Niedawno minęło 51 lat od premiery zegarka, który według wielu wstrząsnął przemysłem zegarmistrzowskim. Rocznica, nawet jeśli niezbyt okrągła, wydaje się dobrym pretekstem do powspominania… i przy okazji spojrzenia z nieco innej perspektywy na to czym był, oraz jaką rolę odegrał Seiko Astron – jeden z pierwszych, komercyjnych naręcznych zegarków kwarcowych na świecie.
Dawno, dawno temu…
…za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w pięknie położonej Szwajcarii, produkowano najlepsze zegarki na świecie. Pewnego dnia Seiko wprowadziło do sprzedaży pierwszy zegarek kwarcowy i świat zmienił się na zawsze. Otworzyły się drzwi dla azjatyckiej „taniochy”, a branżę zegarmistrzowską dotknął największy kryzys w historii.
Chwileczkę...
A co, jeśli to nie do końca prawda?
Model Astron rzeczywiście był ładnym, świetnie leżącym na ręku zegarkiem. Złota koperta. Praktyczny jak zegarki z automatycznym naciągiem sprężyny – też nie trzeba go było nakręcać. Tylko wygodniejszy. Lżejszy. Cieńszy.
Precyzja chodu oscylowała w okolicach jednej minuty rocznie. Zegarek z automatycznym naciągiem uzbierałby około godziny w tym samym czasie. „Skacząca” sekunda była funkcją wtedy zupełnie nową, nieopatrzoną i wyglądała bardzo atrakcyjne. Była też możliwość zerowania wskazań dla precyzyjnego ustawiania.


Wady?
Dostępny był tylko w Japonii.
W pierwszym wypuście powstało tylko sto sztuk. Seiko było gotowe do kolejnej tury produkcji dopiero w 1971 roku. Użycie rewolucyjnego napędu miało też swoje konsekwencje. W razie awarii nikt poza krajem Kwitnącej Wiśni nie był w stanie go serwisować. A nawet gdyby, użytkownik straciłby prawa gwarancyjne.
No i metka. W przeliczeniu wychodziło jakieś 1250 dolarów. Ceny w katalogu Patek Philippe w latach sześćdziesiątych zaczynały się już od około połowy tej kwoty. A marka Seiko w zakresie konstrukcji zegarka kwarcowego była pierwsza tylko o włos. Zaraz po niej, w kwietniu 1970 roku, na targach Baselworld, świat ujrzał zegarki kwarce marek: Bulova, Universal, Omega, CEH’s, Rado i jeszcze parę innych. A w maju wyszła cyfra Hamiltona.
Czy to naprawdę Astron tak wstrząsnął światem?
Jeśli nie Astron, to co?
Przez chwilę poczuj się jak prezes dużej korporacji.
Wyobraź sobie, że jesteś szefem firmy. Może grupy SSIH z Omegą w koronie lub ASUAG z Longines? To w latach siedemdziesiątych odpowiednio trzeci i czwarty producent zegarków na świecie. Można wybrać coś innego. Opcji jest dużo. Wasza praca to prowadzenie tej firmy i orientacja w aktualnej sytuacji w branży.
No to staramy się być „na czasie”:
Od 1928 roku Pan I. Koga z Tokyo Institute of Technology właściwie co dwa, trzy lata publikował jakieś nowości dotyczące kryształów kwarcu i ich wykorzystania.
Zaczął od kamieni kwarcowych w kształcie kamertonu. Jak w Astronie – przypadek? Na wypadek gdyby to nie było wskazówką, to w 1932 roku, w Bell Telephone Labolatories Lack, Horton i Marrison zbudowali pierwszy zegar sterowany kwarcem (patent USA 1778833 złożony w marcu 1928 r.). W środowiskach naukowych zawrzało.
W 1936 ziarno kwarcu rozpoczęło sterowanie chronografem Gibbs służącym do kontrolowania częstotliwości innych zegarów. W 1939 roku Obserwatorium Greenwich kupiło swój pierwszy zegar kwarcowy i już rok później większość laboratoriów na świecie zaczęło przechodzić na tę technologię.
W 1948 roku Barbeen i Brattain z Bell Labs pokazują światu tranzystor. Szwajcarzy zaczynają powoli budzić się ze snu. Na razie bardziej na zasadzie uczestnictwa w akademickiej dyskusji niż komercyjnego przedsięwzięcia. Patek Philippe otwiera dział elektroniczny. A ESA już niedługo pokazuje pierwszy kwarcowy „swiss made” i testuje go w Obserwatorium w Neuchatel. Za kilka lat Longines wygrywa tam konkurs na dokładność ze swoim 53-kilogramowym „maleństwem”.
W Stanach tymczasem rusza produkcja syntetycznych kryształów kwarcu, a niejaki pan Kilby składa patent na układ scalony. Przez lata sześćdziesiąte Szwajcarzy (Patek-Philippe, Ulisse-Nardin, ESA, Longines) zgłaszają swe konstrukcje do konkursów, ale w 1962 roku Seiko ma już domowe zegary zasilane prądem. Za chwilę będą wystarczająco lekkie i małe, by powiesić ja na ścianie. Żeby zrobić krok dalej trzeba tylko zmniejszyć pobór energii.

