Dziś czas liczy się praktycznie w każdej konkurencji sportowej, nawet podczas gry w golfa, skokach do wody i skokach narciarskich. Wszędzie tam liczy się wynik, albo to, ile czasu zajęło wykonanie próby. Czas precyzyjnie liczą zawodowcy i amatorzy. Prześledźmy historię związku czasu ze sportem.
Jest 31 lipca 1932 roku. W Los Angeles trwają Igrzyska Olimpijskie. Do mety biegu na 10 tysięcy metrów zbliża się Janusz Kusociński. Polak przed niespełna dwoma miesiącami pobił rekordy świata - na 3 tys. metrów i na 4 mile. Teraz nie daje szans rywalom i spokojnie przebiega linię mety. W prawej ramce archiwalnego filmu widać trzy obracają się pierścienie. Pierwszy wskazuje minuty, drugi sekundy, a trzeci ich dziesiąte części. Pierścienie zatrzymują się na 30 minucie i 11,4 sekundy. To olimpijski rekord, a Kusociński jest do tego pierwszym mężczyzną, który zdobył złoty olimpijski medal dla Polski.

Zapisać czas
- W czasach narodzin sportu o wskazaniu zwycięzcy decydował tylko człowiek. Sędzia, który czekał na linii mety i ustalał, który rydwan i biegacz przekroczył ją pierwszy. Gwarancją poprawności werdyktu był jego autorytet - mówi Grzegorz Lipiński, sędzia międzynarodowy w lekkoatletyce i łyżwiarstwie szybkim, profesjonalnie zajmujący się pomiarem czasu m. in. w wyścigach konnych i kolarstwie. Czas w sporcie szybko zaczął odgrywać należną mu rolę. Na Igrzyskach Olimpijskich w starożytnej Grecji czuwali nad nim sędziowie, zwani hellanodikami. Poza baczeniem na przebieg rywalizacji musieli kontrolować przepływ piasku lub wody w klepsydrach.
- Pierwszy stoper powstał w 1816 roku, jego konstruktorem był francuski zegarmistrz Louis Moinet. Ważnym wynalazkiem był chronograf, który pojawił się w 1821 roku. Chronos to „czas”, a grapho oznacza „pisze” - urządzenie skonstruowane przez francuskiego zegarmistrza Nicolasa Mathieu Rieusseca faktycznie zapisywało czas, czarną kreskę na kartce papieru. Wykorzystywano je np. przy wyścigach konnych - tłumaczy Władysław Meller, zegarmistrz, zegarkowy publicysta i prezes firmy odCzasu doCzasu. Chronograf nie był poręczny, zajmował drewnianą skrzynkę. Dziś chronografami nazywa się urządzenia do rejestrowania czasu.
W 1831 roku pojawił się stoper ręczny z doskakującą wskazówką, co umożliwiło prosty pomiar czasu pośredniego. Natomiast w 1896 roku na pierwszych nowożytnych Igrzysk w Atenach czas mierzono stoperami, które pracowały z dokładnością do 1/10 sekundy.
W 1928 roku pojawił się stoper dzięki, któremu możliwe stało się wyznaczanie czasu pośredniego, czyli różnicy pomiędzy dwoma rezultatami. Był całkiem nieporęczny, miał podwójny licznik i wielkość ówczesnego chronografu. Gdy wskazówka na jednej tarczy zatrzymywała się, na drugiej trwał dalej pomiar.

