Doxa jako marka zegarkowa kojarzy się zdecydowanie z klasyką i elegancją, ale również z solidnymi zegarkami typu diver oraz charakterystyczną, ognisto pomarańczową barwą. Przyglądając się zegarkom zarówno aktualnie oferowanym, jak i niedostępnym już w salonach, można dostrzec, że dbałość o jakość wykonania idzie w parze z uwielbieniem dla detali. W każdym modelu znajdziemy unikatowy detal, który choć nie zawsze widoczny na pierwszy rzut oka, finalnie dopełnia całości projektu. O tym, jak ważna jest forma i styl projektu świadczy fakt, że w ciągu 120 lat istnienia tej marki, jednym z najbardziej przełomowych momentów w jej historii była seria czasomierzy Grafic, opracowana z artystami szkoły wzornictwa Bauhaus. Kolejnym zaś, współpraca z Ettore Arco Isidoro Bugatti, której owocem było zamontowanie zegarów w kokpicie ówczesnych bolidów Bugatti, zarówno wtedy, jak i dziś, jednych z najpiękniejszych aut na świecie.
Gama dostępnych produktów była imponująca niemal od samego początku - zegary podróżne, kolejowe, popularne na początku XX wieku zegarki kieszonkowe, ozdobne zegarki z pozytywką, modele naręczne, a nawet opcje biżuteryjne jak pierścionek z czasomierzem.
Ze względu na uwarunkowania rynkowe (męskie grono odbiorców zegarków, szczególnie mechanicznych, jest z reguły zdecydowanie bardziej aktywne, bardziej liczne i wymagające w swoich zegarkowych wyborach) główną grupą docelową zazwyczaj byli mężczyźni. Dlatego cieszy mnie fakt, że coraz częściej producenci zegarków myślą o płci pięknej nie w kontekście wielbicielek drobnych, ozdobnych zegarków (a raczej zegareczków), ale jak o wymagającym kliencie, który dokładnie wie czego szuka.

Coraz częściej pojawiają się serie damskie, jak przykładowo linia Doxa Chic, co prawda są to niemal wyłącznie modele kwarcowe, ale znajdują się w tej kolekcji również zegarki z naciągiem automatycznym. Pokutujące jeszcze wśród wielu marek przekonanie, że damski zegarek nie musi (a nawet nie powinien) posiadać zbyt skomplikowanego w obsłudze mechanizmu powoli ulega zmianie.
Od samego początku swojej współpracy z redakcją Zegarki i Pasja staram się przecierać szlaki i pokazywać kobiecą stronę naszej wspólnej pasji.
Dzisiaj będzie to możliwe dzięki bliższemu zapoznaniu z Doxą Calex Lady Automatic Diamonds D184TSD, która wychodzi naprzeciw potrzebom współczesnej kobiety.

Doxa Calex to linia kobiecych czasomierzy (męskie są również dostępne, ale dzisiaj bohaterem jest odsłona damska) w aż 14 wariantach! Wyróżnikami są proste, gładkie koperty o smukłych kształtach oraz przejrzyste klasyczne cyferblaty.
Ekskluzywność podkreślają wysokiej jakości materiały i zdobienia diamentami. Każdy z modeli jest nietuzinkowy na swój sposób, dzięki czemu podkreśla unikalny i wyjątkowy styl osoby, która postanowiła założyć go na swój nadgarstek.

Poszczególne rodzaje odróżnia przede wszystkim numer referencyjny, następnie tarcza oraz rodzaj mechanizmu. Moją kolekcję na kilka dni wzbogaciła wspomniana Doxa Calex D184TSD – jeden z najskromniejszych stylistycznie przedstawicieli rodziny „C”.
Po przestudiowaniu pozostałych dostępnych wersji nasunął mi się jeden główny wniosek – w prostocie tkwi siła! O ile większość krewnych mojej bohaterki to bogato zdobione, biżuteryjne „cacka”, których zadaniem jest lśnić (choć fakt, w dobrym guście), o tyle ona jest intrygującą elegantką, którą trzeba stopniowo odkrywać.
Jeśli chodzi o wymiary, to w moich preferencjach koperta mierząca 35 milimetrów średnicy jest tak samo „top of the top”, jak kultowe 90 – 60 – 90 w wyborach Miss World.


Mam relatywnie drobny nadgarstek, ale nie czuję się najlepiej nosząc typowe damskie zegarki vintage, mierzące między 20 a 30 milimetrów średnicy koperty. Perfekcyjnie wyprofilowana, subtelnie krągła koperta nie tylko znakomicie się prezentuje, ale jest też niezwykle wygodna w użytkowaniu. Sznytu dodaje jej grubość – 1,1 cm, to całkiem sporo.
Dzięki temu zegarek wygląda nowocześnie, solidnie i nie ginie na ręce. Z kolei zachowane proporcje sprawiają, że nie jest też przesadnie duży i przytłaczający.
Marylin Monroe śpiewała, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Doxa zdecydowanie podąża tą ścieżką, gdyż ponad połowa całej damskiej kolekcji Calex ma zdobione nimi tarcze.


