku.
W zegarku zastosowano szerokie, czytelne wskazówki typu „pencil”, których polerowane powierzchnie doskonale kontrastują z matową tarczą i satynowym wykończeniem koperty. Ich środkowe wypełnienie masą Super-LumiNova BGW9 zapewnia wysoką czytelność po zmroku, a w ciągu dnia tworzy wyraźny kontrast z tarczą. Ramię sekundnika jest bardzo długie i cienkie, ale zakończone wyraźnym, czerwonym trójkątnym grotem.
Prostota, która pasuje do charakteru zegarka
Pasek jest prosty i klasyczny, gładka skóra o delikatnie matowym wykończeniu sprawia wrażenie solidnej, ale nieprzesadnie sztywnej, wygląda na materiał, który z czasem nabierze charakteru, a nie zużyje się. W czerwonej wersji zastosowano pasek w identycznym odcieniu jak tarcza, a to bywa ryzykownym zabiegiem. Tutaj jednak zaskakująco dobrze współgra z matową stalą koperty.

Jasne przeszycia dodatkowo przełamują intensywność czerwieni, nawiązując jednocześnie do stylistyki dawnych pasków wojskowych. Producent dołącza również pasek NATO, dzięki czemu właściciel może w ciągu kilku minut całkowicie zmienić charakter zegarka – z bardziej codziennego na typowo „terenowy”.
Nasza opinia o zegarku Erebus Twenty-Four
W świecie mikrobrandów naprawdę trudno dziś zaskoczyć. Rynek jest nasycony solidnie wykonanymi zegarkami z niezawodnymi mechanizmami Miyoty, Seiko czy Sellity. Większość z nich oferuje bardzo dobry stosunek jakości do ceny, ale niewiele wnosi do świata zegarmistrzostwa coś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Erebus Twenty-Four jest jednym z tych nielicznych wyjątków. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie klasycznego zegarka „polowego”. Nie epatuje futurystyczną stylistyką ani przesadnie skomplikowaną konstrukcją. Projektanci postawili na prostotę, czytelność i proporcje, które od dziesięcioleci sprawdzają się w zegarkach tworzonych z myślą o codziennym użytkowaniu.

Mechaniczna zmiana oznaczeń godzin z układu 1–12 na 13–24 nie jest komplikacją, bez której nie da się żyć. Nie zastąpi stopera podczas pomiaru czasu ani wskazań GMT w podróży. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że właśnie takie rozwiązania przypominają, dlaczego wielu z nas fascynuje się zegarmistrzostwem. Nie wszystko musi być ekstremalnie użyteczne. Czasem wystarczy świadomość, że pod tarczą pracuje mechanizm zmodyfikowany w pomysłowy sposób, który dwa razy na dobę wykonuje precyzyjnie zaplanowany "spektakl". To właśnie takie detale budują emocjonalną więź z przedmiotem. Dużym atutem jest także dostępność dwóch średnic koperty: 38 i 40 milimetrów. To rozwiązanie coraz częściej oczekiwane przez świadomych entuzjastów zegarków, którzy chcą wybierać nie tylko kolor tarczy, ale również proporcje najlepiej odpowiadające ich nadgarstkowi. Erebus nie zmusza do kompromisów – daje wybór.
Czy Twenty-Four jest zegarkiem dla każdego? Niekoniecznie
Osoby poszukujące klasycznego nurka, sportowego chronografu czy eleganckiego garniturowca prawdopodobnie skierują wzrok gdzie indziej. Jeśli jednak ktoś ceni mikrobrandy, lubi rozwiązania wykraczające poza utarte schematy i szuka zegarka, który potrafi zaskoczyć nie efekciarstwem, lecz pomysłowością, Erebus Twenty-Four zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Największym sukcesem jego twórców nie jest jednak sama komplikacja konstrukcji, ale to, że udało im się stworzyć zegarek, który po kilku tygodniach noszenia nadal zachęca, by od czasu do czasu spojrzeć na niego nie dlatego, że chcemy sprawdzić godzinę, ale dlatego, że po prostu sprawia przyjemność. A przecież właśnie o to chodzi w dobrym zegarmistrzostwie.
Erebus Twenty-Four – cena i dostępność
Wariant modelu Erebus Twenty-Four z kopertą 38 milimetrów ma w sobie coś z dawnych zegarków wojskowych – jest zwarty, dyskretny i wyjątkowo wierny klasycznym proporcjom. Model 40 milimetrów oferuje nieco więcej obecności na ręce, ale nie traci przy tym swojego narzędziowego charakteru.