Do gry wchodzą szwajcarzy
Bracia Louis-Paul i César Brandt mieli nie tylko talent zegarmistrzowski, ale także marketingowy. Swój pierwszy stoper skonstruowali w 1891 roku. Firma, którą założył ich ojciec istniała już od pół wieku, a oni wymyślili dla niej chwytliwą nazwę - Omega. Stoper braci Brandt odmierzał czas z dokładnością 1/5 sekundy. Czasomierze braci Brandt przemierzyły długą drogę na szczyt, by w 1932 roku zdefiniować chronometraż sportowy. Do Los Angeles 30 ręcznych stoperów przywiózł młody szwajcarski zegarmistrz. Z dokładnością 1/10 sekundy odmierzyły czas 14 konkurencji lekkoatletycznych i pływackich.
Sędziowie na zawodach siedzieli na linii mety na czymś, co przypominało schodki. Zazwyczaj trzech pierwszych, licząc od dołu, łapało pierwszego zawodnika, dwóch drugiego, a ci dalej już po jednym. Wciskali stoper w chwili wystrzału z pistoletu startowego, a potem zatrzymywali go, gdy uznali że zawodnik przebiegł przez metę - mówi Grzegorz Lipiński. Sędziowie wpisywali czas w formularzu, a sędzia główny porównywał wyniki. Regularnie zdarzały się sytuacje, w których sędziowie w biegu na przykład na 100 metrów podawali: 10,1 - 10,2 - 10,3. Zgodnie z przepisami, należało wybrać czas środkowy. Jednak ostateczna decyzja należała i tak do sędziego głównego.
Zdarzały się sytuacje bulwersujące. Wszystko w tych czasach było względne i umowne. Nikt nie mógł być pewny, że jego 10,1 sekundy to na prawdę 10,1 sekundy - mówi Grzegorz Lipiński. Na Igrzyskach zimowych pomiar czasu dokonywany był jeszcze prościej. Ponieważ nie było bramek, więc jeden zegar był na górze, a drugi na dole stoku. Na kartce papieru notowano czas startu i numer. Potem na dole sędziowie notowali czas przyjazdu. Wynik ustalano przez porównanie obydwu zapisów.
20 sekund
Berlin, 1936 rok. Bohaterem Igrzysk rozgrywanych w stolicy III Rzeszy jest Jesse Owens. Fenomenalny czarnoskóry amerykański lekkoatleta zdobywa tam cztery złote medale. Wygrywa w skoku w dal, w biegu na 100 m i 200 m, biegnie w złotej sztafecie 4 × 100 m. Jessemu szacunek okazuje nawet Hitler, od którego dostaje zdjęcie z autografem. O telegramie z gratulacjami zapominał natomiast prezydent USA Delano Roosevelt. Nie zaspała za to Omega. Wyniki sportowców zmierzono 185 stoperami. Obiecującą nowinką techniczną był fotofinisz. Próby z fotografowaniem i filmowaniem sportowców na mecie nie były niczym nowym.

Kombinowano na różne sposoby. Ktoś ciągnął za sznurek przymocowany do migawki aparatu albo robił to za niego obracający się bęben. W Berlinie w końcu klisza kręciła się z odpowiednią dla rejestracji ruchu zawodników prędkością. Był jednak problem z wywołaniem zdjęć, bo to musiało potrwać, a cały świat chciał szybko poznać wyniki - mówi sędzia Lipiński. Wygrywał ten, kto pierwszy dotarł do linii mety. Ta w lekkoatletyce ma szerokość 5 centymetrów i zaczyna tam, gdzie kończy się dystans. Zwycięża ten, kto pierwszy przetnie początek linii tułowiem.
Dziś, choć technika fotofiniszu jest już bliska doskonałości, nadal bywa niełatwo. - Tors zaczyna się dokładnie tam gdzie zaczyna się kość obojczykowa. - Czasami, gdy na przykład pierwsi na mecie są czarnoskórzy sportowcy, a układ anatomiczny ciał jest splątany, to postawienie kreski, która pokazuje gdzie zaczyna się obojczyk zwycięzcy nie jest łatwe - mówi Grzegorz Lipiński.
Dramaturgii sytuacji dodaje fakt, że zdarza się, że na podanie werdyktu czekają miliardy telewidzów, a zgodnie z regulaminem sędziowie mają na to 20 sekund. - Świadomość tego, jakie będą konsekwencje pomyłki sprawia, że niekiedy bywa naprawdę nerwowo - mówi Grzegorz Lipiński. Takie emocje zna z autopsji, jest jednym z dziesięciu sędziów na świecie upoważnionych do sędziowania na najpoważniejszych zawodach.