A w konkursach napędom kwarcowym idzie naprawdę nieźle.
W tym czasie obserwatorium w Neuchâtel stało się miejscem, w którym branża porównywała wyniki produkcji precyzyjnych zegarków w różnych kategoriach. Konkursy były organizowane przez przemysł szwajcarski. Zwycięzcom konkursu chronometrycznego zapewniono uznanie na całym świecie. Jednak mechanizmy kwarcowe, również i szwajcarskie, zaczęły dominować tak bardzo nad mechanizmami mechanicznymi, że w 1967 roku przeprowadzono konkursy naręcznych zegarków z chronometrem po raz ostatni.
Zainteresowanie konkurencją zasadniczo przestało istnieć. Po 1968 roku certyfikaty chronometrów na zegarki zostały dostarczone bez aspektu konkursowego.
W tym momencie, a nawet wcześniej, gdy w trakcie Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1964 Seiko pokazało swoją wizję sportowych pomiarów czasu, Szwajcarzy powinni dostać przynajmniej gęsiej skórki. I chyba dostali. Oj Prezesi. Nie wypada powiedzieć wprost, co bym wam zrobił, gdybym był waszą radą nadzorczą.
Jakie okoliczności były sprzyjające, a jakie nie
Sprzyjający był przede wszystkim kryzys naftowy, który rozpoczęły wydarzenia z 1973 roku (wojna izraelsko-arabska). Był to również rok w którym Seiko wprowadziło na rynek cyfry z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym. Niebawem wiele surowców podrożało, cena ropy skoczyła o 600%, a dolar zanurkował ostro w dół względem walut europejskich. Kurs względem jena był dosyć stabilny. Przynajmniej na początku.
Jeszcze w 1974 roku Szwajcaria wyeksportowała rekordową liczbę zegarków. Jednak już za chwilę ich produkty w przeliczeniu na dolara stały się kosmicznie drogie. W tej kwestii Japończykom dopisało szczęście. Firma Seiko, od II wojny światowej do powiedzmy końca lat pięćdziesiątych, miała ciągle dużo do udowodnienia. Gdzieś od 1959-1960 roku ich oferta była już na naprawdę dobrze rozumianym, światowym poziomie.
W roku 1970 już nikt nie produkował więcej niż oni. Mieli też pierwszy chronograf z automatycznym naciągiem sprężyny, „automatyczną piątkę”, czyli modele s serii 5, oraz podpatrzoną u Amerykanów, po swojemu rozwiniętą technologię kwarcową.