Prezentowany model posiada 8 na 12 indeksów oznaczonych niewielkimi diamentami, pozostałe to datownik na godzinie 6.00, okazały złoty rzymski indeks na 12.00 oraz surowe w formie, proste indeksy na godzinach 3.00 i 9.00. Może wydawać się, że w zestawieniu z częściowo giloszowaną tarczą wyniknie z tego spory chaos ale to pozorne zagrożenie. Kompozycja jest zdecydowanie przyjemna dla oka, zaskakująco skromna i po prostu elegancka. Cyferblat sprawia wrażenie trójwymiarowego dzięki lekkiej wypukłości w centralnej części oraz fakturze przy indeksach.
Efekt gliszowania powiększa go wizualnie i zachęca do zabaw światłem.
Delikatne żłobienia odbijają je na wszystkie strony, podobnie jak umiejscowione obok diamenty, co sprawia, że efekt jest spektakularny, zwłaszcza w świetle dziennym.


Tarcza jest „rozpromieniona”, mieniąc się odcieniami srebra i złota. Czysty środek to idealne tło dla prezencji nazwy marki, rodzaju mechanizmu oraz informacji o kamieniach szlachetnych. Napis Doxa jest dość wyraźny, ale nie przytłaczający, zaś pozostałe dwa są zgrabnie wkomponowane w dolnej części, nad datownikiem. Dodatkowo brak zdobień pozwala na wyeksponowanie klasycznych wskazówek, w tym samym kolorze co część indeksów – złotym, co sprawia, że odczytanie godziny nie wymaga więcej niż jednego spojrzenia.
Szafirowe szkło, odporne na zarysowania to dodatkowy atut, gdyby przypadkiem zegarek wylądował w damskiej torebce (każda z nas czasami tak robi).
Koronka jest nieco stylizowana na retro, co zdecydowanie dodaje uroku całości.
Z kobiecego punktu widzenia fakt, że jest zakręcana trudno nazwać zaletą, zwłaszcza przy długich paznokciach, ale jej piękno jest w stanie to zrekompensować.


Zastosowanie i posiadanie datownika w zegarku to rzecz gustu, jedni nie wyobrażają sobie bez niego życia, drugim przeszkadza i traktują go jako element komplikujący codzienne funkcjonowanie z czasomierzem.
Nie jestem zagorzałym zwolennikiem „upychania” go wszędzie, gdzie to możliwe, ale przyznaję, że w przypadku Calex Lady Automatic Diamonds został zgrabnie wkomponowany w tarczę (delikatna złota lamówka), a dzięki funkcji szybkiej zmiany daty, nie powinien stwarzać problemu w użytkowaniu.

Recenzowany model jest dość ciężki, ze względu na bransoletę, co nie wszystkim użytkowniczkom może odpowiadać. Z drugiej strony, to przyjemny ciężar… luksusu, gdyż nie jest niczym odkrywczym, że jeśli owa bransoleta jest odpowiednio dopasowana i ma dobrą jakość, podnosi nie tylko atrakcyjność, ale i wartość zegarka.
W tym przypadku wzór i zestawienie kolorystyczne elementów to strzał w dziesiątkę.
Subtelne zdobienia (w identycznym, złotym kolorze jak elementy tarczy) współgrają z klasycznymi prostokątnymi ogniwami z polerowanej stali oraz maskownicami, ze stali szczotkowanej. Dodatkowo Panie z delikatną skórą rąk mogą być spokojne - stal szlachetna antyalergiczna (316l) nie wywołuje reakcji alergicznych i podrażnień.


Przy codziennym użytkowaniu nieco irytująca może okazać się konieczność przecierania ogniw, gdyż każde dotknięcie pozostawia ślad. Z drugiej strony, żyjąc w epoce smartfonów z dotykowymi ekranami, większość z nas ma to w nawyku. Umocowanie bransolety jest ciekawe w formie – na całkiem sporych śrubkach przy uszach koperty, równie okrągłych jak jej kształt, płaskich i wypolerowanych.
Zakładając, że w projektach nic nie dzieje się przypadkowo przyznaję, że wygląda to na przemyślane i wykonane w ten sposób celowo.
Motylkowe sygnowane logo producenta zapięcie jest wygodne i solidne, przyjemniejsze w zakładaniu i zdejmowaniu niż jakikolwiek pasek ze sprzączką.


Uwielbiam podglądać pracę „serca” zegarka mechanicznego. I tutaj mam taką możliwość.
Dekiel jest niewielki w stosunku do rozmiarów koperty, ale pozwala dojrzeć to, co najlepsze.
Model Doxa D184TSD wyposażono w popularny i dobrze znany mechanizm z automatycznym naciągiem Sellita SW220, w tej wersji na 25 kamieniach. W parametrach technicznych mechanizm ten ma podaną 38 godzinną rezerwę chodu.
SW-220 (czasem opisywane jako 220-1) to klon kalibru ETA 2836.