W obu przypadkach zachowano tę samą architekturę koperty, identyczne wykończenie powierzchni obudowy i ten sam, świetnie wyważony projekt. Cena również jest identyczna, to 2 282 złote netto w przedsprzedaży, a wraz z wysyłką do polski, podatkiem i cłem – 3 125 złotych.
12:00 10.08.2026Zegarki
Erebus Twenty-Four. Pomysłowy i zaskakujący zegarek mechaniczny z antypodów
Odsłuchaj ten artykuł:
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Tagi:
zegarki męskie klasycznesrebrny zegareknietypowe zegarkizegarki wojskowezegarek męski na paskuzegarki sportowezegarek mechanicznyzegarki automatycznezegarki męskie mechaniczne
REKLAMA
Pierwszy Kurs Wiedzy Zegarmistrzowskiej dla Kolekcjonerów i Amatorów w Zegarmistrzowskiej - relacja!
Ile razy zdarzyło się wam utknąć na prostym problemie związanym z waszym zegarkiem? Jak często zadajecie sobie któreś z pytań: - po co te wszystkie zegarkowe kamienie? - ...
RUHLA Chronograf – zegarek z nieistniejącego już kraju!
Zegarki vintage, prócz ogromnego uroku, ciekawego design’u oraz tradycyjnych werków mechanicznych, często posiadają także bardzo ciekawą historię. W przypadku prezentowan ...
Zapomniana historia firmy „Lusina Watches" - Abraham Adolf Pamm i jego Klan
Patek i Czapek – któż z nas nie kojarzy tych nazwisk. Dwaj polscy emigranci, których współpraca stała się podwaliną pod powstanie jednej z najznakomitszych i najbardziej ...
Zenith Chronomaster Original Triple Calendar Lapis Lazuli. Rozbudowane funkcje i tarcza z kamienia
Model od manufaktury Zenith o nazwie Chronomaster Original Triple Calendar, z tarczą wykonaną z Lapis Lazuli, jest jedną z najgorętszych, tegorocznych nowości na rynku lu ...
Świetna kolorystyka i mechaniczny wysokościomierz. Oris x Bamford ProPilot Altimeter Mission Control
Szwajcarska marka Oris w ostatnich latach zaprezentowała całą serię zegarków o dość śmiałym designie, w mocno charakterystycznym stylu. Któż z nas nie pamięta świetnych i ...
Watches & Wonders 2026 - relacja i zdjęcia. W skrócie: “Bigger, Better & Bolder”
Dokładnie 25 lutego, Adrian we wstępie do relacji z naszego dwudniowego pobytu w Monachium napisał: „…niemalże nie zauważyłem, kiedy minął rok od naszej poprzedniej wizyt ...
Bulova Marine Star Series C Precisionist 98B421. Sportowy styl nurkowy z dozą elegancji
Bulova Marine Star C Series HPQ Precisionist o nr ref. 98B421 to męski zegarek sportowy z kolekcji Marine Star, który łączy w sobie cechy nurkowego modelu do codziennego ...
Orient Bambino 38 mm. Esencja zegarmistrzostwa w minimalistycznej formie
Orient Bambino to fenomen. Bardzo prosty i elegancki zegarek mechaniczny, bazujący na kodach projektowych z lat 50. XX wieku, stał się rynkowym hitem. Na początku występu ...
Erebus Twenty-Four. Pomysłowy i zaskakujący zegarek mechaniczny z antypodów
Niektóre zegarki powstają po to, by odmierzać czas, inne dlatego, że ktoś zadał sobie pytanie: czy da się zrobić to inaczej? Wyobraźcie sobie chłodny poranek, na stole le ...
Ulysse Nardin Freak X. Awangardowe zegarki w nowej wersji z mikro-rotorem
Marka Ulysse Nardin wprowadza w 2026 roku kolekcję obejmującą trzy nowe odsłony modelu Freak X, zróżnicowane pod względem materiałów, kolorystyki i charakteru wykończenia ...
Wideo recenzja Omegi Speedmaster Professional „White Dial”, czyli 8 dni z białym Moonwatchem
Zapraszamy do obejrzenia video recenzji zegarka Speedmaster Professional „White Dial”, marki Omega. Nasz redakcyjny kolega Marcin prezentował ten model niedawno w formie ...
Epos Sport 3506 SK. Sportowy zegarek mechaniczny ze szkieletowaną tarczą
Biorąc pod uwagę zegarkowy rynek na przestrzeni ostatnich lat, a konkretnie tę jego część, którą możemy powiązać ze stylistyką zegarków, pokazał nam on jakim geniuszem w ...









greenlogic.eu