A zamiast rzucić się jak reszta świata na zaskakująco drogie „ledy” (złoty, hamiltonowski Pulsar zdobiła metka na kwotę 2100 dolarów) zainwestowali poważny wysiłek w wyświetlacze LCD.
To właśnie cyfrowe zegarki LCD zrobiły na rynku „wejście smoka”.
Zegarki typu LED taniały równie szybko jak się nudziły. W kwestii kwarcu konstruktorzy Seiko byli jakieś 10 lat przed Szwajcarami. A prawa Moor’a grały na ich korzyść. Japończyków można lubić. Można nie lubić. Ale trzeba przyznać.
Ktoś tu po prostu odrobił lekcje.
A co u Szwajcarów?
Z czym do ludzi…
Po pierwsze mówienie o „Szwajcarach” jak o jednym organizmie to spore nieporozumienie. Przed reformami Nicolasa Hayeka, mieliśmy do czynienia ze wspomnianymi dwiema dużymi grupami SSIH i ASUAG. Reszta branży składała się właściwie z setek marek, z których większość produkowała własne zegarki z komponentów dostarczanych przez ponad tysiąc drobnych producentów. Łącznie jakieś 1600 podmiotów gospodarczych.
Ile z nich jesteście w stanie wymienić?
To dane z 1970 roku. W tym czasie 44% szwajcarskiej produkcji to zegarki typu Roskopf lub z mechanizmem typu pin-lever, czyli z wychwytem kołkowym.

Roskopf był dziewiętnastowiecznym zegarmistrzem który z uporem maniaka realizował pomysł zegarka dla ludu. Punktem wyjścia była cena – równowartość miesięcznej pensji robotnika. Termin „Roskopf” przylgnął z czasem do zegarków z niskich pułapów cenowych. Obniżenie ceny zawsze odbywa się jakimś kosztem.
W mechanizmach pin-lever rezygnowano z kamieni szlachetnych nawet w paletach kotwicy. Zastąpiono je metalowymi pinami. Oszczędzano na kamieniach łożyskujących. Czasem tylko trochę. Czasem całkowicie. Również na tarczach (powlekana tektura nie była rzadkością), na materiałach, metalu, wykończeniu. Póki te zegarki były sprawne, potrafiły zaskoczyć dokładnością. W razie awarii nawet współcześni często woleli je wyrzucić niż serwisować.
Po prostu się nie opłacało.

Widziałem kiedyś porównanie Delbany z jednym z najsłabszych radzieckich zegarków Pobiedą ZiM. W tym porównaniu szanowana przecież Delbana wypadła tylko trochę lepiej. Z tej perspektywy mit o bylejakości radzieckiego zegarmistrzostwa wydaje się mocno przesadzony. Żeby nie być gołosłownym: radziecka Sekonda była najlepiej sprzedającą się marką zegarkową w UK w 1988 roku. Jakoś im kwarce nie przeszkodziły. A więc?
Prawie połowa wyprodukowanych w 1970 roku w Szwajcarii zegarków to marnej jakości jednorazówki. Najpierw Roskopf/pin-lever, cała plejada zapomnianych brandów stosujących 15-to czy 17-to kamieniowe, bezimienne mechanizmy. Potem Delbany, Doxy, Atlantic i coraz wyżej, aż do dzieł sztuki zegarmistrzowskiej z samego szczytu piramidy prestiżu.
Trochę trudno się dziwić, że technologia kwarcowa weszła w ten bałagan jak w masło.
Co zrobić z fantem, którego mam na myśli…
Na średniej i wysokiej półce cenowej przemysł szwajcarski jakoś sobie poradził.
Była Beta21 napędzająca zegarki m.in. Rolex Quartz Data 5100, Patek Philippe 3587, IWC DaVinci 3501 czy Omega Electroquartz F8192. Była najdokładniejsza w tym czasie na świecie Bulova Accutron 214. Czy niesamowite, najcieńsze na świecie Delirium (sam napęd kosztował 4500 dolarów). Ostatni, Delirium IV, miał obudowę, która miała zdumiewającą grubość 0,98 mm i do dziś nikt nie pobił tego rekordu.