Magiczne oko
Na kolejną rewolucję chronometraż sportowy musiał poczekać do 1948 roku. Na metach konkurencji szybkościowych rozgrywanych na olimpiadzie w St. Mortiz pojawiła się fotokomórka. Od tej pory pomiar zaczynał się, gdy zawodnik przekraczał bramkę startową, a kończył, gdy przecinał na mecie wiązkę światła. Magiczne oko - tak nazywano fotokomórkę - nie było nowością.
Już w 1931 roku wykorzystano je do otwierania drzwi w jednym z amerykańskich sklepów. Jednak przeniesienie tej technologi do sportu nie było proste. Gdy tylko ucichł wojenny zgiełk, Omega powierzyła to zdanie swoim trzem technikom. Pracowali trzy lata, a efektem ich poczynań było urządzenie działające sprawnie i zimą i latem. Na letnich Igrzyskach w Londynie fotokomórka zadomowiła się już na dobre. Pomiar czasu rozpoczynał wystrzał pistoletu startowego, a kończyło go przecięcie światła. Fotokomórka zatrzymywała stopery Omegi, które rejestrowały rezultaty z dokładnością 1/1000 sekundy. Coraz lepiej sprawował się fotofinisz.

Nowinek było więcej. Na mecie nie było już taśmy, a sportowcy nie musieli przed startem kopać dołków, bo pojawiły się bloki startowe. Przez kolejne cztery lata inżynierowie nie próżnowali i na następnych Igrzyskach w Helsinkach działało już urządzenie do automatycznego nagrywania i drukowania wyników. Ważyło 17 kilogramów i tak jak pierwszy chronograf było nieporęczne. Było za to zasilane baterią, a więc przenośne. Dzięki temu, że zostało ustawione na linii mety finału 100 metrów mężczyzn, ustalony został sprawnie zwycięzca. Sędziowie mieliby twardy orzech do zgryzienia, bo rezultat 10,4 sekundy zarejestrowany ręcznie stoperami Omegi miało aż czterech biegaczy. Dzięki elektronice mogli pewnie ogłosić, że wygrał Lindy Remigino.
Skandal w stylu dowolnym
Dyscypliną, która nadal opierała się technicznym nowościom było pływanie. Na mecie na każdego z pływaków czekali trzej sędziowie ze stoperem. Zadaniem arbitrów było zatrzymanie stoperów w momencie, gdy zawodnik dotknie do ściany basenu. Wszystko działało sprawnie, aż do Olimpiady w Rzymie, na której wybuchł skandal.
W finale wyścigu na 100 metrów stylem dowolnym stopery trzech sędziów pokazały, że najlepszy czas uzyskał Amerykanin Lanca Larson, a drugi jest Australijczyk John Devitt. Pomimo to zarządzone zostało głosowanie, a gdy i ono nie rozstrzygnęło sprawy, zadecydował główny sędzia. Zadecydował, że wygrał Devitt. Ta decyzja, choć oprotestowana, utrzymała się w mocy i do historii sportu trafił kuriozalny wynik. Devitt został olimpijskim mistrzem z czasem 55,2, A Larson ustanowił nowy olimpijski rekord - 55,1.


Cztery lata wcześniej na Igrzyskach w Melbourne Omega zaprezentowała swoje urządzenie Swim-Eight-O-Matic Timer, które zautomatyzowało start pływaków. Jednak nadal otwarta była kwestia tego, jak zmierzyć precyzyjnie czas na mecie. W 1967 roku - na rok przed olimpiadą w Meksyku - Szwajcarzy zaprezentowali tablicę dotykową, gdy pływak dotykał do niej pomiar czas zatrzymywał się.
Omega zajęła się także skonstruowaniem tablic, na których wyświetlano wyniki sportowców. Była to paląca potrzeba, bo przed ekranami telewizorów zasiadały już miliardy widzów. Z myślą o nich Omega stworzyła kolejną nowinkę techniczną, dzięki której w 1964 roku w trakcie olimpiady zimowej w Insbrucku na ekranach pod pędzącym narciarzami widać było ich aktualny czas.