Czy Calex Lady Automatic Diamonds D184TSD ma szansę podbić kobiecie serca?
Zapewne będą podzielone głosy.
Przy licznych plusach, ja zwróciłam uwagę na cenę i.. nazwę.
„Calex D184TSD” brzmi technicznie, by nie rzec roboczo. Może drobiazg, ale marketingowo zdecydowanie do poprawki.
Średnia cena tego modelu to około 3 600 złotych, przy czym wartość katalogowa, jeśli wierzyć większości oferujących go sprzedawców, to znacznie ponad 4 tysiące złotych. Czy polski rynek damskich zegarków jest już na tyle dojrzały, by zacząć doceniać damskie czasomierze mechaniczne ze średniej półki cenowej, oferujące naprawdę sporo względem swojej ceny?
Oby tak było.


W tym przypadku cena jest uzasadniona i podyktowana oczywiście także obecnością kamieni szlachetnych.
Mimo wspomnianych obaw, mocno kibicuję całej linii Calex ze względu na świetne wykonanie, styl i klasę jaką mają należące do niej zegarki. Model Doxą Calex Lady Automatic Diamonds D184TSD jest tego doskonałym przykładem.
Wszelkie nowości, recenzje zegarków oraz informacje dotyczące Doxa znajdują się zawsze na indywidualnej podstronie marki tu – Doxa.
Autorka: Marzena Kondera
Zdjęcia: Zbigniew Tylus
16:43 15.11.2017Recenzje i testy
Recenzja: DOXA Calex Lady Automatic Diamonds D184TSD
Tagi:
REKLAMA
OMEGA MEMOMATIC – wyjątkowy czasomierz z alarmem
Manufaktura Omega słynie z wielu przełomowych i technicznie zaawansowanych modeli zegarków, które zapisały się już na stałe w historii zegarmistrzostwa. Konstruktorzy ora ...
Kalendarium ewolucji mechanizmów zegarków elektronicznych kwarcowych
O upowszechnieniu się zegarka kwarcowego na rynku zegarkowym, a w szczególności o dziejach i osiągnięciach tej grupy zegarków, z wyjątkiem informacji o spowodowaniu tak z ...
Delma - historia marki zegarmistrzowskiej
Zlokalizowana w szwajcarskim Biel/Bienne gmina Lengnau jest miejscem narodzin szeregu znanych i cenionych do dziś marek zegarmistrzowskich. Przyjrzymy się jednej z nich. ...
Nowy ambasador Eberhard & Co. oraz Coppa della Perugina. Zegarki i klasyczna motoryzacja
Marka Eberhard & Co. jest jednym z tych szwajcarskich producentów, którzy mogą poszczycić się naprawdę długą historią istnienia, a co za tym idzie bogatym dziedzictwem. W ...
Revelot. Nietypowe zegarki z Malezji, a zarazem fenomen horologii
W świecie zdominowanym przez gigantów z Szwajcarii i Japonii, istnieje sporo mikrobrandów, małych producentów, którzy potrafią zaoferować pasjonatom coś, czego często bra ...
Atlantic Worldmaster Krzysztof Hołowczyc. Kolejna edycja inspirowana ikoną motorsportu!
Atlantic Worldmaster o nr. referencyjnym 55853.46.95LE to wyjątkowa, limitowana edycja, która łączy dziedzictwo szwajcarskiej marki Atlantic z pasją i charakterem jednej ...
GoS Watches. Szwedzkie rzemiosło i zegarki jak miecze wikingów (AuroChronos 2026)
Czy można zamknąć duszę skandynawskiej zimy w przedmiocie o średnicy niewiele przekraczającej czterdzieści milimetrów? To pytanie wydaje się prowokacyjne, dopóki nie spoj ...
Time Jumper z mechanizmem Calibre 10. Czapek & Cie celebruje 10-lecie!
Jak zapewne pamiętacie, początki współczesnej marki Czapek & Cie to… ogromne ryzyko, które podjęli inwestorzy, lokując pieniądze w odtworzeniu od dawna niefunkcjonującej ...
Straum. Norweska marka i zegarki z fiordów (AuroChronos 2026)
Jeśli nie jesteś szwajcarską marką z długą historią i tradycjami, masz dwa wyjścia – albo naśladować marki mainstreamowe, albo pójść własną drogą. Norweski Straum wybrał ...
Junghans Meister Chronoscope Limited Edition. Prawdziwe perełki w limitowanej edycji
Junghans jako firma ma się zapewne świetnie, natomiast jeśli chodzi o polski rynek to niedawno odbyła się mała rewolucja, związana ze zmianą dystrybutora w naszym kraju, ...
Alexander Shorokhoff Uhrenmanufaktur. Zegarki tak wyjątkowe, że trzeba je zobaczyć (AuroChronos 2026)
Alexander Shorokhoff Uhrenmanufaktur to niemiecka firma zegarmistrzowska produkująca luksusowe zegarki mechaniczne o wysoce artystycznym designie. Siedziba firmy znajduje ...
Pięćdziesiąt lat minęło, czyli jubileuszowy zegarek Raymond Weil “The Fifty”
Pięćdziesiąt lat minęło… tą parafrazą słów tytułowej piosenki z serialu “Czterdziestolatek” chciałbym rozpocząć dzisiejszy artykuł. Oczywiście dobór słów nie jest przypad ...









greenlogic.eu