Żeby odzyskać równowagę trzeba było poważnie przemyśleć swoją strukturę i odbić przynajmniej część rynku tanich zegarków. Wymuszona przez banki restrukturyzacja przebiegła w kilku etapach.
Grupy SSIH i ASUAG połączono i wydzielono z nich ETA SA. jako jednostkę produkcyjną. Z fuzji powstało SMH, czyli Swiss Corporation Microelectronics and Watchmaking. Znamienne, że w grze o przetrwanie „zegarmistrzostwo” nawet w nazwie wylądowało w okolicach ogona. W odzyskaniu udziału w rynku pomogły odwrócenie sytuacji na rynku walutowym i lekcja odrobiona przy okazji prac nad Delirium.
Technologia tam zastosowana znalazła swoje odzwierciedlenie w Swatch Quartz GB101. I jeśli już koniecznie miałbym wskazać zegarek mający być symbolem kryzysu w zegarmistrzostwie, to niechętnie, ale wskazałbym właśnie ten.

Plastikowy produkt modowy, 51 części przytwierdzonych bezpośrednio do obudowy. Zaprojektowany z myślą o jednorazowości i produkowany na takich samych wtryskarkach, na jakich robi się zabawki, długopisy czy kalosze.
Ważne, że kosztował 35 dolarów i sprzedawał się milionami. A to już był sukces.
Trudno się dziwić, że Swiss Corporation Microelectronics and Watchmaking zmieniło nazwę właśnie na Swatch. Ta przynajmniej brzmi nieźle. I wspomina się lepiej niż rozmowy z bankiem w sprawie kredytu ostatniej szansy.
To w końcu kryzys czy rewolucja?
Ostatecznie, od prezentacji modelu Astron marki Seiko trzeba było poczekać około czterech czy pięciu lat, nim technologia kwarcowa zaczęła w szerszej skali dawać o sobie znać.
Sam Astron był jednym z pierwszym, ale też jednym z kilku dostępnych zegarków kwarcowych. I jednocześnie dość trudno dostępnych.