Nie tylko elektronika
Kolejny przełom to Olimpiada w Meksyku, rok 1968. Na tych Igrzyskach pracuje 45 chronometrażystów Omegi, którzy obsługą 8 ton sprzętu. Wykorzystują m.in. dopracowany fotofinisz, który precyzyjnie pozwala zarejestrować finisz każdego z uczestników biegu. Wywołanie i powiększenie zdjęcia trwało minutę. Urządzenie pozwala nie tylko sfilmować, ale także precyzyjnie ustalić czas.
Tradycyjne analogowe stopery przestały być potrzebne. Od tamtej pory czas w lekkoatletyce mierzony jest elektronicznie z dokładnością pięciu zer po przecinku. To jeszcze nic, w porównaniu do dokładności z jaką mierzone są rezultaty na zawodach lotniczych. Tam dokładność pomiaru wynosi 1/50000 sekundy.


W grach zespołowych czas mierzą dziś często urządzenia ze wskaźnikami analogowymi i oczywiście sędziowskie stopery. Na początku chronometrażysta uruchamia zegar na boisku, a w ślad za nim sędziowie stopery w swoich zegarkach. Wszędzie, gdzie mierzony jest czas meczu lub pojedynku, zegar uruchamia człowiek. Główny arbiter na boisku kieruje się informacjami od pozostałych sędziów i jego zadaniem jest ewentualne doliczenie czasu gry. Czasami problemy techniczne wprowadzają zamieszanie. Widziałem mecz koszykówki, na którym dwa elektroniczne zegary wskazywały różny czas - mówi Grzegorz Lipiński.
Dziesięciu na mecie
Ostatnim przełomowym dokonaniem sportowych chronometrażystów jest rozwiązanie, w którym zawodnicy wyposażani są w czipy. Zna to dobrze każdy, kto choć raz wystartował w masowym biegu, triathlonie lub zawodach MTB. Zaletą tego systemu jest relatywnie niska cena i wielka wydajność. Problem zaczyna się wtedy, gdy chcemy ustalić dokładnie kto był który. Dokładność techniki czipowej nie jest satysfakcjonująca. Gdy na linii mety pojawi się dziesięciu zawodników, to bardzo prawdopodobnie, że urządzenie nie poradzi sobie ze wskazaniem prawidłowej kolejności - mówi Grzegorz Lipiński. Kluczem do dokładności pomiaru jest jakość sprzętu, a co za tym idzie cena.
Dodatkowo elektronika bywa zawodna. Dlatego na zawodach jeden z sędziów nadal mierzy czas ręcznym elektronicznym stoperem, a potem wpisuje wynika do formularza. Po co? A co, jeżeli zepsuje się główne urządzenie? Nikt nigdy nie odtworzy warunków w jakich walczyli sportowcy.
Sport dzieje się raz - mówi sędzia Lipiński.