W pierwszej fazie znacznie poważniejszym graczem były zegarki cyfrowe niż analogowe.
Szwajcarzy „dostali po uszach” i w artykułach pisanych z ich perspektywy zwykle czytamy, że był to kryzys. Delikatnie mówiąc, przespali swój moment, i trudno tego nie zauważać. Japończycy i Amerykanie napiszą „rewolucja”. W dłuższej perspektywie zyskali, choć trudności i ich nie ominęły. Niejednokrotnie zdarzało się już w historii, że proste odcinanie kuponów od sukcesu przynosiło w perspektywie czasu więcej strat niż pożytku.
Czy branża zegarmistrzowska wzięła sobie tę lekcję do serca?
To już temat na zupełnie inną opowieść.
Marek Zabielski
Zdjęcia źródło:
1. Świąteczna broszura z Seiko Astron. (www.plus9time.com)
2. Hamilton Pulsar. (www.hamiltonwatch.com)
3. Moda na zegarki kwarcowe. James Bond (www.jamesbondlifestyle.com)
4. Seiko Sonora, lata sześćdziesiąte. (https://museum.seiko.co.jp/en)
5. Pin – lever. Zasada działania. (www.altecweb.com)
6. Siedmiokamieniowy, budżetowy, szwajcarski chronograf (http://www.mcbroom.biz/ )
7. Niesamowity Delirium. 0.98 mm razem z obudową. (en.wikipedia.org )
8. Swatch Quartz GB101 z 1983 roku (www.bukowskis.com)
Bibliografia (dostęp na dzień 20.01.2021):
www.govbergwatches.com
www.bloomberg.com
www.museum.seiko.co.jp
www.luxiani.com
www.seikowatches.com
www.agupubs.onlinelibrary.wiley.com/
www.bell-labs.com/
www.doensen.home.xs4all.nl/i.html
07:40 22.01.2021Wiedza
Seiko Astron – to w końcu kryzys czy rewolucja?
Tagi:
zegarki japońskiejapoński zegarekstare zegarkizegarki kwarcowezegarek elektronicznyzegarki szwajcarskie
REKLAMA
Książka „Czas to pieniądz” – poradnik dla miłośników zegarków
W Polsce moda na zegarki naręczne przechodzi w ostatnich latach renesans. Co roku powstają nowe sklepy i strony internetowe oferujące zegarki, a liczba i różnorodność ofe ...
Polska drugą Szwajcarią? Profesor Brzostek o zegarkach z Błonia
W numerze 3/2024 kwartalnika: „Spotkania z zabytkami” znalazł się artykuł profesora Błażeja Brzostka1 specjalizującego się w historii Polski lat 1955 – 1970 , o zegarkach ...
Niesamowite, unikalne zegary mechaniczne autorstwa Krzysztofa Płonki!
Bardzo wielu z nas ma pasje. Różne. Dla nas pasją, jedną z najważniejszych, a dla wielu najważniejszą, są zegarki i zegary, zegarmistrzostwo. Szczęściem trudnym do osiągn ...
Bell & Ross BR-03 Astro. Zegarek wizualizujący czas w stanie zerowej grawitacji
Bell & Ross to marka, która postrzegana jest jako producent wysokiej jakości zegarków, a bardzo duża część modeli wchodzących w skład kolekcji jest bardzo charakterystycz ...
Sygnalizacja dźwiękowa, czy wskazania czasu na tarczach? Oto jest pytanie!
Prawdopodobnie nigdy nie prowadzono rozważań o wyższości wskazań na zegarowych tarczach, w stosunku do sygnalizacji dźwiękowej posiadanej przez tego rodzaju urządzenia. W ...
Nadir Vespera. Jeden z najciekawszych debiutów na polskiej scenie microbrandów
Nadir Vespera to bezsprzecznie jeden z najciekawszych debiutów na polskiej scenie microbrandów ostatnich lat. Nie jest to jedynie kolejny zegarek w stylu vintage, to grun ...
Klasyczna elegancja w dwóch odsłonach. Atlantic Worldmaster Automatic
Atlantic Worldmaster Automatic, w dwóch wersjach: z tarczą w eleganckiej czerni - wariant na bransolecie (nr ref. 52759.41.61SM), oraz z tarczą w głębokim kolorze niebies ...
Roamer Pro Diver 200. Szwajcarski duch sportowej elegancji w atrakcyjnej cenie
Marka Roamer powstała w 1888 roku w Solurze (Solothurn) w Szwajcarii, dzięki Fritzowi Meyerowi. Początkowo firma produkowała mechanizmy do zegarków kieszonkowych, a z cza ...
Wincenty i Wawrzyniec Gostkowscy. Zapomniana karta w historii polskiego zegarmistrzostwa
W listopadzie 1880 roku na łamach czasopisma „Kłosy” ukazał się artykuł pióra Józefa Ignacego Kraszewskiego zatytułowany Zegarmistrzostwo polskie w Genewie. Pisarz wspomn ...
Atlantic Elegance Belle. Damski zegarek łączący klasykę i elegancję
Przez wiele lat zegarki dla kobiet były modelami o dość małych kopertach i typowo biżuteryjnym wyglądzie. Szwajcarska marka Atlantic, znana ze swego powściągliwego stylu ...
Świąteczne śniadanie z Certiną – sztuka budowania relacji
W sercu Warszawy, w klimatycznych wnętrzach Eatery na Koszykowej, marka Certina zorganizowała wydarzenie, które już na długo przed świętami wprowadziło nas w magiczny nas ...
Girard-Perregaux Laureato Fifty. Pół wieku legendy i detale, które to podkreślają
To, co lubię w zegarkach to historie, jakie się za nimi kryją oraz detale, które zauważamy dopiero po dłuższym przyjrzeniu się. Jubileuszowy model Girard-Perregaux Laurea ...









greenlogic.eu