Za futurystycznymi elektronicznymi „pistoletami” startowymi (w 2010 roku na olimpiadzie w Vancouver zastąpiły broń palną) sędzia Lipiński też nie przepada. - Kiedyś zwodnicy słyszeli jak odwodzony jest kurek, jak obraca się magazynek i naciskany jest spust. To było dla nich ważne, więc szkoda - tłumaczy.
Nic jednak nie zatrzyma postępu. Dziś chronometraż sportowy to transpondery, sensory, laserowe fotokomórki i kamery wideo wysokiej prędkości.
Skrócona wersja artykułu ukazała się w drukowanym kwartalniku Zegarki i Pasja w trzecim kwartale 2018 roku. Wersja elektroniczna tego numeru kwartalnika jest stale do pobrania tu - Magazyn Zegarki i Pasja nr 6
Alexander Kłoś
12:56 18.10.2018Wiedza
Chronometraż sportowy – „Sport dzieje się raz”
REKLAMA
Stepan Sarpaneva, twórca Sarpaneva Watches – wyjątkowe zegarki z Finlandii
Najprawdopodobniej jego nazwisko niewiele wam mówi, tak samo, jak fakt, że urodził się w 1970 roku i pochodzi z Helsinek w Finlandii. 50-letni dziś Stepan Sarpaneva od na ...
Komplikacje konstrukcji modułu naciągu zegarka
W części wprowadzającej przedstawiliśmy funkcje i najważniejsze zmiany konstrukcyjne modułu naciągu zegarka, prowadzące do uzyskania rozwiązania, które zostało przyjęte j ...
Komplikacje konstrukcji modułu naciągu zegarka
By jakiekolwiek urządzenie mechaniczne mogło działać, musi ono mieć w dowolny sposób dostarczoną, i w dowolnej formie zgromadzoną, odpowiedniego rodzaju energię. Dla zega ...
Norqain Freedom 60 Chrono Enjoy Life Special Edition. Smakuj życie, ciesz się każdą sekundą
W świecie zegarmistrzostwa, gdzie elegancja często spotyka się z klasyczną powściągliwością, od kilku lat „dzieje się” kolorowo. Nawet prestiżowe marki, oferujące relatyw ...
Od DS do DS Concept Extreme Shock Resistance. Historia i ewolucja systemu Certiny
Odsłuchaj podcast przedstawiający historię systemu DS: W małym szwajcarskim miasteczku Grenchen, w sercu doliny Jury, gdzie czas odmierzały precyzyjne uderzenia zegarmist ...
Hejt w sieci. Jak mu przeciwdziałać i odmienić klimat rozmowy, także w zegarkowej wspólnocie
Zapewne każdy z użytkowników i każda z użytkowniczek Internetu podczas korzystania z portali i serwisów internetowych bądź wszelkich platform społecznościowych spotkali s ...
Zanim wstanie słońce. Grand Seiko Spring Drive U.F.A. Limited Edition "Violet Dawn"
Grand Seiko, prestiżowa marka uosabiająca japońską filozofię perfekcji, nieustannie poszukuje inspiracji w naturze i tradycji, aby tworzyć zegarki o niezrównanej precyzji ...
Testujemy: Crafter Blue z serii CX03. Jeden pasek do zegarka, wiele możliwości
Firma Crafter Blue jest znana miłośnikom i miłośniczkom zegarków, szczególnie tych nurkowych, ponieważ specjalizuje się tworzeniu pasków gumowych z gumy FKM, czyli tych, ...
GoS Watches. Szwedzkie rzemiosło i zegarki jak miecze wikingów (AuroChronos 2026)
Czy można zamknąć duszę skandynawskiej zimy w przedmiocie o średnicy niewiele przekraczającej czterdzieści milimetrów? To pytanie wydaje się prowokacyjne, dopóki nie spoj ...
Louis Vuitton x De Bethune LVDB-03 GMT i Sympathique Louis Varius. Sztuka podróżowania… w czasie
Branża zegarmistrzowska po raz kolejny została wprawiona w zdumienie za sprawą nieoczekiwanej współpracy dwóch manufaktur: Louis Vuitton i De Bethune. Obie marki wchodzą ...
Przegląd 21 zegarków na rok Ognistego Konia 2026. Szczególny czas, raz na 60 lat!
Rok 2026 w chińskim kalendarzu księżycowym to czas szczególny i rzadko spotykany – rok Ognistego Konia (Bing Wu). To połączenie występuje tylko raz na 60 lat i budzi w ku ...
Meridiano i AndoAndoAndo. Dwie niezależne marki łamiące zegarkowe schematy (AuroChronos 2026)
Już pod koniec maja 2026 roku stolica Polski stanie się miejscem wyjątkowego święta zegarmistrzostwa. W dniach 30–31 maja, w samym sercu Warszawy, odbędzie się AuroChrono ...









greenlogic.eu